Kiedy nasi poszukiwacze już mieli wyjść, doszło do katastrofy, która mogła się skończyć tragicznie dla całej ekspedycji.
Morten posuwał się jako pierwszy^ bo bardzo mu się spieszyło do wyjścia. Za nim Antonio. Następnie Flavia miała się wyczołgać spod na wpół zawalonego sklepienia, kiedy jednak dotknęła ręką jakiegoś kamienia, ten oderwał się i potoczył za Antoniem. Flavia krzyknęła, Antonio odwrócił się i zdołał ją wyciągnąć w ostatnim momencie, zanim wszystko się zawaliło, bo obluzowany kamień wywołał reakcję łańcuchową. Osypujące się kamienie porwały ze sobą sufit nad wejściem i duży fragment sklepienia.
– Sissi! – wrzasnął Antonio.
W ruinach nikt się nie odezwał. A wejście zostało zawalone. Gdyby próbowali usunąć kamienie, spowodowaliby osunięcie się dalszych fragmentów sklepienia.
Antonio starał się ogarnąć sytuację. Trzeba myśleć tylko o jednej rzeczy na raz. Vesla… zapomnij o niej teraz…
– Uciekaj! Szybko! – zawołał do Flavii, bo sufit zaczynał trzeszczeć i skrzypieć, a w głębi wciąż było słychać spadające kamienie.
Nic nie mógł zrobić poza tym, żeby jak najprędzej wyprowadzić stąd Flavię.
– Uderzyłaś się? – spytał na schodach. Zanim odpowiedziała, rozległ się huk i wszystko za nimi ostatecznie runęło.
Flavia była już na dworze, ale jej twarz wykrzywiał ból. Pokazywała mu nadgarstek, mocno pokaleczony, krwawiący.
– Nic mi nie będzie. Ale Sissi?
– Zejdę na dół, jak tylko kamienie przestaną się sypać – odparł Antonio, przerażony losem Sissi. – O Boże, Boże drogi – modlił się w duchu.
– Morten! – krzyknął, bo kurz przesłaniał mu widok. – Morten, gdzie jesteś? Musimy zejść na dół, jak tylko…
Huk ustał, tylko od czasu do czasu słychać było pojedyncze uderzenia.
– Morten! – zawołali Antonio i Flavia chórem.
– Tutaj – odpowiedział. – Chodźcie mi pomóc!
– Chodźcie mi pomóc? Czy on też jest ranny? Kurz powoli opadał, zobaczyli Mortena niemal obok siebie.
– Stoję na fragmencie ściany – poinformował. – Sissi jest dokładnie pode mną, musimy ją uwolnić.
– O, rany boskie! – zawołał Antonio i puścił się biegiem, a Flavia za nim.
– Czy ona żyje? – krzyczała.
– No jasne! – odparł Morten. – Skuliła się pod ścianą, jak sufit się zawalał. Znalazła ochronę pod jakimś gzymsem, ale sama stąd nie wyjdzie.
– Dzięki ci, dobry Boże – odetchnął Antonio. – Widział Sissi pokrytą warstwą kurzu tak grubą, że kiedy się uśmiechała, widać było tylko białe zęby. Szczerze powiedziawszy prezentowała raczej grymas niż uśmiech.
Trudno było wydostać ją ze zrujnowanej piwnicy. Nogi miała poocierane i posiniaczone, ale poważniejszych obrażeń nie odniosła. Flavia znalazła w pobliżu strumyk, przy którym wyczyścili i jako tako umyli Sissi. Nie chcieli bowiem tracić czasu i wracać do miasteczka, pragnęli jak najszybciej ruszyć w stronę doliny Carranza zwłaszcza, że zostało im jeszcze trochę dnia. Żadne nie wierzyło, że w miasteczku odnajdą swoje komórkowe telefony, albo i samego złodzieja, a bagaże zabrali i tak. Z pewnością wkrótce dotrą do jakiejś większej miejscowości, gdzie kupią nowe telefony i Antonio będzie mógł zadzwonić do Vesli.
Tak więc najpierw wzięli kurs na Vitorią/Gasteiz, by w jakiś czas później skierować się na zachód.
Triumf
Kaci inkwizycji odszukali Zarenę.
Ta wcieliła się w postać wampa, przyjęła ich łaskawie, ale słuchała niecierpliwie.
No więc chodzi o to, że ich osoba kontaktowa w ludzkim świecie, owa piękna Emma, która jednak „w żadnym razie nie jest tak piękna, jak wasza wysokość, o nie!”, wyraziła życzenie, by móc sobie wypożyczyć jednego ze ściganych, a to w celu wyciśnięcia z niego potrzebnych informacji. Czy wasza piękna wysokość zechciałaby na to przystać?
