Выбрать главу

– Słuchaj, ty nędzna wiedźmo z piekła rodem – odezwała się Shaunee słodkim tonem. – Właśnie nowy zarząd Cór Ciemności…

– Czyli my, a nie ty i twoje parszywa kolegówny – wtrąciła Erin.

– …ogłasza nabór na nowe lodówy do jutrzejszego rytuału – ciągnęła Shaunee tym samym niewinnym tonem.

– Aha, a ponieważ gówno teraz znaczysz, to jeśli chcesz wziąć udział w uroczystościach, jedynym sposobem dla ciebie będzie wejść w skład napoju. No to jak? Wchodzisz w to? – zapytała Erin.

– Jeśli tak, to fuj!… Niestety. Bo my nie lubimy paskudztwa – oświadczyła Shaunee.

– Pocałuj mnie w dupę – warknęła Afrodyta.

– A ty mnie – odcięła się Shaunee.

– Tak jest – dokończyła Erin.

Stevie Rae siedziała pobladła, zbyt wzburzona, by się odzywać. Miałam ochotę zderzyć je wszystkie głowami.

– Przestańcie – powiedziałam. Ucichły jak na komendę. Spojrzałam na Afrodytę. – Nigdy więcej nie nazywaj Stevie Rae lodówą. – Następnie zwróciłam się do Bliźniaczek: – Pierwsze, z czym zamierzam skończyć, to z wykorzystywaniem adeptów do sporządzania rytualnego napoju. Tak więc nie potrzebujemy więcej żadnych tego typu ofiar. – Mino że nie mówiłam podniesionym głosem, obie spojrzały na mnie z urazą. Westchnęłam ciężko. – Wszystkie tutaj jesteśmy na tych samych prawach – powiedziałam, starając się by mój głos brzmiał normalnie. – Więc może by tak zrezygnować ze sprzeczek?

– Chyba żartujesz. Nie jesteśmy na tych samych prawach, nawet w przybliżeniu – oświadczyła z sarkastycznym śmiechem Afrodyta, po czym odeszła z wyniosłą miną.

Patrzyłam na nią, jak odchodzi. Kiedy była już przy drzwiach, odwróciła się jeszcze do mnie, a napotkawszy mój wzrok, puściła do mnie oko.

Co to miało znaczyć? Wyglądała na niemal rozbawioną, jakbyśmy były w najlepszej komitywie i rozgrywały jakąś grę, bawiły się razem. Ale to przecież niemożliwe. Czy jednak na pewno?

– Na jej widok dostaję gęsiej skórki – wzdrygnęła się Stevie Rae.

– Afrodyta ma problemy – powiedziałam, a cała trójka spojrzała na mnie w taki sposób, jakbym oświadczyła, że Hitler nie był znowu taki zły. – Słuchajcie, chcę, żeby odmienione Córy Ciemności naprawdę łączyły nas, a nie stanowił elitarną organizację dla wybranych. – Nadal gapiły się na mnie oniemiałe. – Ona mnie ostrzegła i w ten sposób ocaliła dzisiaj moją Babcię i jeszcze parę osób.

– Powiedziała ci o tym, bo chciała coś w zamian uzyskać. To wstrętna baba, Zoey. Czy ty tego nie widzisz? – odezwała się Erin.

– Chyba nie chcesz powiedzieć, że zamierzasz przyjąć ją do Cór Ciemności? – upewniała się Stevie Rae.

Potrząsnęłam głową.

– Nawet gdybym chciała, a nie chcę – zastrzegłam się natychmiast – to zgodnie z nowymi zasadami ona się nie kwalifikuje. Członkowie Cór i Synów Ciemności muszą potwierdzać swoim zachowaniem wyznawanie pewnych ideałów.

Shaunee prychnęła wzgardliwie.

– Przecież ta wiedźma z piekła rodem za cholerę nie będzie prawdomówna, wierna, otwarta na innych, zacna i dobra. Dla niej liczą się tylko jej wredne zamiary.

– I żeby wszystkimi rządzić – dodała Erin.

– One wcale nie przesadzają – poparła je Stevie Rae.

– Stevie Rae, ona nie jest moją przyjaciółką, tylko… bo ja wiem?… – Grałam na zwłokę, nie mogąc znaleźć dobrej odpowiedzi i czekając, aż instynkt coś mi podszepnie i ubierze w słowa to, co powinnam zrobi. – Chyba rzeczywiście czasami jest mi jej żal. Może trochę też ją rozumiem. Afrodyta chciałby, żeby ją inni akceptowali, ale źle się do tego zabiera. Myśli, że kłamstwa i manipulowanie ludźmi zmuszą ich do tego, by ją lubili. To wyniosła z domu, tak ją rodzice ukształtowali.

