Выбрать главу

Przyjaciele spoglądali na nią sceptycznie.

– Ty? – zdumiał się Morten. – Na pewno się nie odważysz!

Dziewczynę ogarnął duch walki.

– Oczywiście, że się odważę! Jeśli tylko podtrzymacie mi nogi.

– Nie, no, ale… – jąkała się Flavia zdumiona. Antonio już zdążył ocenić możliwość.

– Jesteś mała i lekka. Ale czy wystarczająco silna?

– Oczywiście! – zawołała z przechwałką. – Widzisz ten gzyms, tam w górze? Jeśli tylko zdołam się go złapać, to ześlizgnę się w dół na tę przybudówkę.

Nagle zdała sobie sprawę, że Morten stoi obok i patrzy na nią z politowaniem. O, nie, znowu zapomniała, że powinna być bardziej kobieca! Spuściła głowę zawstydzona.

– Ech, chyba nie da się tego zrobić – westchnęła cicho. Antonio pozostawał nieczuły na to, co się działo między młodą parą.

– Ale to nasza jedyna szansa – powiedziała ponownie wyciągając głowę w górę. Po tej stronie twierdzy nikt nie mógł ich zobaczyć z bliska. Gdyby natomiast na dole w mieście ktoś ich obserwował, to i tak by się nie domyślił, co robią.

– Sissi, podniosę cię tak wysoko, jak tylko zdołam. Morten, przynieś linę z mojej torby! Zamocuję ją Sissi w pasie, a drugi koniec przywiążę do nogi łóżka. Ale Sissi, to mimo wszystko będzie śmiertelnie niebezpieczne!

Sissi upewniła się, że Morten opuścił salon.

– Uwierz mi, robiłam znacznie gorsze rzeczy! Tylko nie mówcie o tym Mortenowi! Pomacaj!

Pozwoliła, żeby Antonio dotknął jej napiętego mięśnia.

Roześmiał się zdumiony.

– Flavia, to naprawdę wielkie przeżycie!

Flavia też pomacała i rzekła z pełnym zrozumienia uśmiechem:

– Nie możemy powiedzieć nic Mortenowi, bo by się nabawił kompleksów. On wciąż jest w takiej wrażliwej fazie życia. Jeszcze nie odzyskał pełni sił po wypadku.

Czy można odzyskać siły, których się nigdy nie miało, myślał Antonio, głośno jednak powiedział:

– A oto i Morten z linką. Świetnie, w takim razie zaczynamy.

Bardzo starannie zamocował linę w talii Sissi i tłumaczył Mortenowi:

– Sissi jest jedyną osobą na tyle małą i drobną, że przeciśnie się przez okno. Gdyby nie ona, to ty Mortenie musiałbyś wejść na górę.

Morten rzucił ukradkowe spojrzenie w tamtą stronę, potem wolno popatrzył na dół i musiał bardzo nad sobą panować, żeby nie zadrżeć.

Sissi wyszła przez okno, odwróciła się i chwyciła górną część ramy.

Wyzwanie działało na nią stymulująco. W nosie mam kobiecość, myślała. To, co robię teraz, umiem najlepiej. Jeśli Morten nie zechce mnie taką jaką jestem, to my sobie… to my sobie pogadamy.

Czulą wokół kostek silne dłonie Antonia. Na nogach miała buty z grubymi protektorami, które dawały jej mocne oparcie. Sissi powoli przesuwała się po parapecie. Teraz czekało ją najważniejsze – uczepić się występu w ścianie.

– Czy mógłbym w czymś pomóc? – spytał Morten, który miał wrażenie, że znalazł się jakby po kobiecej stronie, kiedy tak stał obok Flavii i tylko patrzył.

– Tutaj jest trochę ciasno, ale owszem, podłóż rękę pod jej lewą stopę! Tylko jako podporę, nie próbuj jej dźwigać, twoje muskuły nie są jeszcze dostatecznie wytrenowane.

– Mam kolosalnie rozbudowane mięśnie ramion – oznajmił Morten z dumą.

Bardzo dobrze, pomyślał Antonio. Bo gdybyś zobaczył ramiona Sissi…!

Morten trzymał jedną stopę Sissi w swojej ręce. Nie było miejsca na to, by oba jego barki znalazły się po drugiej stronie okna. Starał się nie okazać, że jego ręka pod ciężarem opada, gdy nagle Antonio rozkazał: „Teraz!” i Sissi złapała występ.

– Trzymajcie mocno! – zawołała.

