Выбрать главу

— To jest planeta, człowieku. Tu są wszystkie rodzaje krain.

Każdego dnia wstawali na dźwięk budzika, nastawionego na godzinę przed zachodem słońca i wykorzystywali ostatnie światło dnia na zjedzenie skromnego „śniadania”, a także obserwację jaskrawych kolorów przedwieczornej zorzy, które rozciągały się cieniście nad wyboistą okolicą. Nocą jechali, nie mogąc nawet na chwilę użyć automatycznego pilota, żeglując po popękanym terenie jeden kilometr za drugim. Nirgal i Art większość nocy spędzali na wspólnych dyżurach i wciąż prowadzili długie rozmowy. Później, kiedy gwiazdy bladły i wschodnie niebo plamiło czystofioletowy blask świtu, znajdowali miejsca, gdzie kamienny pojazd nie zwracał na siebie uwagi, co w tej szerokości areograficznej było naprawdę kwestią chwili — „wystarczy się po prostu zatrzymać gdziekolwiek”, jak mówił Randolph — i jedli bez pośpiechu „kolację”, obserwując ostry blask zachodzącego słońca, które nagle tworzyło wielkie pola cieni. Dwie godziny później, po zaplanowaniu dalszej podróży i rzadkich wypadach na dwór, zaciemniali przednią szybę, po czym spali przez cały dzień.

Przy końcu kolejnej długiej nocnej konwersacji na temat dzieciństwa każdego z nich Nirgal powiedział:

— Przypuszczam, że przed Sabishii nie zdawałem sobie sprawy z tego, że Zygota była taka…

— Niezwykła? — zapytał zza ich pleców Kojot, leżący na swoim materacu. — Niepowtarzalna? Dziwaczna? Hirokowata?

Nirgala to nie zaskoczyło; starzec sypiał kiepsko i często mamrotliwie wtrącał senne komentarze, kiedy ci dwaj rozmawiali, oczywiście ignorując jego gadanie, bowiem Kojot chwilę potem zapadał w sen. Ale teraz Nirgal odparł:

— Zygota stanowi odbicie Hiroko, jak sądzę. A Hiroko jest bardzo skupiona na sobie.

— Ha — powiedział Kojot. — Kiedyś taka nie była.

— Kiedy? — rzucił błyskawicznie Art, obracając się w fotelu, aby włączyć Kojota do rozmowy.

— Och, na długo przed początkiem — enigmatycznie odrzekł Kojot. — W czasach prehistorycznych, jeszcze na Ziemi.

— Czy wtedy, kiedy ją poznałeś?

Kojot chrząknął, co miało oznaczać potwierdzenie.

W tym momencie zawsze przerywał, ilekroć rozmawiali na ten temat z Nirgalem. Ale teraz, gdy we trzech wydawali się jedynymi ludźmi na całym świecie, którzy nie spali, tkwiąc w małym kręgu rozświetlonym przez podczerwony przekaźnik obrazu, szczupła, krzywa twarz Kojota przybrała inny wyraz niż zwykłej upartej odmowy. Art pochylił się nad nim i spytał z naciskiem:

— A tak przy okazji, jak się właściwie dostałeś na Marsa?

— O Boże — odparł Kojot i przetoczył się na bok, podpierając ręką głowę. — Czasami trudno spamiętać wydarzenia, zwłaszcza, jeśli się działy dawno temu. To wszystko jest niemal jak poemat epicki, który kiedyś znałem na pamięć, a dziś już nie potrafię bezbłędnie wyrecytować.

Spojrzał w górę na nich obu, potem zamknął oczy, jak gdyby przypominając sobie pierwszą linijkę tekstu. Mężczyźni patrzyli na niego bez słowa, trwając w oczekiwaniu.

— To oczywiście zasługa Hiroko. Byliśmy przyjaciółmi. Razem studiowaliśmy w Cambridge. W Anglii było nam za zimno, więc rozgrzewaliśmy się nawzajem — zanim Hiroko poznała Iwao i na długo przed tym, jak została boginią-matką świata. A wtedy, dawno temu na Ziemi, łączyło nas wiele rzeczy. Byliśmy outsiderami w Cambridge, ale osiągaliśmy niezłe wyniki. Mieszkaliśmy razem przez dwa lata. Bardzo długo, w porównaniu z tym, co Nirgal opowiadał o Sabishii… Nawet w porównaniu z tym, co powiedział o Jackie. Chociaż Hiroko…

Kojot zamknął oczy, jak gdyby próbował zobaczyć przeszłość w swoim umyśle.

— Zostaliście razem? — spytał Art.

— Nie. Hiroko wróciła do Japonii. Pojechałem z nią tylko na jakiś czas, ale musiałem wrócić do Tobago, ponieważ umarł mój ojciec. Wtedy wiele rzeczy się zmieniło. Ale pozostawaliśmy w kontakcie, spotykaliśmy się na rozmaitych konferencjach naukowych i albo straszliwie się kłóciliśmy albo obiecywaliśmy sobie wieczną miłość. A czasem jedno i drugie. Zupełnie nie wiedzieliśmy, czego chcemy. Ani jak moglibyśmy zaspokoić nasze pragnienia, gdybyśmy się do nich przyznali. Wówczas zaczęła się selekcja naukowców do pierwszej setki. Tyle że ja w tym czasie przebywałem w więzieniu na Trynidadzie za sprzeciwianie się prawom nakazującym przynależność mojego kraju do konsorcjów. Zresztą nawet gdybym był na wolności, tak czy owak nie miałbym szans na wybór. Teraz nie jestem całkowicie pewny, czy w ogóle chciałem lecieć. Ale Hiroko albo lepiej pamiętała nasze obietnice, albo pomyślała, że będę dla niej przydatny… Nigdy nie ustaliłem, dlaczego postanowiła mnie zabrać. W każdym razie skontaktowała się ze mną i oświadczyła, że jeśli chcę polecieć, ukryje mnie na farmie na Aresie, a potem w kolonii na Marsie. Zawsze miała zuchwałe pomysły, muszę jej to przyznać.

— Nie uderzyło cię szaleństwo tego planu? — spytał Art, patrząc na Kojota okrągłymi ze zdziwienia oczyma.

— Owszem! — zaśmiał się Kojot. — Ale wszystkie dobre plany są szalone, tak przynajmniej sądzę. A w tym czasie moje widoki na przyszłość były dość kiepskie. Poza tym, gdybym odmówił, nigdy więcej nie zobaczyłbym Hiroko. — Popatrzył na Nirgala i uśmiechnął się krzywo. — Zgodziłem się więc spróbować. Byłem nadal w więzieniu, ale Hiroko miała w Japonii niezwykłych przyjaciół i pewnej nocy po prostu mnie wyprowadziły z celi jakieś trzy zamaskowane osoby. Strażnicy nie zareagowali. Podlecieliśmy helikopterem do tankowca, którym popłynęliśmy do Japonii. To właśnie Japończycy zbudowali stację kosmiczną, której Rosjanie i Amerykanie używali dla skonstruowania Aresa. Gdy tylko zakończyła się budowa, zabrano mnie jednym z nowych samolotów typu „Ziemia-przestrzeń kosmiczna” i niepostrzeżenie wprowadzono na pokład Aresa. Tam zostałem ukryty wraz z jakimś wyposażeniem farmy, które zamówiła Hiroko, a potem byłem zdany na siebie. Od tego momentu musiałem dalej sobie jakoś radzić sam, cały czas aż do tej najważniejszej chwili! Oznacza to, że czasami bywałem trochę głodny, póki Ares nie wystartował. Podczas lotu opiekowała się mną Hiroko. Sypiałem w przedziale magazynowym za świniami; ukrywałem się. Było to łatwiejsze niż można by sądzić, ponieważ Ares to naprawdę duży statek. Kiedy Hiroko upewniła się, że może ufać swej ekipie farmerskiej, przedstawiła mnie im i ukrywanie się przestało być dolegliwe. Gorzej było na powierzchni Marsa, zwłaszcza w pierwszych tygodniach po wylądowaniu. Opuściłem się w ładowniku razem z ekipą farmerską, a potem jej członkowie pomogli mi zamieszkać w szafie jednej z przyczep. Hiroko bardzo szybko zbudowała oranżerie przede wszystkim po to, ażeby wydostać mnie stamtąd. Tak mi przynajmniej mówiła.

— Mieszkałeś w szafie?

— Przez dwa miesiące. To było gorsze niż więzienie. Ale później miałem kwaterę w oranżerii i zacząłem się skupiać na gromadzeniu materiałów, których potrzebowaliśmy, aby odejść z Underhill i zamieszkać samodzielnie. Iwao ukrył zawartość paru towarowych skrzyń ze sprzętem od razu na samym początku… A gdy z zapasowych części skonstruowaliśmy rover, zacząłem spędzać większą część czasu z dala od Underhill, badając teren chaotyczny i szukając dobrego miejsca dla naszego ukrytego schronu, a potem — gdy je znalazłem — przewożąc tam nasze rzeczy. Przebywałem na powierzchni więcej niż ktokolwiek inny, nawet więcej niż Ann. Do czasu aż zespół farmerski nie wyjechał z osady, przywykłem spędzać wiele czasu samotnie. Tylko ja i Wielki Człowiek, zupełnie sami na zewnątrz, wędrujący po planecie. Powiem wam, jak wyglądało niebo. Nie, nie, to nie było niebo — lecz Mars, prawdziwy Mars. Sądzę, że w tym czasie zacząłem tracić zdrowe zmysły. Ale kochałem to tak… Nie potrafię nawet o tym opowiedzieć.