Z wielkim napięciem obserwował, jak balansuje, zawieszona na gzymsie. Znowu znalazła się w tym krytycznym punkcie. I teraz było znacznie gorzej. Sissi musiała wolno opaść tak, by on znowu mógł podeprzeć jej stopę, na co właściwie nie powinien jej pozwolić, to zbyt ryzykowne. Wisiała więc na wąskim gzymsie i machała nogami w poszukiwaniu jakiegoś oparcia, ale niczego takiego w polu widzenia ani jej, ani jego nie było. Znalazłoby się takie tuż przy róży, bo tam gzyms dochodził aż do przybudówki, i Sissi mogłaby się zsunąć na jej podstawę, ale tam, gdzie się znajdował, gzyms umieszczony był za wysoko.
– Gdybym się jedną ręką puściła, to byś złapał moją nogę? – zawołała z wysiłkiem.
Antonio wysunął się z okna najdalej jak mógł. Nogi Sissi dyndały niepokojąco. Wyciągała palce w jego stronę.
– Złapię cię! – krzyknął Antonio. – Prawie – dodał w duchu.
– Ja… Ja nie mogę się już dłużej trzymać… Antonio złapał czubek jej buta. To dodało im siły do jeszcze większego naprężenia, w końcu mogła oprzeć stopę na jego dłoni i trzymając się muru powoli zsuwała się w dół, dopóki drugą stopą nie dotknęła górnej części okiennej ramy. Wymagało to od niej wykonania niemal szpagatu, ale Sissi była zwinna i zdołała zacisnąć dłoń na ramie. Podpierana przez Antonia zsunęła się w końcu bezpiecznie do pokoju.
– Nigdy więcej nie będziemy tego robić – wydyszał Antonio.
Sissi uśmiechnęła się tylko. Była bardzo wyczerpana.
– No? – spytała Flavia. – Co tam znalazłaś? Dziewczyna wydostała coś spod biustonosza.
– Kawałek skóry? – zdziwił się Antonio. – Taki jak ten, który Jordi dostał od rycerzy, a która wywoływała u Unni straszne koszmary. Cóż za znalezisko, Sissi! To na pewno to, czego szukaliśmy! Musimy pójść do któregoś z naszych pokoi i dokładnie przestudiować. A gdzie to Morten?
– Zobaczył pewną znajomą, tę młodą damę – szepnęła Flavia dyskretnie.
– Nie, no tego to już za wiele! – ryknął Antonio i obie kobiety pomyślały, że nie chciałyby teraz być w skórze Mortena. O nie!
9
– Idziemy na górę! – oznajmił Antonio stanowczo.
Przemknął przed nimi przez całą salę, minął recepcję biegiem niczym lekarz, który się spóźnił na wizytę, i znalazł Mortena na schodach, pogrążonego w poufałej, pełnej śmiechów i chichotów rozmowie z tą kociooką blondynką.
– Morten, proszę ze mną – zakomunikował Antonio ostro. – Dziewczęta, czekajcie na mnie w pokoju Sissi, zaraz do was przyjdę.
Morten zrobił konspiracyjną minę do bujnej blondynki i powlókł się za Antoniem, który bardzo starannie zamknął za nim drzwi.
– No i jak poszło? – spytał Morten, nawet nie przeczuwając nieprzyjemności. – Co Sissi znalazła?
– Morten, wracasz do domu!
Uśmiech zgasł na twarzy chłopca.
– Do domu?
– Tak. Dla kogoś takiego jak ty nie mamy tu zajęcia.
– Ale… Ja przecież pomagałem! Ale potem nie byłem już potrzebny, no to kiedy Miranda na mnie kiwała, żebym przyszedł, nie mogłem jej odmówić!
Antonio złapał go za ramiona z taką siłą, że zabolało.
– Sissi cię lubi. Narażała życie na wielkie niebezpieczeństwo na tym oknie, a ty latasz za jakąś blondyną niczym marcowy kot! Nie można się doprosić, żebyś przestał. Już dawno wszyscy w naszej grupie poznali twój kiepski gust, jeśli chodzi o kobiety. No ale w ostatnim czasie… Najpierw katastrofa z Emmą. Potem Monika, która była w porządku, ale nic poza tym. Później Sissi, która jest świetną dziewczyną, za dobrą jak dla ciebie. I teraz ta wulgarna wywłoka, z którą romansujesz, kiedy my narażamy życie, by rozwiązać zagadkę i przez to właśnie ciebie uratować od śmierci za trzy, cztery miesiące.
– Sissi ma umrzeć za trzy lata. Więc ratowała także siebie – próbował się bronić Morten.
– Ty widocznie masz tylko siano w głowie. Nie widzisz, że sprawiasz Sissi przykrość?
– Phi! Przecież tylko tak trochę flirtowałem z Mirandą.
Antonio zrezygnował. Puścił Mortena.
– Dzisiaj wracasz do domu. Trzymanie cię tutaj grozi nam wszystkim śmiertelnym niebezpieczeństwem.
Chłopak zrobił się czerwony. Wyglądało na to, że zaraz się rozpłacze.
– Czego ona od ciebie chciała? – spytał Antonio.
– Niczego, pytała tylko dokąd stąd pojedziemy. Powiedziałem jej, że na zachód, bo to prawda. A poza tym sami nie wiemy nic bliższego. No to ona poprosiła, czy może się z nami zabrać.
– Co? I ty jej naturalnie obiecałeś, że może?
– Nie, wyobraź sobie, że nie obiecałem – Morten zaraz zmienił ton. – Poza tym ty przyszedłeś z dziewczynami. Antonio, ja już naprawdę dostałem nauczkę, obiecuję ci, że więcej nie spojrzę na żadną kobietę. I naprawdę interesuje mnie Sissi, nie myślałem tylko, że to będzie miało jakieś znaczenie… Muszę zostać z wami. Tu przecież chodzi o moje życie.
– Ach tak, nagle sobie o tym przypomniałeś? Nie wiem, Morten – powiedział Antonio zmęczonym głosem. – Jesteś taki cholernie nieodpowiedzialny. Najpierw muszę porozmawiać z Jordim. On zebrał w swoich rękach najmocniejsze karty. Ma Pedra, Unni, twoją babcię, a na dodatek Juanę, niewyczerpane źródło wiadomości. A ja dostałem ciebie. Flavia i Sissi są dobre, ale… to naprawdę niesprawiedliwy podział. Zatelefonował, ale nie było odpowiedzi. Telefon Jordiego pozostawał głuchy.
– Dziwne, wciąż nie odpowiada. Próbowałem do Pedra, ale skutek ten sam.
Unni i Gudrun też nie odpowiedziały. Znalazł w notatniku numer do Juany, ale i jej komórka pozostawała głucha.
– Przecież nie mogli wszyscy naraz wyłączyć telefonów! A może są w podróży. Lecą gdzieś samolotem. Nie, no dlaczego mieliby to robić? Przecież by nas uprzedzili. Martwi mnie to, Morten. Chodź, porozmawiamy z dziewczynami.
Czekały na nich w pokoju Sissi Antonio przedstawił im problem. Opowiedział, że ta jakaś Miranda zawołała Mortena, a on uznał, że nie może jej odmówić, ale czy oni mogą zaakceptować taki brak odpowiedzialności wobec grupy? Czy dla bezpieczeństwa nie powinno się odesłać Mortena do domu?
Flavia była wstrząśnięta, Sissi spuściła głowę. Właśnie ze względu na Sissi Antonio położył nacisk na to, że to Miranda zawołała Mortena, ale Sissi i tak była smutna. Antonio gotów był udusić kuzyna, złagodniał dopiero, kiedy się okazało, że Sissi się martwi tym, iż Morten będzie musiał ich opuścić. Flavia też się za nim wstawiała.
– Daj mu jeszcze jedną szansę, Antonio!
– W ostatnich miesiącach Morten otrzymał wiele szans, ale większość roztrwonił.
– Zrobił też wiele dobrego. Antonio się zastanawiał.
– Tak, to prawda. Najlepsze jest to, że dzięki niemu mamy Sissi. Ali right, Morten. Jeszcze jedna szansa. Ale jeśli z niej nie skorzystasz… to jedziesz prosto do domu!
Chłopak rozpromienił się, gorąco dziękował za zaufanie. Obiecywał poprawę, głośno i uroczyście.
No i mogli nareszcie obejrzeć znalezisko Sissi.
Nie była to mapa, choć mieli taką nadzieję. Z drugiej jednak strony, informacja nie była aż taka skomplikowana, jak się obawiali.
Na skórze został wyryty tekst. Nietrudno go było odczytać, a przy znajomości hiszpańskiego, jaką posiadał Antonio, poszło im gładko:
„ REUNION EN GOBAS FAIDO LANO”
– To wszystko – stwierdził Antonio krótko. – Żadnej gramatyki, widocznie z braku miejsca, po prostu samo mięso.
– Dobrze, ale co to znaczy? – pytała Flavia. – Pierwsze rozumiem: „SPOTKANIE W…” No, ale dalej?
– Jeśli się nie mylę, to słowo gobas znaczy tyle co groty czy coś takiego w miejscowym języku. Cuevas, gobas, podobne słowa.
– No tak, z grotami spotykamy się często w naszych poszukiwaniach – Morten zaczynał się ożywiać po myciu głowy. Nie mógł tylko przeboleć, że Antonio nazwał go marcowym kotem. To takie obraźliwe i upokarzające.