Выбрать главу

Postanowili, że się rozdzielą i każde przeszuka jakąś część terenu, bo tak będzie szybciej.

Morten najchętniej poszedłby razem z Sissi, ale Antonio był nieubłagany.

– Zapominasz, że jesteś pod obserwacją – upomniał go.

Tak więc Sissi zapaliła latarkę i sama weszła do jednego z licznych korytarzy. Po chwili znalazła się w jamie, której podłoga i ściany zostały wyrąbane w skale i miały regularne, geometryczne kształty. Domyśliła się, że to krypta grobowa, bardzo uważnie przeszukała pomieszczenie w nadziei, że może znajdzie się coś podobnego do róży, a potem ruszyła dalej. Od czasu do czasu spotykała się z przyjaciółmi również studiującymi grobowe nisze, raz Flavia pomachała do niej z uśmiechem – rozmawiała po włosku przez telefon, ale połączenie najwyraźniej było kiepskie. W kolejnej krypcie na drodze Sissi stanęła jakaś para, nie mogła więc wszystkiego dokładnie obejrzeć.

W końcu znalazła się znowu na dworze. Stwierdziła, że słońce już zaszło i przeniknął ją dreszcz, chciała zbadać jeszcze jedną grotę, ale zobaczyła tam Antonia, jak po raz niewiadomo który próbował nawiązać kontakt z grupą Jordiego. Kiedy Sissi go mijała, głęboko zatroskany pokiwał jej głową.

Sissi zapamiętała, że przy wejściu do tej groty siedziała jakaś kobieta. Wyglądała dość pospolicie, ale kiedy Sissi na nią popatrzyła, odwróciła twarz.

Znalazłam już dzisiaj jedną różę, myślała Sissi. Dlaczego nie miałabym znaleźć jeszcze jednej?

Ożywiona zapałem odkrywcy wodziła latarką po ścianach, po kamiennej podłodze i suficie.

Nagle usłyszała za sobą cichy dźwięk, jakby szum w powietrzu. Nie zdążyła się odwrócić, ale automatycznie odskoczyła w bok, jak przystało na świetnie wytrenowaną osobę ze skandynawskich pustkowi.

Ciężki przedmiot uderzył ją w kark, tuż nad barkiem, a przedtem skaleczył jej ucho.

Poczuła potworny ból, upadła na ziemię i straciła przytomność.

Beznadzieja

„Wpadają w pułapki, wszyscy jak jeden mąż – oznajmił don Garcia udręczonym głosem. Tym razem to jego potomek popełnił błąd.

„Tak, wygląda to strasznie – westchnął don Ramiro. – Że też musiało się to wszystko stać!”

„Niewielu nam już zostało – mówił don Galindo. – A ci, których jeszcze mamy, przeważnie są bez sił”.

„A przestrzegaliśmy ich – przypomniał don Sebastian. – Przestrzegaliśmy, żeby widzieli to, co jest. Ale oni widzą tylko to, czego nie ma, czym się w ogóle nie powinni przejmować”.

„Nie jestem już w stanie na to patrzeć – oświadczył don Federico. – Tak blisko celu… i wszystko na próżno! Chodźcie, wycofujemy się!”

„Czy nie moglibyśmy porozmawiać jeszcze z Urracą, poprosić jej o pomoc?” – zastanawiał się don Ramiro, kiedy zawracali konie.

„Chyba nie powinniśmy budzić jej zbyt często – protestował don Federico. – Chociaż może, gdyby to była ostatnia próba… „

Odjechali. Wiatr rozwiał ich myśli nad doliną Rio Barruntas i nad wszystkimi grotami.

Nie było jednak nikogo, kto mógłby tłumaczyć myśli czarnych rycerzy z ponurego wieku piętnastego.

Światło dnia zgasło. Dolina pogrążyła się w ciemnościach.

10

Tym razem to Morten okazał się geniuszem.

– Antonio! – wrzasnął, aż echo zadudniło odbijając się od skalnych ścian i sklepień. – Zdaje mi się, że coś znalazłem. Sissi! Flavia! Chodźcie do mnie!

Przybiegł Antonio i znalazł Mortena stojącego w jednej z licznych dziur rozproszonych po trudnej do ogarnięcia wzrokiem okolicy.

– Gdzie wy jesteście? – wołała Flavia. Podpowiadali jej, jak ma iść.

Morten pochylał się nad ziemią w na wpół ukrytym kącie groty.

– Spójrzcie tu – powiedział, kierując światło latarki na podłogę. – Czy to by nie mogło przypominać róży? Heraldycznej?

