– Co? – Amy usiadła zaskoczona.
Widziała jego zarys na prześcieradle, ale nic poza tym. Naprawdę myślał, że teraz odejdzie?
– Nie, głuptasie. Nie mówiłam o wyjeździe. Mówiłam tylko, że nie zostanę jako gospodyni. Właściwie to nie chcę, żebyś mi płacił za ostatni tydzień. Czułabym się niezręcznie, biorąc od ciebie pieniądze po tym, co właśnie się stało.
Przesunął palcem po jej ramieniu.
– Ale pracowałaś dla mnie.
– I doskonale się przy tym bawiłam. – Wzięła jego dłoń, żeby przestał ją rozpraszać. – Nie licząc martwienia się o Meme, bawiłam się tu lepiej, niż umiem to wyrazić. A co do nas, to czuję, że zmierzaliśmy do tego od chwili, gdy przyjechałam.
– Naprawdę?
– Tak. – Uścisnęła jego dłoń. – Czuję, że wszystko potoczyło się tak, jak miało. Zgubiłam się i przyszłam tutaj. Spotkałam ciebie. Myślę… tylko się nie śmiej! Myślę, że oboje zostaliśmy tu zesłani dla siebie nawzajem. Jakby to był czas poza czasem. – Wzięła jego dłoń i przycisnęła do serca. – Guy, tak bardzo mi pomogłeś ze sprawami, z którymi mocowałam się od lat. Zaczęłam tę podróż już wcześniej, sama, ale pomogłeś mi zrobić kilka wielkich kroków.
– Cieszę się. – Przyciągnął ich złączone dłonie, żeby pocałować jej palce. – Zasługujesz, żeby zobaczyć siebie taką, jaka jesteś, czyli przepiękną.
Jej serce wypełniło się wdzięcznością.
– Więc mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, żebym została do wieczoru panieńskiego przyjaciółek. Wiem, że muszę wrócić do prawdziwego życia, ale chciałabym spędzić z tobą te trzy tygodnie.
Zerwał się i usiadł. Oparł wolną rękę o podniesione kolano i schował czoło w dłoni.
– Amy… – Przerwał, oddychając niespokojnie. – Jeśli zostaniesz, obawiam się, że będziesz cierpieć. Nie mogę znieść tej myśli. Nie mogę tak ryzykować.
Zagryzła usta, zastanawiając się, co zrobić.
– Jeśli zadam ci pytanie, obiecujesz, że odpowiesz szczerze? Zaśmiał się ponuro.
– Nie.
– Widzisz, właśnie to zrobiłeś. – Na jej usta prawie wypłynął uśmiech, ale zbladł, nim do nich dotarł. – To było szczere.
– To było łatwe. Jedyna łatwa rzecz w całym tym bagnie.
Bagnie? Uważał, że to, co się między nimi wydarzyło, to bagno?
Ukryła urazę.
– Chcesz, żebym wyjechała? Szczerze. Nie mów mi „tak", bo postanowiłeś zachować się szlachetnie i boisz się, że mnie zranisz, jeśli zostanę. Jestem twardsza, niż myślisz. Chcę zostać, spędzić z tobą ten krótki czas poza czasem. Nieważne, jak to się skończy, nigdy nie będę cię winić. Ja wybieram, ja podejmuję ryzyko. Proszę, abyś był tak odważny i zaryzykował razem ze mną. A więc: chcesz żebym została czy żebym odeszła?
Odwrócił się do niej, wtulił twarz w jej szyję i przytrzymał ją mocno, podczas gdy szloch wstrząsnął jego ciałem.
– Zostań. Chcę, żebyś została.
Objęła go i pocałowała w czubek głowy.
– Więc zostanę.
Świat Amy podzielił się między życie nocne i życie za dnia. Podobnie podzieliły się jej emocje między uniesienie wywołane miłością i cierpienie, bo wiedziała, że to szczęście nie potrwa długo.
Nadal jadali kolację z Guyem, jak w czasie pierwszego tygodnia, tyle że tym razem drzwi do wieży pozostawały otwarte. Ponieważ wolała jeść przy świetle, siedziała przy biurku Lance'a aż do końca posiłku. Potem przychodziła do sypialni Guya, gdzie kochali się i godzinami rozmawiali.
W ciągu dnia nadal gotowała – dla przyjemności, nie w ramach opłacanych obowiązków – ale przybył jej nowy obowiązek, który sprawił jej jeszcze większą radość. Drugiej nocy z Guyem wspomniała, że puste pokoje ją zasmucają. Następnego ranka Lance powiedział, że jedzie kupić meble, i zapytał, czy nie wybrałaby się z nim. Z radością skorzystała z okazji.
