Wściekła Unni złapała rozpalony do czerwoności pogrzebacz i zamachnęła się na mającego się nią zająć mnicha.
– Stop! – wrzasnęła. – Zbliżysz się do mnie choćby o milimetr, to ci oparzę mordę!
Kat inkwizycji odskoczył, miał bowiem w pamięci okrutny los swoich kolegów.
„Nie chcę ci zrobić nic złego” – mówił przymilnym głosem i przez cały czas próbował podejść bliżej. „Błagam cię tylko: zawróć! Zawróć, grzesznico, zmień swoje życie, heretyczko tak, byś mogła wejść do nieba.
– Gówniarz!
Mnich dosłownie wił się u jej stóp. „Przecież wiesz, że my jesteśmy wysłannikami Pana. I robimy to wszystko w imieniu Niebios”.
– I myślisz, że ty też trafisz do niebios?
Te słowa zaszokowały go do tego stopnia, że Unni zdołała jeszcze dodać:
– Czy tych siedmiu twoich kompanów się tam może dostało? Mam na myśli tych, którzy teraz tutaj dyndają w klatkach pod sufitem. Czy to takie niebo nam proponujesz?
W tym momencie kat inkwizycji był już taki wściekły, że zlekceważył groźby i słowa swojej podopiecznej. Rzucił się na nią i zdołał wyrwać jej rozpalony pogrzebacz Tymczasem jednak Unni zauważyła już inną drogę wyjścia. Od jednej z klatek odpadł drewniany pręt. Ułożyła go na skos przy czole i mocno przycisnęła nadgarstkami obu rąk, dłonie zaś odchyliła na zewnątrz, ramiona przycisnęła do ciała, tworząc w ten sposób znak rycerski. Potem zwróciła się ku mnichowi i krzyknęła:
– AMOR ILIMITADO SOLAMENTE!
Przeciwnik nie miał szans. Najpierw gapił się na nią z rozdziawioną gębą, kompletnie ogłupiały, potem zaczął gwałtownie dygotać, aż w końcu z krzykiem osunął się na podłogę i zamienił w kupkę pyłu.
Niestety, ten mnich, który wyciągnął klatkę Gudrun na górę i teraz był bezrobotny, zdążył złapać Unni od tyłu, potrząsał nią z całej siły, dopóki drewniany pręt nie wypadł na ziemię, a potem związał jej ręce na plecach.
„Więcej szkód już nie narobisz – syknął jej do ucha. – Teraz zapoznasz się z żel. Żelazną dziewicą!”
Unni kręciło się w głowie od szybkości wydarzeń, od gorącego, dławiącego dymu z paleniska i od tego okropnego hałasu.
Z miejsca, w którym stała nie mogła dostrzec Jordiego, ale inne zjawisko zajmowało ją coraz bardziej i budziło potworny strach.
Co to jest ta jakaś zielonkawa poświata, spływająca z najdalszej części kamiennego sklepienia? We fragmencie piwnicy tonącym w mroku. Nie podobało jej się to, bo w żadnym razie nie powinno było tu się pojawiać.
Nagle drgnęła gwałtownie. Dopiero teraz dotarło do niej, co powiedział mnich. Żelazna dziewica?
Nie! Tylko nie to! Nie wierzyła już ani trochę słowom Jordiego, że to wszystko, to jedynie omam, iluzja. To przecież potwornie prawdziwa rzeczywistość! Unni absolutnie nie miała zamiaru sprawdzać jego teorii na żelaznej dziewicy.
Tam w kącie stoi owo osławione paskudztwo. Unni została uniesiona z ziemi i choć szarpała się i kopała z całych sił, kaci dźwigali ją przez całe pomieszczenie ku górującemu, podobnemu do skrzyni urządzeniu, kształtem przypominającemu stojącą kobietę. Nordycki wariant tego aparatu nazywa się beczka z gwoździami. Pewna duńska księżniczka została zamknięta w czymś takim i toczona po zboczu. Jak to ona się nazywała, Mała Tove, czy Mała Karin? A może i tak, i tak, baśnie się zmieniają.
Boże drogi, jakimi drogami krążą moje myśli! Unni była śmiertelnie przerażona. Wyła ze strachu, patrząc na wznoszącą się nad nią niczym wieża żelazną dziewicę, zwłaszcza, że teraz widziała już wszystkie okropnie długie i wyostrzone gwoździe w środku. I na ścianach urządzenia, i na podłodze.
– Jordi! – wrzeszczała i wiła się niczym węgorz, by wyrwać się z uwięzienia.
