Jeśli będzie pusta… Odrętwienie opuszczało Nirgala tym szybciej, im bardziej rover zbliżał się do niskiej ściany przy szczycie przepaści Chasma Australe. Nie dostrzegał najmniejszego śladu obecności kogokolwiek lub czegokolwiek, toteż strach przedarł się przez odrętwienie jak pomarańczowa magma, wylewająca się z rozpadlin czarnej lawy; strach wybuchł, przetoczył się przez ciało młodzieńca, aż stał się rwącym, wręcz niemożliwym do zniesienia napięciem w każdej jego komórce…
Potem nisko na ścianie zamigotało światło i Jackie, jak ukłuta szpilką, krzyknęła:
— Ach!
Nirgal przyspieszył, pojazd szarpnął się ku lodowej ścianie, niemal uderzając prosto w nią. Mężczyzna gwałtownie nacisnął na hamulce i duże, zbrojone drutem koła pojazdu ślizgnęły się bardzo krótko, potem zgrzytnęły i zatrzymały się. Jackie szybko nałożyła hełm i rzuciła się do śluzy powietrznej. Nirgal podążył za nią i po dręczącej chwili wysysania i pompowania, oboje wypadli z komory na powierzchnię, a następnie pospieszyli do luku śluzy powietrznej płytkiej niszy w lodzie. Gdy luk otworzył się, wyskoczyły na nich cztery ubrane w skafandry postaci z pistoletami w rękach; Jackie krzyknęła na ogólnym kanale radiowym i po sekundzie cztery postaci już ich ściskały. Jak dotąd wszystko wydawało się w porządku, chociaż istniała również możliwość, że tamci chcieli ich tylko pocieszyć, toteż Nirgal nadal cierpiał katusze niepewności, póki nie zobaczył nagle za jedną z szybek hełmów twarzy Nadii. Rosjanka dała mu znak, podnosząc kciuk i wtedy Nirgal stwierdził, że dotąd wstrzymywał oddech, przez czas, który wydał mu się tak długi jak całe minione piętnaście godzin, chociaż bez wątpienia nie oddychał jedynie od chwili, gdy wyskoczył z rovera. Jackie płakała z ulgi i Nirgal poczuł, że również ma ochotę się rozpłakać, jednak nagłe rozproszenie się odrętwienia, a potem strach, który opuścił go ledwie przed chwilą, sprawiły, że był roztrzęsiony, wyczerpany i niezdolny do łez. Nadia chwyciła go za rękę, po czym wprowadziła do komory powietrznej kryjówki, jak gdyby bardzo dobrze zrozumiała jego odczucia, a kiedy śluza została zamknięta i wypompowana, Nirgal zaczął rozumieć głosy na ogólnym kanale:
— Tak bardzo się bałam, myślałam, że nie żyjecie.
— Uciekliśmy tunelem awaryjnym, widzieliśmy, jak nadchodzili…
Wewnątrz schronu Nirgal i Jackie zdjęli hełmy, potem uściskało ich po kolei kilkadziesiąt osób. Art klepnął go w plecy; jego oczy były okrągłe jak piłki.
— Tak się cieszę, że was widzę! — oświadczył.
Art mocno uściskał Jackie, później odsunął ją na długość ramienia i wpatrzył się z aprobatą i podziwem w zapłakaną dziewczęcą twarz o czerwonych od łez oczach, jak gdyby w tym właśnie momencie zobaczył w niej podobnego do siebie człowieka, a nie jakąś kotkę-boginię.
Kiedy Nirgal i Jackie na chwiejnych nogach posuwali się wąskim tunelem do pomieszczeń kryjówki, Nadia opowiadała im historię ucieczki. Miała niewyraźną minę, wspominając całe zdarzenie.
— Widzieliśmy, jak się zbliżają, więc pobiegliśmy z tyłu tunelem, a potem zniszczyliśmy obie kopuły i zasypaliśmy wszystkie tunele. Być może zabiliśmy wielu z nich, ale nie jestem pewna… Nie wiem po prostu, jak wielu ich przysłano ani jak daleko dostali się w głąb. Kojot został na zewnątrz. Miał iść za nimi, aby się wszystkiego dowiedzieć. Tak czy owak, jest już po wszystkim.
