Выбрать главу

– Rozdzieliliśmy gryfy tak, żeby w razie czego nie zginęły wszystkie na raz. Ja, oczywiście, dostałam gryf Vasconii. Pedro Galicii, a Sissi Kantabrii. No ale wy? Jest was przecież trzech z Nawarry, natomiast nie ma nikogo z Asturii. Wiem, że gryf Nawarry przypadł tobie, a kto dostał amulet Asturii? Morten?

– Nie, Morten uznał, że noszenie amuletu jest za bardzo kobiece. A teraz, przy Sissi, chce się wydawać bardzo męski. Tak więc gryf dostał Antonio.

Unni skinęła głową. Kupili wszyscy cienkie łańcuszki i mogli nosić amulety na szyi, tuż przy ciele.

Podczas kiedy gospodyni szykowała posiłek, a panie z grupy jej pomagały, Miguel otrzymał wezwanie od Zareny. Chciała z nim pilnie rozmawiać.

Miguel się skrzywił. Tutaj wprawdzie nie działo się nic specjalnie zabawnego, ale Zarena była jeszcze gorsza.

– Pójdę i rozejrzę się trochę po okolicy – powiedział w kuchni i wyszedł. Juana długo patrzyła w ślad za nim, próbując przy tym krajać warzywa. Nie mogła tak po prostu za nim wyjść. Zresztą on też chyba nie pragnął towarzystwa.

Poszedł starą drogą z tyłu za domami. Wieś ciągnęła się jakieś kilkaset metrów w głąb doliny. Miguel szedł, dopóki mógł być widziany z głównego budynku.

Słońce zachodziło, pewnie jeszcze nie nad całym Taramundi, ale tutaj dolina leżała w przedwieczornym cieniu.

Na drugim brzegu strumienia, po tej stronie gdzie stały samochody, zobaczył stary kościół, na którego dzwonnicy nadal wisiały dzwony. Jeden większy i jeden całkiem mały, z pewnością służyły i dzisiaj podczas kościelnych ceremonii. Nieco dalej widać też było niewielki cmentarz.

Nie mógł zbyt długo pozostawać poza domem, trzeba się pospieszyć!

Miguel przemienił się w Tabrisa. Rozpostarł skrzydła i zniknął w tym samym momencie, gdy oderwał się od ziemi.

Marcia Funebre:

Tabris był ponury niczym marsz żałobny, marcia funebre, kiedy szedł przez płaskowyż ku czekającej na niego Zarenie.

– Czego chcesz?

– No, no, nie tak ostro! Zdobyłam wejście do mojej grupy.

To była tylko połowa prawdy. Usunęła Antonia, ale wejść do grupy jeszcze nie próbowała.

– No to świetnie – skomentował Tabris obojętnie, a Zarena znowu poczuła ochotę, by się na niego rzucić.

– Uwięziłam jednego z nich. Najniebezpieczniejszego. I przez to zdobyłam do nich dojście.

– Uwięziłaś? Co chcesz przez to powiedzieć? To brzmi ryzykownie.

Zarena wzruszyła swoimi zielonkawymi ramionami.

– Potraktował mnie niewybaczalnie. A ja jestem demonem zemsty, prawda? Nie, nie chodziło mi o zemstę, ale ludzcy współpracownicy naszych mocodawców chcieli dostać jednego z nich, by wydobyć z niego potrzebne informacje. I ciebie zachęcam, byś zrobił to samo. To ludzie mieliby informacje od obu grup.

– My nie potrzebujemy służyć ludziom – zaprotestował Tabris gwałtownie.

– Ale jeśli to odpowiada również naszym interesom? – powiedziała głosem słodziutkim jak miód. – Możemy się pozbyć tych najbardziej kłopotliwych.

Tabris zastanawiał się nad tym, obserwując jednocześnie Zarenę. Uważał, że jest odpychająca z tymi swoimi przypominającymi węże lokami, z których wystawały dwa kokieteryjne różki, z tą swoją trójkątną twarzą, ostrym nosem, podbródkiem… Tabris wiedział, że na dole, w ich królestwie ciemności Zarena uchodzi za piękność, on jednak już teraz nie widział w niej niczego pociągającego.

Już teraz? A czy kiedykolwiek widział? Nie umiał sobie przypomnieć.

– No? – Zarena czekała na odpowiedź. Powiedział z wahaniem:

– No, ja też mam jednego, który mnie irytuje…

– Ta hiszpańska dziewczyna, o której ostatnio wspominałeś? – Zarena roześmiała się złośliwie.

– Co? Nie. Ona jest męcząca, ale żeby niebezpieczna? Nie.

– Mówiłeś, że masz dwoje groźnych. Tabris źle się czuł podczas tej rozmowy.

– Tak.

– No to bierz faceta!

– Nie, on jest zbyt groźny.

– Zbyt groźny? Dla nas?