Wszyscy troje zaczęli się nad tym zastanawiać.

– Kiedyś może to i była róża – powiedział Antonio w zamyśleniu. To jednak, co widzieli teraz, było kupką mniejszych i większych kamieni, ułożonych w zniszczony, wyraźnie naruszony wzór. Kiedy się jednak patrzyło na kamienie mocno tkwiące w ziemi, i puściło wodze fantazji, to… Tak, to mogło być to, czego szukali.

– To bardzo nierozsądne, układać wzór w ten sposób – stwierdziła Flavia. – Wzór z luźnych kamieni!

– Owszem – zgodził się Antonio. – Ale oni pewnie nawet nie przypuszczali, że minie więcej niż pięć wieków, zanim ktoś zacznie tego szukać. A poza tym skąd mogli wiedzieć o tysiącach turystów, którzy zaleją groty?

– Gdzie jest Sissi? – zaniepokoił się Morten. Wszyscy podnieśli głowy.

– Prawdopodobnie gdzieś dalej – powiedział Antonio. – Idź i poszukaj jej, Morten! Krzycz, żeby cię usłyszała. Nie ruszymy tego, dopóki nie wrócicie.

Morten wyszedł na światło dzienne, czy ściślej biorąc, w mrok. Na całym terenie panowała absolutna cisza. Kilka samochodów odjeżdżało drogą, wszyscy już opuścili groty.

Morten wołał, ale Sissi nie odpowiadała.

Przestraszył się, a kiedy się bał, zwykle wygadywał jakieś głupstwa.

– Nie, no Sissi, wyjdź z ukrycia, naprawdę nie czas teraz bawić się w chowanego! Właśnie znaleźliśmy.

Umilkł. Ktoś przecież mógł tu jeszcze być, nie powinien więc chyba głośno obwieszczać o znalezisku.

Stał więc bez ruchu, a serce biło mu tak, że je słyszał. W którą stronę Sissi mogła iść? Sam dobrze nie wiedział, gdzie on się znajduje, jakim sposobem więc mógłby pamiętać…?

Nagle uświadomił sobie, że naprawdę tęskni za Sissi. Nie tak wiele czasu ze sobą spędzili, nie mieli jeszcze okazji dobrze się poznać. Nie spędzili razem nocy. To ostatnie akurat z powodu Sissi, to ona nie chciała, on próbował, tak całkiem rutynowo, ale do porażki nie chciał się przyznać nawet przed samym sobą. Owszem, skończył z Moniką, chociaż wystarczyłoby przestać się z nią spotykać, z czasem musiałaby zrozumieć, że nie ma czego u niego szukać. Antonio jednak był bardzo surowy i powiedział, że tylko tchórzliwi mężczyźni unikają otwartego załatwienia sprawy i że to najgorsze, co można kobiecie zrobić. Czy Morten nie rozumie, jakie to bolesne zastanawiać się całymi dniami i nie wiedzieć, jak się rzeczy mają? Bać się, że to może już koniec, ale jeszcze mimo wszystko mieć nadzieję?

Nie, Morten tego nie rozumiał. Upierał się, że skoro Antonio nalega, to on może napisać list.

To też nie zadowalało kuzyna. Ani obietnica Mortena, że załatwi wszystko przez telefon. Nie, musi pójść i porozmawiać, osobiście wyjaśnić, Monika na to zasługuje! I, do diabła, koniec z wykrętami!

Na szczęście Antonio podpowiedział mu, jak powinien się wysławiać, co konkretnie powiedzieć i Morten powlókł się jak na ścięcie. On jednak zawsze najchętniej wybierał linię najmniejszego oporu. A tymczasem musiał przejść przez naprawdę trudne doświadczenie.

Monika ucieszyła się na jego widok, co wzbudziło w nim jeszcze większe wyrzuty sumienia. W końcu jednak zdołał wykrztusić to, co miał do powiedzenia, że muszą zerwać tę znajomość, bo dla niej bycie z nim mogłoby się okazać śmiertelnie niebezpieczne. Że on teraz musi wyjechać, bo otrzymał do wypełnienia poważne, tajne zadanie za granicą, co przecież było zgodne z prawdą, i nie chce jej narażać. W ogóle nie powinien się z nikim wiązać…

W tym momencie Monika ze spuszczoną głową zapytała, czy to ta młoda blondynka, która u nich mieszka od kilku dni, jest przyczyną.

„Co, kto taki?” – spytał Morten z miną niewiniątka. „Ach, masz na myśli Sissi? Nie, no coś ty, ona też należy do grupy wypełniającej zadanie, a poza tym ona nie jest w moim typie!”