Выбрать главу

– Gdybyśmy mogli usiąść i porozmawiać…

– Nie chcę rozmawiać. Nie znam cię. Jesteś dla mnie całkiem obcym człowiekiem. Wynoś się z mojego pokoju!

– Amy, proszę…

– Wynoś się! – Złapała następną poduszkę. – Wynoś się! Wynoś!

– Dobrze. – Cofnął się ostrożnie w stronę drzwi. – Porozmawiamy rano, gdy już się uspokoisz.

– Wynoś się! – Rzuciła poduszką.

Wyszedł, nim go uderzyła.

Kiedy zniknął, Amy opadła na podłogę i usiadła po turecku. Schowała twarz w dłoniach i popłakała się. Nie było Guya Gaspara. To raniło bardziej niż upokorzenie. Bo nigdy wcześniej nie pragnęła go i nie potrzebowała tak mocno, jak teraz.

Rozdział 16

Życie wymaga odwagi.

Jak wieść idealne życie

Amy nie mogła zasnąć. Zastanawiała się, czy nie napisać do przyjaciółek, ale ból był zbyt blisko powierzchni, żeby go wyrazić w słowach. Zastanawiała się, czy nie uciec. Zeszłaby po ciemku do miasta, wynajęła pokój w hotelu i poczekała na lot do domu.

Kiedy wstało słońce, wiedziała, że musi skonfrontować się z tym mężczyzną, obcym człowiekiem, który ją oszukał. Musiała spojrzeć mu w twarz i zapytać, dlaczego.

Wstała i wzięła prysznic, żeby zmyć ze skóry jego zapach. Wspomnienia poprzedniej nocy, kiedy kochali się na dziedzińcu, pojawiały jej się w głowie jak urywki filmu, którego nie mogła zatrzymać.

Wytarła się i dostrzegła odbicie w lustrze. Zatrzymała się, żeby spojrzeć na umęczoną płaczem twarz. Mokre włosy opadały na pulchne, nagie ciało. Guy sprawił, że czuła się piękna.

Czy te wszystkie słowa były kłamstwem? Jak ktoś tak idealny pod względem fizycznym mógł patrzeć na nią i czuć pożądanie?

Odrętwiała zaplotła włosy tak, jak to robiła wcześniej. Jak w swoim dawnym życiu. Kiedy to zrobiła, po raz pierwszy zobaczyła, jak źle wyglądała w takim uczesaniu. Iskierka dumy nie pozwoliła jej wrócić do tego. Tak, zranił ją, wykorzystał, ale nie musiała zamieniać się z powrotem w szarą mysz.

Nie miała serca, żeby upinać włosy jak zwykle, ale wyciągnęła kilka pasemek, żeby zmiękczyć efekt ciasno zaplecionego warkocza. Odrobina makijażu pomogła ukryć plamy po płaczu. A teraz, co ma włożyć na to spotkanie, na myśl o którym robiło jej się niedobrze?

Ubranie może być w równym stopniu bronią, co tarczą.

Sam jej to kiedyś powiedział. Tak właśnie używał rzeczy? Nie miała też serca do ubierania się. Po prostu chciała, żeby ranek już minął i żeby mogła wrócić do domu. Włożyła jeden z bardziej stonowanych zestawów z rybaczkami i darowała sobie biżuterię.

Kobieta w lustrze wyglądała na kogoś pomiędzy tym, kim Amy była przed przyjazdem na St. Barts i kim stała się potem.

Odwróciła się i wyszła z pokoju.

Zastała go w kuchni. Siedział na stołku barowym przy wyspie. To ją zaskoczyło. Nie spodziewała się go tam.

Przez chwilę patrzyli się na siebie. Wyglądał na wycieńczonego. Siedział w tym samym ubraniu, które włożył wieczorem: ciemnej koszuli i czarnych szortach. Zdała sobie sprawę, że na wszystkich zdjęciach, jakie widziała, zawsze ubierał się w ciemne kolory. Więc nawet ubrania Lance'a były kłamstwem.

Powróciło do niej wspomnienie pierwszego dnia, kiedy Lance otworzył drzwi. Jego jasna, tropikalna koszula, szybki uśmiech, śmiejące się oczy.

Jakie to dziwne, widzieć policzki, nos i wyraziste brwi na twarzy innego mężczyzny. Różnica była zaskakująca. Nie chodziło tylko o brak bródki czy inne włosy. To jego ostrożna mimika, sztywna postawa. To był całkiem inny człowiek.

Przypomniała sobie, jak oglądała aktora w jakiejś roli, a potem widziała, jak udziela wywiadu, i zdała sobie sprawę, że prawdziwa osoba nie ma nic wspólnego z kreowaną postacią.