Objechali razem sklepy na całym St. Barts, kupując ratanowe sofy i krzesła, aby stworzyć miejsca do rozmów w salonie, stoliki, lampy oraz wazony. Po każdym zakupie nie mogła się doczekać wieczora, żeby opowiedzieć Guyowi o dniu i o tym, co znaleźli.
– Chyba dobrze się bawisz na zakupach z Lance'em – zauważył pod koniec jej drugiego tygodnia na wyspie.
Leżeli nago na kołdrze z ciemnej satyny, ona na brzuchu, podpierając się na łokciach, Guy na boku, twarzą do niej.
– To prawda.
Zgięła nogi i skrzyżowała w kostkach, kołysząc nimi w przód i w tył. Wisiorek na kostce zalśnił na chwilę.
– To była wielka frajda.
– Już się przy nim nie denerwujesz?
– Nie, rzeczywiście – powiedziała, zdając sobie sprawę, że to prawda. – Może po prostu przyzwyczaiłam się do niego. Po jakimś czasie przestałam zauważać, że jest tak nieprzytomnie przystojny.
Pomyślała o tym, podczas gdy Guy leniwie wiódł palcem po jej tatuażu. Był to ledwie widoczny ciemny kształt na jej bardzo białej pupie, ale najwyraźniej Guya zahipnotyzował. Nieraz Amy zauważała, że gdyby zapalił światło, mógłby naprawdę zobaczyć tatuaż. Oczywiście odmawiał.
– Ale to chyba coś więcej – ciągnęła. – Inaczej myślę o sobie. I za to muszę podziękować tobie. – Pocałowała go w usta. – Sprawiłeś, że poczułam się seksowna.
– Bo jesteś seksowna.
Przesunął palcami po jej plecach, budząc w niej ponowny dreszczyk pożądania. Już się kochali i to tak gorączkowo, że turlali się po całym łóżku, śmiejąc się i z trudem łapiąc oddech, gdy ogarnęła ich rozkosz. Nie mogła się nacieszyć dotykaniem go i byciem dotykaną przez niego. Wszelkie zahamowania, jakie miała w związku z seksem, pokonał w sposób, który sprawiał, że potem przez cały dzień czuła w sobie żar.
I to była miłość. Mogli nie wypowiadać słów, ale miłość była w każdym dotyku, kiedy szukali sposobów dawania sobie przyjemności.
Przewróciła się na plecy i pozwalała, aby rysował kręgi na jej brzuchu. Nie miała pojęcia, dlaczego lubił jej brzuch, ale wiedziała już, że lepiej go nie wciągać, bo wtedy Guy ją beształ.
– Nigdy nawet nie marzyłam o tym, żeby tak swobodnie czuć się nago przy mężczyźnie.
– Cieszę się, że tak się czujesz. – Pocałował ją w pępek. – Uwielbiam twoje ciało.
– Też uczę się je lubić.
Zamilkł.
– Czy to znaczy… – Zawahał się. Kiedy podjął znowu temat, słyszała napięcie w jego głosie. – Czy to znaczy, że zmieniłaś zdanie na temat małżeństwa? Teraz, kiedy potrafisz cieszyć się towarzystwem mężczyzny? Gdy wrócisz do domu, czy… poszukasz mężczyzny, którego kiedyś pragnęłaś? Tego, z którym mogłabyś podróżować i mieć dzieci?
Dobry Boże, co to za pytanie. Chciał, żeby powiedziała „tak"? Rozważała odpowiedź.
– Nie – odparła w końcu. – Obiecałam Meme, że nigdy jej nie opuszczę, i nie złamię słowa. A nie zmieszczę męża i rodziny w maleńkiej powozowni.
– To niedorzeczne. Możesz się nią opiekować, nie mieszkając tam.
– Powiedziałam ci, jaka jest. – Amy westchnęła. – Potwornie choruje za każdym razem, kiedy wspominam o przeprowadzce.
– Bo się boi, że cię straci.
– To nie jest przyczyna jej problemów z sercem, ani artretyzmu, ani innych schorzeń, nie mniej prawdziwych. Gdybym się przeprowadziła, a ona by umarła, jak mogłabym z tym żyć?
– To przemawia twój strach. – Szturchnął ją. – Myślałem, że twoim celem jest stawić czoło strachowi. Sprawić, by przestał rządzić twoim życiem.
Nie wiedziała, jak na to odpowiedzieć.
– Amy… – Ostrożnie szukał właściwych słów. – Skoro masz dość odwagi, żeby przeciwstawić się swym lękom, to czy za dużo byś wymagała, oczekując, że twoja babcia pokona własne i pozwoli ci wieść niezależne życie?