„Teraz zostało nas już tylko pięciu! – syknął jej do ucha wściekły mnich. – Jeśli ktoś ma tutaj umrzeć, to na pewno ty, czarownico!”
Czarownico? To całkiem nowy tytuł. Unni uważała, że niezbyt jej przystoi.
– Jordi! Na pomoc!
Ale Jordi nie mógł jej usłyszeć.
Biedna Juana na szczęście nie pojmowała powagi sytuacji. Przynajmniej na początku. Bała się, oczywiście, jednak wierzyła Jordiemu, gdy mówił, że to wszystko jedynie omam. Bo czy coś takiego mogłoby istnieć naprawdę? Juana zwiedziła rzecz jasna wiele najróżniejszych muzeów inkwizycji, ale uważała, że to tutaj zostało stworzone przede wszystkim do straszenia turystów. Niezwykle przekonująca inscenizacja! Tylko że pozbawiona smaku. Fe, kompletnie bez gustu!
Patrzcie, tam oto zawiesili Gudrun w klatce pod sklepieniem. Juana uważała, że zabawne to to nie jest. Czy inni zwiedzający będą się z czegoś takiego śmiać?
I Pedro został przykuty stalową obręczą do pręgierza.
Ale… czy to przypadkiem nie jest na poważnie? I dlaczego Unni walczy tak zaciekle?
Dlaczego wszyscy walczą?
Wtedy wybrany kat Juany zwrócił się ku niej, a ona spojrzała w najbardziej przerażającą twarz, jaką kiedykolwiek widziała. Nawet w filmach grozy coś takiego nie mogłoby się pojawić. On przecież nie jest żywą istotą, nie mógłby żyć z taką twarzą i z takimi oczyma.
Kiedy Juana zdała sobie sprawę z tego, co się ma stać, zawołała przerażona:
– Miguel! Musimy ostrzec Miguela!
Potem została rzucona na ławę, z której sterczała zębata piła, ostre zęby wbiły się w plecy dziewczyny, a jej ręce zostały szeroko rozciągnięte, zanim zdążyła się zorientować, co się dzieje. Kiedy budząca grozę postać pochyliła się, by podobnie rozciągnąć jej nogi, Juana zaczęła kopać i szarpać, ale wtedy zęby piły jeszcze boleśniej wbijały się w jej plecy i Juana nie mogła powstrzymać jęku. Kopnięty mnich zatoczył się w tył, ale sił miał wystarczająco dużo, by mimo sprzeciwu dziewczyny rozpiąć jej nogi w taki sam sposób jak ręce.
Urządzenie do odzierania ze skóry, pomyślała wstrząśnięta. Ława z dodatkowymi bajerami, jak na przykład ta piła zębata, wbijająca się w moje plecy.
Mój Boże, a co z resztą? zmartwiła się.
Widziała tylko plecy Gudrun w klatce pod sufitem.
A Miguel? Sam, opuszczony w tych katakumbach.
Biedny chłopak. Za nic nie wolno dopuścić, by przyszedł tutaj! Nie wolno! Ja nie pozwalam…
– Trzeba pomóc Miguelowi! – krzyknęła w nadziei, że przyjaciele ją usłyszą. – Nie możemy zostawić go samemu sobie! On nie może tutaj przyjść! O, Miguel, on, taki miły i sympatyczny!
Mnich ściągnął rzemienie, które ją unieruchomiły i narzędzie tortur ruszyło z trzaskiem.. Juana odchyliła głowę w tył.
– Au! To boli!
Z bólu pociemniało jej w oczach, mimo to widziała za sobą jakąś poświatę. Coś jak wielki, zielonkawy cień…
Jordim zajmowało się dwóch. Skrępowali mu ręce na plecach, związali też mocno nogi. Leżał z twarzą blisko palącego się ognia i niewiele widział, szczerze mówiąc tylko brzeg habitu mnicha, który biegał nieustannie między nim a paleniskiem.
Myśli Jordiego wciąż były przy Unni. Słyszał, jak ukochana wykłóca się ze swoim katem. Bądź ostrożna, najdroższa! Ty jesteś taka porywcza!
W rozpaczy myślał o tym, co powiedziała mu tego samego ranka, że mianowicie już wiele dni minęło od terminu kiedy powinna się była pojawić jej kolejna miesiączka.
Przytulił ją do siebie mocno i długo trwali objęci, przepełnieni mieszaniną szalonych uczuć: radości, strachu i rozpaczy.
W końcu Unni powiedziała z płaczem: