Tym, co najbardziej rzucało się w oczy, była wysoka skrzynia, podobna do tych, jakie w starożytnym Egipcie służyły do składania mumii w grobach. Wieko było podniesione, mogli więc bez trudu zauważyć długie, ostre gwoździe, jakimi było naszpikowane wnętrze.
La virgen de hierro.
Żelazna dziewica.
CZĘŚĆ DRUGA. RÓŻE Z MINIONYCH DNI
Furioso
Tabris, demon szóstej godziny, wylądował na równinie. Czekał na swoją koleżankę Zarenę, ducha zemsty.
W podziemnym królestwie ciemności Tabris nie miał dobrej marki. Był przecież duchem wolnej woli, a to naprawdę nic, czym można by się chwalić w świecie zła. Zarena była zła, naprawdę zła, jako duch zemsty. Ale wolna wola? A na co to komu?
Tak więc ziemskie zadanie miało być dla Tabrisa próbą. Jeśli sobie z nim poradzi, pójdzie w górę w hierarchii, a jeśli nie, to będzie z nim marnie.
Najgorsze, co mogłoby spotkać demona, to stać się śmiertelnym. Mieć ograniczony czas życia. Tym właśnie straszył książę ciemności, bowiem nie lubił demonów z rodu Nuctemeron. Reprezentowały one po części wątpliwe elementy. Takie jak dobra wola, sympatia, godność, panowanie nad szlachetnymi kamieniami… co z czymś takim robić?
Tabris starał się, jak mógł, by zadowolić swojego pana. Musiał to robić, i chciał. To była jego wolna wola.
Gdyby tylko nie… Przeniknął go dreszcz. Ta dziewczyna, jak to ona ma na imię? Unni? I mężczyzna, który jakby jest, ale jednocześnie go nie ma. Co w nim siedzi?
Tabris poczuł, że strach przed nieodgadnionym paraliżuje jego ciało. Zadanie wydawało się takie proste.
Ludzie. Beznadziejne stworzenia. Ale czy naprawdę jest tak prosto?
Zaszumiało w powietrzu, zaświstało i tuż obok Tabrisa wylądowała Zarena, składając skrzydła i chichocząc ponuro.
– Dziecinna gra – powiedziała. – Że też ludzie mogą być tacy głupi!
– No – mruknął Tabris. – Co się stało?
– Ech, ciebie to nie dotyczy. Ale dla mnie to zbyt łatwa praca. Dwaj młodzi ludzie, jeden aż się ślini na mój widok. Drugi jest przystojny i odrobinkę mi się opiera. To lubię. To pobudza moje zmysły.
– A kobiety? – spytał Tabris krótko.
– Phi! Jedna ma muskuły, co ty na to? A druga jest stara.
Umilkła z obrzydzeniem.
– A u ciebie jak tam?
– Wykonałem moje pierwsze zadanie.
– Nie o to pytam. Jacy są twoi ludzie?
Cień przemknął przez demoniczną twarz Tabrisa.
– To znaczy… Ja mam ich pięcioro. Dwoje, którzy…
– Tak?
– Nie bardzo wiem, co o nich myśleć – A to dlaczego? Nie stój no tu i nie jąkaj się, gadaj, o co chodzi! – prychnęła Zarena, aż się zaiskrzyło.
Nie cierpieli się nawzajem i oboje dobrze o tym wiedzieli. Tabris odpowiedział jej gardłowym warknięciem, niczym wilk.
– Ten jeden mężczyzna… Po prostu nie wiem, kim on jest.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– No właśnie, że nie wiem – warknął znowu Tabris zirytowany. Podejrzewał, że Zarena jest tu między innymi po to, by go obserwować. – A jedna z młodych dziewcząt… Ona się za wiele domyśla, zbyt dużo przeczuwa. Widocznie jest jedną z tych obdarzonych nadprzyrodzonymi zdolnościami. Myślę, że oboje są dla nas groźni.
– Dla ciebie, chciałeś powiedzieć. Te twoje ludzkie kreatury mnie nie interesują.
Tabris jej nie słuchał.
– Druga dziewczyna… z tego kraju… – Umilkł. Potem potrząsnął głową.
– Nie, ale nasze sępy powinny być teraz zadowolone. Wepchnąłem ofiary prosto w ich ramiona – Tabris zrobił niecierpliwy ruch. – Nie, nie chcę o tym rozmawiać!
– Użalasz się nad sobą? – skrzywiła się Zarena.
– Nie, no coś ty!
