Wzdrygnęłam się i bezwiednie oblizałam wargi. Już samo to wspomnienie podnieciło mnie i przeraziło jednocześnie. Zdecydowanie chciałam się z nim jeszcze spotkać. Ale czy dlatego, że nadal mi na nim zależało, czy dlatego, ze kierował mną zew krwi?
Nie miałam pojęcia.
Owszem, od lat czułam sympatię do Heatha. Czasami robił wrażenie opóźnionego w rozwoju, ale nawet wtedy był milutki. Zawsze dobrze mnie traktował, lubiłam się z nim spotykać, przynajmniej póki nie zaczął pić i palić. Wtedy jego uzależnienia stały się równoznaczne z głupotą. Przestałam mu ufać. Tymczasem powiedział, że skończył z tym; czy znaczyło to, że stał się na powrót tym samym chłopcem, którego tak bardzo kiedyś lubiłam? A skoro tak, to co mam do diaska zrobić z (1) Erikiem, (2) Lorenem, (3) z faktem, że picie krwi Heatha było sprzeniewierzeniem się zasadom Domu Nocy, oraz (4) z niezłomnym zamiarem ponownego picia jego krwi?
Westchnęłam ciężko, co zabrzmiało jak szloch. Zdecydowanie powinnam z kimś porozmawiać na ten temat.
Z Neferet? W żadnym razie. Nie miałam zamiaru powiedzieć dorosłej wampirzycy o Lorenie. Wiedziałam, ze powinnam się przyznać, że napiłam się (znów) krwi Heatha, czym przypuszczalnie wzmocniłam nasz związek krwi i wzajemne uzależnienie. Jednakże nie byłam gotowa na takie wyznania. Jeszcze nie. Może to egoizm z mojej strony, że nie chciałam napytać sobie biedy, zanim nie wzmocnię swojej pozycji liderki Cór Ciemności, ale tak było.
Ze Stevie Rae? Była moją najlepszą przyjaciółką i rzeczywiście miałam ochotę opowiedzieć jej o wszystkim, ale to by znaczyło, że powinnam też powiedzieć o próbowaniu krwi Heatha. I to dwa razy. I że chciałam jeszcze. Przecież to by ją ode mnie odstraszyło. Sama byłam tym wystraszona. Nie mogłam pozwolić na to, by najlepsza przyjaciółka patrzyła na mnie jak na potwora. Poza tym nie sądzę, by mnie całkowicie zrozumiała, nie do końca.
Babci też nie mogłam powiedzieć. Na pewno by jej się nie podobało, ze Loren ma dwadzieścia parę lat. I jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak jej opowiadam o swojej żądzy krwi.
Jak na złość jedyną osobą, która zdawała się nie bać krwi i rozumieć, co znaczy pożądanie, była Afrodyta. W pewnym stopniu nawet chciałabym z nią porozmawiać na ten temat, zwłaszcza kiedy się przekonałam, ze jej wizja okazała się prawdziwa. Coś mi mówiło, że można by powiedzieć o niej znaczenie więcej niż tylko „wredna małpa”. Neferet się na nią wkurzyła, to pewne. Ale też splantowała ją, mówiąc, i to lodowatym, pełnym nienawiści tonem, że Nyks cofnęła swoje łaski, więc odtąd wizje Afrodyty się niewiarygodne. Nie tylko ja się o tym dowiedziała, ale praktycznie cała szkoła. Tymczasem miałam dowód, że jest inaczej. Cała ta sprawa zaczynała mnie mocno niepokoić, zastanawiałam się, na ile mogę ufać Neferet.
Zmusiłam się, by zająć myśli poszukiwaniem potrzebnych mi materiałów w centrum informacji. Otworzyłam starą księgę, z której wysunęła się kartka. Podniosłam ją, wierząc, ze jakiś poprzedni czytelnik zostawił tu swoje notatki. Spojrzałam na nią i… zmartwiałam. Na wierzchu złożonej kartki widniało starannie wykaligrafowane moje imię. Natychmiast rozpoznałam to pismo.
Dla Zoey
Ponętna Kapłanko.
Noc nie skryje twoich szkarłatnych marzeń.
Pójdź za głosem pożądania.
Przeszedł mnie dreszcz. Co to wszystko znaczy? Jakim cudem osoba, która powinna przebywać teraz na Wschodnim Wybrzeżu, przewidziała, ze zajrzę do tej książki?