Czy to możliwe? Przekrzywili swoje obrzydliwe główki i wpatrywali się wiernopoddańczo w Zarenę.
Ta zaś pospiesznie rozważała sprawę. Przecież właśnie czegoś takiego jej potrzeba. Ów kłopotliwy Antonio… jego mogą sobie wziąć. A wtedy pozostałych troje z jego grupy łatwiej będzie omamić. Będzie mogła się do nich przyłączyć. Tak samo jak Tabris do swoich. Dzięki temu i on nie będzie już miał powodu, by nad nią triumfować, taki pospolity cham.
– Ta pozbawiona jakiejkolwiek wartości Emma i jej goryle mogą sobie wziąć jednego – rzekła chłodno. – Ale on jest bardzo podejrzliwy. Jak mam go wam przekazać? I przede wszystkim jak go zwabić?
To nic, Emma i na to miała radę. Co prawda myślała, że kaci sami dokonają kidnapingu, bo przecież o istnieniu Zareny nic nie wiedziała. A mnisi woleli nie mówić.
Mając rady Emmy w myślach, Zarena ruszyła w drogę. Przybrała znowu ludzką postać i zdobyła niezbędne wyposażenie w pewnym sklepiku – nie płacąc za nie, rzecz jasna – po czym zrobiła to, co Emma wymyśliła.
Zarena od dawna tęsknie spoglądała na ludzi w szybko się posuwających powozach. Teraz wynalazła piękny egzemplarz, włamała się do niego bez problemów i usiadła za kierownicą, tak jak robią to ludzie.
Ruszyć jednak nie potrafiła!
Phi! Takie szczegóły to dla Zareny naprawdę nic wielkiego.
Antonio i jego przyjaciele nie ujechali daleko, gdy rozległ się za nimi odgłos szybko zbliżającego się samochodu, który dawał im znaki, by się zatrzymali.
Spełnili polecenie.
Podszedł do nich młody mężczyzna w bardzo ciemnych przeciwsłonecznych okularach.
– Antonio Vargas? – spytał z przyjaznym, jakby trochę kobiecym ruchem ręki.
W pierwszej chwili pomyśleli, że to ktoś, kto znalazł ich telefony.
Ale tak nie było.
Młody człowiek wyjaśnił, że szukał Antonia w hotelu, w którym spędzili noc, i tam powiedziano mu, że pojechali właśnie w tę stronę. Ma bowiem wiadomość dla Antonia Vargasa. Otóż pewna pani nazwiskiem Vesla Ødegard jest w drodze do Hiszpanii i za kilka godzin wyląduje na lotnisku w San Sebastian.
– Vesla? W San Sebastian? Teraz? – bąkał Antonio niezbyt inteligentnie, ale był kompletnie oszołomiony.
– Tak, wszystko się zgadza – potwierdził młody mężczyzna, który przedstawił się tak szybko, że nikt nie zrozumiał jego nazwiska. Otóż biuro podróży, w którym jest zatrudniony, wysłało go na poszukiwanie podróżnych, bowiem nie można się było z nimi skontaktować przez telefon. Gotów był zawieźć Antonia na lotnisko i później odstawić jego i Veslę, dokąd będą chcieli.
– Ale my jedziemy aż do doliny Carranza.
– To zawiozę państwa tam. Będziecie mogli spotkać swoich przyjaciół w Ramales de la Victoria.
Vesla tutaj? Czy to dlatego nie mogli się do niej dodzwonić?
Dość zakłopotany poprosił Flavię, by usiadła za kierownicą, on zaś poszedł za obcym Hiszpanem do jego samochodu.
– Zobaczymy się w Ramales de la Victoria! – zawołał, machając im na pożegnanie. Oni też mu pomachali, zaskoczeni tak samo jak on.
Antonio nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć, siedział w samochodzie, który młody mężczyzna o lekko kobiecych rysach prowadził bardzo pewnie i niebezpiecznie szybko.
Co się stało, że Vesla zdecydowała się tu przyjechać, skoro do rozwiązania zostało jej już tak niewiele czasu? Co się stało? Czy ona przed czymś ucieka? Pełen był jak najgorszych przeczuć i żałował, że zostawił ją w domu samą.
Chciał prosić szofera, by szybciej jechał na lotnisko, ale szybciej by już nikt jeździć nie powinien.
I chyba by nie mógł.
Dotarli do dużego skrzyżowania. Kierowca elegancko skręcił w jedną z dróg, nie przejmując się zbytnio zasadami ruchu. Antonio zmarszczył brwi.