Wzajemna wrogość zdawała się wibrować w powietrzu.
Po chwili Zarena rzekła:
– Mówiłeś, że wykonałeś swoje pierwsze zadanie. A zatem miałeś więcej?
– Podobnie jak ty. Nasz Mistrz chciał wiedzieć, czym oni się zajmują. Musimy im towarzyszyć do celu. Każde z nas na swoją rękę. Na żadną współpracę nie mam ochoty.
– Patrzcie jak wzruszająco jednomyślni jesteśmy! Tylko skoro wepchnąłeś ich w szpony tych ponurych sępów, to jakim sposobem dotrą do celu?
– Guzik cię to obchodzi!
Chęć walki zwyciężyła. Tabris był taki wściekły, że miał zamiar zaatakować Zarenę. Ona jednak trzasnęła go tym swoim trójkątnych ogonem z taką siłą, że zawył z bólu. Oboje uznali, że najlepiej będzie zakończyć spotkanie. Ciężko machając skrzydłami opuścili równinę, każde udało się w swoim kierunku.
8
Słońce malowało na złoto jesienny krajobraz Nawarry z winnicami i rozległymi dolinami. W ten smutny poranek Antonio stał przy oknie starej królewskiej twierdzy Olite. Dla niego wszystko było niezwykle piękne, nawet się bowiem nie domyślał, jaki straszny los spotkał jego przyjaciół.
To oczywiście frustrujące, szukać i niczego nie znajdować! Cały wczesny poranek, od świtu, przeszukiwali królewską twierdzę, ale czynili to bardzo dyskretnie. Rezultatów jednak nie było żadnych, głównie dlatego, że nie wiedzieli, czego szukają, a poza tym liczne pokoje były dla nich niedostępne. To wszystko zabierze z pewnością wiele czasu.
Antonio przed chwilą rozmawiał z Veslą, dlatego był w takim znakomitym humorze. No a poza tym słońce też robiło swoje. W uszach wciąż jeszcze brzmiał mu kochany głos Vesli. Dowiedział się, że z nią wszystko w porządku i że nie powinien się o nią martwić.
Tymczasem w domu w Norwegii Vesla sprzątała ze stołu po śniadaniu. Nie wspomniała mężowi ani słowem o bolesnych skurczach, które się od czasu do czasu pojawiają i bardzo ją niepokoją. Vesla, pielęgniarka z zawodu, wiedziała sporo o swoim zdrowiu. Za nic by nie chciała urodzić dziecka, które pierwsze dni swojego życia spędzi w inkubatorze. Większość takich noworodków wprawdzie wychodzi z tego bez szwanku, ale wcześniakom zawsze towarzyszy tyle lęków i niepokoju, zwłaszcza tym, które urodziły się szczególnie wcześnie. Teraz Vesla przeszła już przez najgorsze stadium, mimo wszystko jednak nie przestawała się bać. Dręczyły ją te nieustanne rozmyślania, znała innych rodziców oraz ich obawy, że dzieci będą miały jakieś wady właśnie dlatego, że urodziły się za wcześnie, będą opóźnione w rozwoju intelektualnym lub motorycznym. Że będą miały problemy w szkole. Nie będą nadążać za innymi albo w jakiś inny sposób odstawać od rówieśników. Dzieci są tak niewiarygodnie okrutne wobec siebie nawzajem, skłonne do dyskryminacji. Jeśli mogą poniżać kogoś po to, by samemu znaleźć się nieco wyżej w klasowej hierarchii, to czynią to z wielką ochotą. Mówi się o takim zachowaniu mobbing, a człowiek, który by sobie poradził ze złośliwością dzieci wobec innych dzieci, powinien dostać pokojową Nagrodę Nobla. To by bowiem oznaczało lepszy start dzieci w dorosłe życie i być może też powstrzymało agresję dorosłych.
O, rany, a ja stoję w kuchni i roztrząsam problemy moralne i naiwne utopie, uśmiechnęła się Vesla sama do siebie.
Tęskniła za Antoniem. Jaka byłaby bezpieczna, mając go przy sobie, ciężko znosić jego nieobecność, kiedy go najbardziej potrzebuje.
Dokładnie to samo myślał Antonio w zalanej słońcem Nawarze. Vesla była nieodmiennie w jego myślach, wiedział jednak, że Jordi i pozostali przyjaciele też bardzo go potrzebują. Dwaj bracia dotrą do celu… Nienawidził tej przepowiedni!
Ale kto powiedział, że należy wierzyć przepowiedniom?