Ręce mi się trzęsły, tak że chcąc przeczytać ten wiersz raz jeszcze, musiałam odłożyć kartkę na stół. Mniejsza o piorunujące wrażenie, ale jakie to niesamowicie romantyczne, ze poeta, zdobywca Lauru Poetyckiego Wampirów, pisał dla mnie wiersze. Z drugiej strony zaniepokoiło mnie, że haiku znalazło się w tym miejscu. Noc nie skryje twoich szkarłatnych marzeń. Czy ja już całkiem oszalałam czy też Loren wie, że poznałam smak krwi? Nagle ten wiersz wydał mi się złowieszczy…niebezpieczny, jakby zawierał ostrzeżenie, które właściwie ostrzeżeniem nie było. Zaczęłam myśleć o autorze. Bo może nie Loren był autorem tego wiersza? Może to haiku napisała Afrodyta? Podsłuchałam jej rozmowę z rodzicami. Miała mnie wykopsać ze stanowiska przewodniczącej Cór Ciemności. Czy ten wiersz był częścią jej planu? (O rany, zabrzmiało to jak cytat z jakiejś humorystycznej książki).
No dobrze, Afrodyta widziała mnie z Lorenem, ale skąd miałaby się dowiedzieć o wierszu? Poza tym skąd by wiedziała, ze wrócę do centrum informacji i zajrzę akurat do tej starej książki? To by raczej wyglądało na działanie jakiegoś dorosłego wampira, ale nie miałam pojęcia, jak by wpadł na ten trop. Przecież dopiero przed chwilą postanowiłam zajrzeć do tej książki.
Nala skoczyła na blat biurka komputerowego, napędzając mi niezłego stracha. Miauknęła z naganą i otarła się o mnie.
– No dobrze już, dobrze, zabieram się do roboty – uspokoiłam ją. Ale mimo, że szperałam w starym tomie, szukając dawnych obrzędowych zaklęć, moje myśli nieustannie krążyły wokół wiersza, a niejasne uczucie niepokoju zagnieździło się we mnie na dobre.
16.
Wyszłam z centrum informacji z Nalą na rękach; kocina spała tak mocno, że nawet nie mruknęła, kiedy podniosłam ją z blatu biurka. Wychodząc z czytelni, rzuciłam okiem na zegar – nie mogłam uwierzyć, że spędziłam tam kilka godzin. Dlatego czułam się, jakbym miała ołów w tyłku, kark też mi zdrętwiał. Nie przeszkadzało mi to zbytnio, ponieważ wiedziałam już, jak poprowadzić rytuał Pełni Księżyca. Kamień spadł mi z serca. Nadal jednak byłam podenerwowana, specjalnie się nie przejmując faktem, że uroczystości będę odprawiała przed gromadą młodziaków niekoniecznie zachwyconych, że zajęłam miejsce ich kumpelki, Afrodyty. Powinnam się kupić na samym rytuale, pamiętać, jakie wielkie wrażenie wywierało na mnie współbrzmienie z żywiołami, a reszta jakoś przejdzie.
Pchnęłam ciężkie drzwi frontowe prowadzące do szkoły i znalazłam się w całkiem innym świecie. Musiało padać przez cały czas, kiedy siedziałam w centrum informacji. Puchowa pierzynka pokrywała szczelnie cały teren szkoły. Dął silny wiatr, widoczność była prawie zerowa. Lampy gazowe ledwie znaczyły żółtymi punkcikami szlak pogrążonej w mlecznym mroku ścieżki. Powinnam była iść prosto do internatu, ale przypomniały mi się słowa Stevie Rae, która stwierdziła, że śnieg jest pełen magii. I miała rację. Świat pokryty śniegiem wyglądał całkiem inaczej, był cichszy, bardziej tajemniczy. Nawet jako adeptka wzorem dorosłych wampirów odporna byłam na chłód, który dawniej łatwo mnie przenikał. Kojarzył mi się też z istotami umarłymi, które trwają, ponieważ żywią się krwią istot żywych. Teraz lepiej rozumiałam proces, który we mnie zachodził, bardziej dowodziło to, że mój metabolizm się umacnia, niż że nie jestem nieżywa. Bo wampiry nie się istotami, które zmarły. One tylko przeszły Przemianę. To ludzie podsycali mit o chodzących trupach, co znaczyło mnie coraz bardziej drażnić. W każdym razie coraz bardziej mi się podobało, że mogę sobie spacerować na dworze, gdy szaleje zamieć, i nie bać się, że zamarznę. Nala przytulona do mnie mruczała głośno. Objęłam ją czule. Śnieg tłumił moje kroki, miałam wrażenie, że jego biel i czerń nocy zmieszały się ze sobą, tworząc niepowtarzalny kolor, wyłącznie dla mnie.