Antonio uniósł jej drugą stopę. Znalazła oparcie na szprosie i Morten mógł z ulgą opuścić rękę. Ale zrobił swoje. Pomagał. A potem nie było już dla niego miejsca, bo Antonio zajął cały otwór okienny i przejął odpowiedzialność za cały ciężar Sissi. Szpros bowiem by jej nie utrzymał, stanowił raczej psychiczną podporę, to bardziej źdźbło niż oparcie.

Antonio z przerażeniem patrzył, jak Sissi wbija palce w nierówności muru. Trzymał jej stopę, jak długo mógł, ale ramię mu drętwiało od tego podnoszenia w górę, na dodatek w bardzo niewygodnej pozycji.

Sissi wyciągała całe ciało po prostu niewiarygodnie i w końcu udało jej się jedną dłoń zacisnąć wokół gzymsu. Po chwili drugą. Przekładała ręce jedną przed drugą i Antonio musiał pozwolić jej w ten sposób iść.

Ma linę w pasie, próbował się pocieszać.

Ta dziewczyna na pewno wspinała się przedtem w górach, myślał sobie. Z pewnością jest też wyćwiczona we wspinaczce na fasadach, ale jak długo teraz wytrzyma?

Sissi dotarła do nadbudówki. I znalazła się w znacznie lepszej sytuacji, bo mogła stanąć na zewnętrznym parapecie zabitego gwoździami okna. Chyba właśnie na to liczyła. U dołu przybudówki znajdował się ‘wypukły ornament, chyba jakaś rzeźba, której mogła się trzymać, co dawało jej znakomite oparcie dla jednej ręki. Drugą mogła badać różę.

Tam, gdzie stał Antonio, wiał rześki wiatr. Z Sissi zawieszoną między niebem a ziemią musiało być gorzej. Antonio widział, że wiatr szarpie jej włosy.

– No i jak idzie, ja nic nie mogę zobaczyć? – spytała szeptem Flavia stojąca w salonie.

– So far, so good - mruknął Antonio. – Pilnuj tylko, żeby nikt teraz nie wszedł do salonu!

Morten obgryzał paznokcie. On też nic nie widział. Ale mocno trzymał linę i kontrolował, czy noga łóżka wytrzyma szarpnięcie.

Sissi ścigała się z czasem, nie mogła tak stać w nieskończoność. Czy raczej wisieć, bo jednak cały ciężar jej ciała spoczywał na lewym ramieniu. Niewygodnie było badać różę tylko jedną ręką, bardzo by potrzebowała obu.

Naciskanie wyrzeźbionej w drewnie róży nie przyniosło efektu. Próby obracania jej też nie. Ani ciągnięcie. Róża była masywna, nie było od czego zacząć, żadnych pęknięć ani szpar, żadnych inskrypcji. Krótko mówiąc plan zdawał się spełzać na niczym.

Musi być jakaś inna róża w innym miejscu. Albo może Antonio źle zrozumiał szyfr, którym posługiwał się Jordi.

Nogi zaczynały jej drżeć od wysiłku, z jakim starała się je utrzymać na parapecie.

Sissi gorączkowo wodziła palcami po całej rzeźbionej podstawie nadbudówki. I nagle…

– Oj – jęknęła.

– Co takiego? – spytał Antonio.

– Najwyraźniej coś znalazłam. Co jest dokładnie pode mną? Teraz nie mogę odwrócić głowy.

– Po prostu dziedziniec. Coś co przypomina asfalt. Co tam masz?

– Róża siedzi mocno, ale duża część podstawy, razem z różą jest ruchoma. Co mam zrobić?

– Nie, nie możesz tego zrzucić na dół. Ktoś mógłby zobaczyć, albo usłyszeć. Może mogłabyś tę część przywiązać do liny?

Oceniała taką możliwość.

– Nie. Mógłbyś poprosić Mortena, żeby przyniósł mój plecak? Nie mogę takiego dużego kawałka drewna trzymać na brzuchu, nie mogłabym się wspinać.

Antonio już miał przekazać jej prośbę Mortenowi, gdy Sissi zawołała:

– Poczekaj! Nie potrzeba. Obluzowałam trochę jedną część ornamentu. Jest pusta, ale z tyłu za różą coś leży.

– Wspaniale, Sissi!

Zauważył, że Sissi coś przeszukuje, a potem układa na miejscu odsunięty kawałek drewna. Musi jej się to dawać porządnie we znaki, pomyślał. A zwłaszcza mięśniom. Ciężka praca w takiej niewygodnej pozycji. Całe szczęście, że jest wytrenowana.

W końcu Sissi dała znak, że jest gotowa, a on pociągnął linę, by pomóc jej zejść. Powstrzymała go jednak. Mogłoby jej to przysporzyć problemów, musiała znaleźć własne tempo.