– Tak. Po prostu nie wiem, do jakiego świata on należy. Myślę, że mógłby nas zdemaskować. Ale ona… Wygląda mi na to, że ona sobie różnie o mnie myśli. I jest kobietą tego niebezpiecznego. Tak. Ona jest odpowiednią ofiarą, z nią mógłbym się rozprawić.

Tabris chciał jak najszybciej skończyć z Zarena. Musiał też wracać, zanim reszta zacznie go szukać.

– No to co mam z nią zrobić? – syknął.

Zarena absolutnie nie życzyła sobie takiego zachowania, zwłaszcza ze strony demona, który w państwie podziemnym nie był specjalnie szanowany. Zamachnęła się i chciała go dziabnąć szponami w szyję.

Tabris złapał ją za nadgarstek.

– Zwariowałaś? A gdybyś mnie skaleczyła? Nie pomyślałaś, że mam czarną krew? Jak bym im to wytłumaczył?

– To już twój problem.

– Mam dość siły, by ci utrzeć nosa, ale tego nie zrobię. Jesteś demonem zemsty. Nigdy byś mi tego nie wybaczyła, a ja chciałbym cię widywać jak najrzadziej.

Zarena gniewnie zacisnęła wargi, a po chwili syknęła:

– No to co, chcesz tych informacji czy nie?

– Chyba muszę chcieć.

– Więc zachowuj się przyzwoicie, zwłaszcza wobec demona mojej klasy! I masz zupełną rację, ja zawsze mszczę wszystkie niegodziwości, jakich się wobec mnie dopuszczono. No dobra, słuchaj. I mam nadzieję, że na jakiś czas uniknę oglądania twojej wstrętnej gęby.

– Możesz być pewna!

Tabris dostał instrukcje i Zarena zniknęła. On stał jeszcze chwilę i trząsł się ze złości. Trochę trwało, zanim się uspokoił i mógł wracać. Nienawidził tego zadania od początku do końca.

20

W domu, w ciepłej, przytulnej kuchni Juana nie przestawała mówić. Unni przede wszystkim słuchała.

– Taka jesteś radosna dzisiejszego wieczora – stwierdziła.

– To prawda – roześmiała się Juana i wrzuciła garść drobno pokrojonej cebuli do rondla. Potem szepnęła: – Unni, czy mu się podobam?

Unni też się roześmiała.

– No w każdym razie nie powiedział, że mu się nie podobasz.

Juana sposępniała.

– Nie, no właśnie, on nic nie mówi. Ale zaraz znowu mówiła radośnie:

– Pomyśleć, że trafił mi się taki mężczyzna! Bardzo chciałam znaleźć kogoś w typie Jordiego, no i zjawił się on! Wprost trudno w to uwierzyć!

– To prawda – przytaknęła Unni trochę zamyślona. – Ale kiedy Miguel wróci, wykorzystaj to jak najlepiej – głos Unni zabrzmiał surowiej. – To wcale nie oznacza, że powinnaś tak jawnie okazywać swoje zakochanie. Mężczyzna woli być myśliwym, nie zdobyczą.

– Zapamiętam to sobie, chociaż nie będzie łatwo. A gdzie się podziewa Jordi?

– Wyszedł na chwilę. Chciał obejrzeć stary kościół.

– Przecież jest już niemal całkiem ciemno.

– Świeci księżyc, poza tym Jordi ma mocną latarkę. Juana zamyśliła się.

– Miguela to nie ma od dawna…

– Pewnie się spotkali z Jordim i razem poszli oglądać kościół – powiedziała Unni, a Juana chętnie przyjęła wyjaśnienie.

Nad starą wsią, nad całą doliną trwał głęboki spokój. Jordi przeszedł przez mostek i dalej podążał drogą, kończącą się pod kościołem.

Mimo wszystko on sam nie mógł się pozbyć niepokoju. Miał wrażenie, że w tej dolinie coś się czai, ale że to nie pochodzi stąd. Raczej przybyło tutaj z nimi.

Coś wykazującego wielką nerwowość, wyczekującego. Czy to ich gonitwa za heraldyczną różą wzbudziła w murach starej wsi dawne wspomnienia? Jordi był na tyle wrażliwy, że potrafił do pewnego stopnia wyczuwać dawne wydarzenia, cofać się w czasie. Tutaj też odczuwał wiele z tego, co się kiedyś stało. Żyjące tu rody… właśnie dotarł do cmentarza. Niewielki plac w bok od drogi, ogrodzony murem, częściowo pobielonym. Jordi oświetlał proste, ale bardzo piękne kamienie nagrobne. Wciąż jeszcze ktoś je dekorował kwiatami i staroświeckimi ozdobami. Odczytywał nazwiska. Znalazł tylko trzy różne, a więc tylko trzy rodziny mieszkały tutaj w ostatnich latach, zanim współczesność dotarła do doliny. Czy też zanim mieszkańcy otworzyli się na nowoczesność, nie wiedział, które określenie jest bardziej właściwe.