– Niezależnie od wszystkiego – mruknął – nigdy nie wątp, że cię kocham.
Uniosła głowę i spojrzała w jego ocienioną twarz. Nagle za jej plecami eksplodowało światło.
Guy zaklął i złapał głowę Amy; przyciskając jej twarz do swej piersi. Kolejny błysk, po którym padły przekleństwa.
Co to? – zapytała, stłumionym głosem. – Co się stało?
Do cholery, jesteście na prywatnym terenie! – krzyknął zasłaniając jej twarz dłonią.
Zamarła. Krzyczał do kogoś innego. Zabłysł kolejny flesz. O Boże, ktoś robił im zdjęcia! Zwinęła się w kłębek, próbując ukryć swoją nagość.
Nie podnoś głowy – przykazał jej, przesuwając się pod nią. Zarzucił jej coś na głowę. Jakimś cudem wstali. Popychał ją.
Do środka! Chowaj twarz!
Twarz? A co z nagim ciałem? Zrobiła, jak jej kazał, popędziła po schodach do swojego pokoju. Ogarnęło ją przerażenie. Ktoś właśnie zrobił zdjęcia jej i Guyowi zaraz po tym, jak się kochali. Jak długo ich obserwowano? Potem znowu powróciło przerażenie, tym razem z powodu Guya. Zrobili zdjęcia jego twarzy. Chyba że udało mu się ją schować.
Ale wątpiła w to.
Dobry Boże. Kto by zrobił coś takiego?
Całe jej ciało drżało tak bardzo, że ledwo stała. Guy został na zewnątrz. Co tam robił? Zdała sobie sprawę, że zakrył jej głowę koszulą nocną. Wciągnęła ją i zastanawiała się, co ze sobą zrobić. Powinna wyjść i sprawdzić, co z Guyem?
Nie, bardzo się postarał, żeby na pewno nie sfotografowali jej twarzy. Gdyby wyszła, jego wysiłki poszłyby pewnie na marne. Kręciła się po sypialni, obgryzając paznokieć kciuka, i czekała.
Światło, pojęła nagle. Guy nie przyjdzie, dopóki światło będzie się palić. Wyłączyła je i znowu zaczęła krążyć po pokoju.
W końcu drzwi wychodzące na galerię uchyliły się i zobaczyła, że ktoś wchodzi. Przez sekundę przeraziła się, że to nie on.
– Guy?
– Spokojnie, to ja.
– Och, Bogu dzięki.
Popędziła do niego, przesuwała dłońmi po jego ciele, żeby upewnić się, że nic mu się nie stało. Zorientowała się, że ubrał się przed powrotem.
– Kto to był? Wiesz?
– Cholerny paparazzi. Jeden z nich. Nie udało mi się go złapać.
– Co? – Odsunęła się zszokowana. – Dlaczego paparazzi chcieliby mieć nasze zdjęcie?
Milczał chwilę i w końcu westchnął ciężko.
– Amy, włącz światło.
Zamarła.
– Dałbym wszystko, żeby tego nie robić, ale nie mam już wyboru. Te zdjęcia pojawią się we wszystkich szmatławcach w ciągu kilku dni. Kiedy tylko je zobaczysz, zobaczysz też… mnie.
Zdjęcia z nią, całkiem nago, pojawią się w pismach? Zdjęcia jej tłustego, nagiego ciała na kolanach mężczyzny pojawią się w gazetach?
Dotarły do niej pozostałe słowa Guya. Powiedział, żeby włączyła światło i zobaczyła go. Po tygodniach błagań właśnie o to, poczuła strach. Cała drżała, gdy minęła łóżko, podeszła do lampki na nocnym stoliku i zapaliła ją. Widziała go przez moskitierę – mroczną sylwetkę w ciemnej koszuli z krótkim rękawem i czarnych szortach. Stał przy drzwiach. Miał krótkie, ciemne włosy, ale to podejrzewała już wcześniej.
Nie odrywając od niego wzroku, ruszyła ku nogom łóżka. Wzięła głęboki wdech i zrobiła ostatni krok. I zobaczyła go wyraźnie.
Jej oszołomionemu umysłowi potrzeba było chwili, nim zrozumiała, co widzi. Nie był brzydki. Ani nie miał zniekształconej twarzy.
Był przystojny.
Aż dech zapierało.
To był…
– Byron Parks – szepnęła i ziemia zachwiała się jej pod stopami.
Kiedy odezwał się, z jego ust popłynął głos Lance'a z francuskim akcentem.
– Obawiam się, że jest jeszcze gorzej.
Zatkało ją. Zakryła usta.