On też zauważył zmianę w niej i w jego oczach na ułamek sekundy rozbłysło niezadowolenie albo może żal. Potem odwrócił wzrok.

– Zrobiłem kawę – powiedział obojętnym głosem. – Nalać ci kubek?

Pokręciła głową.

– Sama sobie wezmę.

Więc Lance też przepadł, pomyślała, kiedy stawiała kubek. Ręka jej się trzęsła, gdy nalewała kawę. Straciła i kochanka, i przyjaciela.

– Czuję się tak, jakby umarł. Jakbym zakochała się w cudownym człowieku, dzięki któremu odkryłam doznania, o jakich wcześniej nie miałam pojęcia, który uczynił mnie szczęśliwą i żywą. A ostatniej nocy… umarł. Ale nie mam nawet ciała, nad którym mogłabym rozpaczać.

– Och, Amy. – Słyszała, że stanął za jej plecami i próbowała się odsunąć. – Nie, nie odsuwaj się – powiedział, obejmując ją od tyłu. – Pozwól mi się objąć. Proszę. Na chwilę.

– Masz jego głos – ledwo wykrztusiła przez łzy, kładąc rękę na jego dłoniach. – I dotykasz jak on. Kiedy mam zamknięte oczy, prawie mogłabym uwierzyć…

– Proszę, nie płacz. Proszę. – Kołysał ją, opierając brodę o czubek jej głowy. – Tak potwornie mi przykro, że nawet nie wiem, co powiedzieć.

– Trzymaj mnie. – Odwróciła się. Zaciskając z całej siły powieki, objęła go. Trzymał ją mocno, gdy szlochała przez długie, bolesne minuty, aż żal osłabł i wreszcie mogła normalnie oddychać.

– Lepiej?

– Trochę. – Wyprostowała się i wytarła twarz. – To tyle jeśli idzie o makijaż.

– Dobrze wyglądasz. – Pomógł jej jeszcze, ocierając kciukami policzki.

Spojrzała mu w oczy. Niebieskie, nie brązowe. Oboje zamarli. Spojrzał na jej usta i wiedziała, że chce ją pocałować.

Pokręciła głową i odchyliła się.

Skinął głową, akceptując wyznaczone przez nią granice. A potem na jej oczach jego twarz straciła cały wyraz. Czuła troska pomieszana z pełnym cierpienia pragnieniem zamieniła się w… nic. Tak po prostu. Pojawiła się ta sama znudzona mina, jaką miał na tylu zdjęciach. Amy zamrugała, widząc tę przemianę.

Odwrócił się i podszedł z powrotem do stołka barowego. Nawet chodził inaczej niż Lance: prościej, sztywniej. Chodził jak książę, zdała sobie sprawę, jak człowiek przyzwyczajony do tego, że najdrobniejsze jego życzenie traktowano jak rozkaz.

– Mamy kilka kwestii do omówienia – powiedział głosem równie bezbarwnym, jak jego twarz.

Kilka kwestii do omówienia? Delikatnie to ujął. Dobrze więc, skoro chciał tę rozmowę poprowadzić jak spotkanie w interesach, to może tak będzie najlepiej. Niosąc kubek z kawą, odsunęła stołek po drugiej stronie blatu, naprzeciwko niego.

– Wydrukowałeś program spotkania?

W jego oczach pojawiło się zakłopotanie, a potem zniknęło.

– Masz powód do złości. Mogę cię tylko uspokoić, że prawie na pewno fotograf nie uchwycił twojej twarzy. Nikt nie musi się dowiedzieć, że to ty spędziłaś ze mną zeszłą noc.

Kamień spadł jej z serca. Te słowa nie umniejszyły wprawdzie rozpaczy i udręki z powodu utraty Guya, ale przynajmniej upokorzenie nieco zmalało. Tyle, że to nadal na jej wielkie, tłuste, nagie ciało będą gapić się ludzie stojący w kolejce do kas w sklepach. Czasopisma zasłonią wszelkie intymne części zakazane przez cenzorów, ale zostawią na widoku jej brzuch, biodra i tłuste uda. Nie chciała nawet myśleć o ujęciach swego tyłka, gdy uciekała schodami. Kiedy o tym pomyślała, znowu poczuła ciężar na piersi.

– Tak mi przykro. – Sięgnął po jej dłoń, ale zastygł w bezruchu, gdy się odsunęła. Z westchnieniem wrócił do wyniosłej, znużonej miny. – Poradzisz sobie. To krępujące, ale tylko przez chwilę. Potem szmatławce znajdą sobie inny temat i ludzie zapomną.