– Bardzo cię przepraszam, Zoey, ale opowiadasz głupstwa – uznała Shaunee. – Ona już jest za stara na to, by postępować tak, jakby jej wszystko było wolno, tylko dlatego, że ma popieprzoną mamuśkę.

– No nie, dajcie spokój z tym schematem: może i jestem straszna małpa, ale to wszystko przez mamę – zirytowała się Erin.

– Nie gniewaj się, Zoey, ale ty przecież też masz popieprzoną mamuśkę, a nie pozwoliłaś, by ona czy ten twój ojciach namieszali ci w głowie – powiedziała Stevie Rae. – Damien też ma matkę, która go już nie lubi, bo jest gejem.

– Właśnie, a on nie stał się przez to jakimś potworem. On jest… on jest jak… – Shaunee zawahała się, nie mogąc sobie czegoś przypomnieć, więc zwróciła się do Erin o pomoc: – Bliźniaczko, jak się nazywa bohaterka filmu Dźwięki muzyki, którą gra Julie Anderws?

– Maria. Muszę ci przyznać rację, Bliźniaczko. Damien jest jak niewinna zakonniczka. Musi trochę poluzować, bo inaczej nikogo sobie nie przygrucha.

– Nie do wiary! Omawiacie moje życie intymne – odezwał się niespodziewanie Damien.

Zaskoczył nas.

– Przepraszam – wymamrotała każda z nas speszona.

Potrząsnął głową z wyrazem dezaprobaty, a ja i Stevie Rae skwapliwie zrobiłyśmy mu miejsce obok siebie.

– Trzeba wam wiedzieć – powiedział – że nie chcę sobie nikogo przygruchać, jak to paskudnie określiłyście. Chciałbym mieć trwały związek z kimś, na kim by mi naprawdę zależało, a na to jestem gotów zaczekać.

– Ja, Fräulein – szepnęła Shaunee.

– Maria – mruknęła Erin.

Stevie Rae usiłowała kaszlem pokryć swój śmiech, którego nie mogła opanować.

Damien popatrzył na nie spod zmrużonych powiek. Uznałam, że pora, bym się włączyła.

– Nasz plan wypalił – powiedziałam spokojnie. – Most został zamknięty. – Wyciągnęłam z kieszeni jego komórkę i oddałam mu ją. Sprawdził, czy jest włączona, i kiwnął głową.

– Wiem. Oglądałem wiadomości i zaraz tu zszedłem. – Rzucił okiem na zegar cyfrowy umieszczony na odtwarzaczu DVD, który stanowił komplet wraz z telewizorem stającym w Sali rekreacyjnej, i uśmiechnął się do mnie. – Jest nawet dwadzieścia po trzeciej. Udało nam się.

Cała nasza piątka uśmiechnęła się z ulgą. Rzeczywiście, ja też odczuwałam ulgę, mimo to jednak nie mogłam się pozbyć niejasnego wrażenia, które nie było tylko martwieniem się o Heatha. Może potrzebowałam czwartego piwka.

– No dobrze, w takim razie sprawa załatwiona. Dlaczego więc siedzimy tu i omawiamy moje życie uczuciowe? – zauważył Damien.

– Albo jego brak – szepnęła Shaunee do Erin, która usiłowała (bez powodzenia) nie wybuchnąć śmiechem.

Ignorując je, Damien wstał i zwróciła się do mnie:

– Idziemy.

– Co?

Wzniósł oczy do góry, jakby przywołując niebo na świadka swojej anielskiej cierpliwości.

– Czy ja muszę o wszystkim pamiętać? Masz jutro przeprowadzać rytualne uroczystości, a to oznacza, ze powinniśmy przygotować do tego salę. Chyba się nie spodziewasz, ze Afrodyta zgłosi się na ochotnika, by to zrobić za ciebie?

– Rzeczywiście, nie pomyślałam o tym – przyznałam się. Kiedyż miałam to zrobić?

– W takim razie teraz o tym pomyśl. – Szarpnął mnie za rękę i pociągnął, bym wstała. – Jest robota do zrobienia.

Złapałam swój browarem i wyszliśmy wszyscy za Damianem. Było bardzo zimne i pochmurne sobotnie popołudnie. Deszcze już nie padał, ale zrobiło się jeszcze ciemniej niż przedtem.

– Wygląda na to, że spadnie śnieg – powiedziałam, mrużąc oczy od szarego nieba.

– Ojejku, żeby padał! – wykrzyknęła Stevie Rae. – Tak bym chciała, uwielbiam śnieg! – Zachowywała się jak mała dziewczynka, gdy wykonała piruet i wyciągnęła przed siebie ręce.