– Lance?
– Oui. – Przepraszająco uniósł brew.
– O mój Boże. – Potknęła się, cofając o krok. W głowie jej się zakręciło. – Ty jesteś Guy?
– Nie ma Guya – odpowiedział głosem Guya. Oparł ręce na biodrach i zagapił się w podłogę. – Nie ma Lance'a. Jestem tylko… ja.
– O mój Boże.
Gapiła się na niego. Bez peruki i bródki wyglądał jeszcze wspanialej. Brodę musiał przyklejać. Jakim cudem tego nie zauważyła? Ciemne rzęsy i brwi pasowały do reszty twarzy. Tej bardzo sławnej twarzy z idealnymi rysami, nieskazitelną cerą, przykuwającymi błękitnymi oczami. Miał usta warte marmurowego posągu, idealnie wyrzeźbioną szczękę oraz charakterystyczne wgłębienie w brodzie.
Sypiała z Byronem Parksem, mężczyzną, który umawiał się z najpiękniejszymi kobietami świata.
Paparazzi zrobił zdjęcia grubej Amy Baker z jakieś zapadłej dziury w Teksasie z nagim Byronem Parksem, międzynarodowym playboyem i najseksowniejszym miliarderem świata.
– O mój Boże.
– Teraz rozumiesz, dlaczego nie chciałem ci się pokazać.
– Rozumiem? Nic nie rozumiem!
– Uważałaś, że jestem jakąś ohydną bestią, która chowa twarz przed światem. A zamiast tego jest płytki, znudzony Byron, chwilowo ukrywający się przed tym właśnie. – Wskazał kciukiem dziedziniec.
– Jak mogłeś mi nie powiedzieć? Jak mogłeś pozwolić mi sypiać z tobą, wiedząc, co myślę? Co chciałeś mi wmówić?
Błagał ją spojrzeniem.
– Próbowałem ci powiedzieć.
– Tego dnia z gazetą. – Myśli krążyły jej jak oszalałe. – Dlatego ją kupiłeś.
– Tak. Jasno powiedziałaś, co o mnie myślisz, i nie winię cię za to. Jestem taki, jak to opisałaś.
– Nawet nie pamiętam, co powiedziałam. – Pomasowała skronie, próbując zebrać myśli.
– Ja pamiętam. Powiedziałaś, że jestem niewdzięczny, ekstrawagancki, płytki i znudzony, i stwierdziłaś, że nie spotykałabyś się ze mną za żadne skarby świata. To dlatego próbowałem cię odesłać. Ale odmówiłaś.
Przypomniała sobie tamten dzień. I te, które nastąpiły potem. Tak szlachetnie uparła się przy tym, że pomoże Guyowi, zapewniając, że jego wygląd się nie liczy – a mówiła to wszystko do Byrona Parksa. Mężczyzny o idealnym wyglądzie.
– Jak bardzo musiałeś śmiać się ze mnie.
– Nie śmiałem się – zapewnił ją, podchodząc. – Nigdy.
Odsunęła się.
– Oddałam ci się. – Zaśmiała się histerycznie, a potem przycisnęła grzbiet dłoni do ust. – To rzeczywiście się potwierdza. Mężczyźni naprawdę przelecą wszystko, co się rusza. Nawet grubą gospodynię, jeśli tylko ona jest pod ręką.
– Nie! -Jak oszalały szukał słów. Podszedł jeden krok. – To nie tak…
– Nie dotykaj mnie! – Cofnęła się znowu.
– Dobrze. – Uniósł ręce w górę.
Łzy upokorzenia wypełniły jej oczy.
– Dobry Boże, byłam taka łatwa.
– Zaufaj mi, niczego mi nie ułatwiłaś.
– I cały czas tu byłeś, udawałeś Lance'a z tym sztucznym francuskim akcentem. Spędzałeś ze mną całe dnie, zachowując się, jakbyśmy byli przyjaciółmi, pozwalając mi w to uwierzyć, a dobrze wiedziałeś, że nocami sypiam z tobą. I miałeś te wszystkie wspomnienia ze mną w głowie, a ja nie miałam pojęcia, że rozmawiam z mężczyzną, z którym spałam. Chichotałeś cały czas pod nosem, co?
– Amy, nie…
Złapała poduszkę z łóżka i rzuciła w niego.
– Jak mogłeś robić ze mnie taką idiotkę? Jak mogłeś! Skrzywił się, gdy dostał poduszką, a potem znowu uniósł ręce.
– Rozumiem, że jesteś zła…
– Tak, jestem zła! – Wykrzyczała to przez zaciśnięte gardło.