W końcu tunelu znajdowała się zatłoczona kryjówka w postaci kilku małych komór o surowych ścianach, podłogach i sufitach z płytek izolacyjnych. Całość umieszczono bezpośrednio w lodowych zagłębieniach. Każdy pokój odchodził od jednej większej komory centralnej, która służyła za kuchnię i jadalnię. Jackie uściskała wszystkich w pomieszczeniu — z wyjątkiem Mai — kończąc na Nirgalu. Przytulili się do siebie mocno i Nirgal poczuł, że dziewczyna się trzęsie, a potem poczuł drżenie własnego ciała, drżenie spowodowane swego rodzaju synchroniczną wibracją. Milcząca, rozpaczliwa, pełna strachu jazda wzmocniła więź między nimi, tak samo jak miłość obok wulkanu, a może nawet jeszcze bardziej — trudno mu było ocenić, ponieważ czuł się zbyt zmęczony, aby odczytać zalewające ich oboje potężne, nieokreślone emocje.
Odsunął się wreszcie od Jackie i usiadł, bowiem nagle poczuł, że jest wyczerpany do bólu. Hiroko usiadła przy nim, a on słuchał jej szczegółowej opowieści o wszystkich zdarzeniach. Atak rozpoczął się od nagłego pojawienia się wielu kosmolotów, opadających grupą na płaszczyznę przed hangarem. Mieszkańcy Gamety otrzymali więc bardzo krótkie ostrzeżenie. Reakcją ludzi z hangaru było zmieszanie: zatelefonowali wprawdzie do wnętrza kryjówki, aby ostrzec pozostałych, ale nie uruchomili systemu obronnego Kojota; najwyraźniej po prostu zapomnieli. Jak powiedziała Hiroko, Kojot był z tego powodu niezwykle oburzony; Nirgal bardzo łatwo mógł w to uwierzyć. „Waszym zadaniem było powstrzymać ataki spadochronowe w samym momencie lądowania”, zrzędził. Zamiast tego ludzie z hangaru wycofali się pod kopułę. Po pewnym zamieszaniu dotarli wszyscy na górę, do tunelu awaryjnego, a w chwili gdy znaleźli się poza punktem podmuchu, Hiroko poleciła im, by użyli obrony szwajcarskiej i zawalili kopułę. Kasei i Harmakhis wykonali jej polecenie, toteż całą kopułę wysadzono w powietrze, zabijając wszystkich spośród szturmujących, którzy zdążyli się dostać do wnętrza, zasypując ich milionem ton suchego lodu. Z odczytów radiacyjnych wynikało, że rickrover się nie stopił, chociaż z pewnością został zmiażdżony wraz ze wszystkim innym. Kojot natychmiast odszedł — zniknął w bocznym tunelu z Peterem, wychodząc przez jakieś własne wyjście awaryjne — toteż Hiroko nie wiedziała dokładnie, dokąd się udali.
— Sądzę, że te kosmoloty mogą mieć problemy.
W każdym razie Gameta zniknęła i skorupa Zygoty również. Nirgal pomyślał z roztargnieniem, że kiedyś, w przyszłości, czapa polarna zapewne wyparuje i oczom wszystkich ukażą się ich spłaszczone resztki. Teraz jednak zostały zagrzebane pod lodem i w żaden sposób nie można się było do nich dostać.
Tak znaleźli się tutaj. Uciekli jak stali, zabierając ze sobą jedynie kilka AI oraz walkery na własnych grzbietach. Znaleźli się też w stanie wojny (przypuszczalnie) z Zarządem Tymczasowym, a w każdym razie przynajmniej z jakąś podległą mu formacją, która ich zaatakowała.
— Kim oni byli? — spytał Nirgal.
Hiroko potrząsnęła głową.
— Nie wiem. Kojot mówił, że to Zarząd Tymczasowy. Ale w siłach bezpieczeństwa ZT ONZ jest wiele różnych jednostek, więc musimy się dowiedzieć, czy mamy przeciwko sobie całą nową policję Zarządu, czy też tylko wściekła się na nas jakaś jednostka…
— Co zrobimy? — spytał Art.
W pierwszej chwili nikt mu nie odpowiedział.
W końcu odezwała się Hiroko:
— Będziemy musieli poprosić kogoś o schronienie. Zdaje mi się, że najwięcej miejsca jest w Dorsa Brevia.
— A co z kongresem? — spytał Art, przypominając sobie o nim na wspomnienie nazwy miejscowości.
— Sądzę, że po tym wszystkim jeszcze pilniej niż przedtem trzeba go zwołać — powiedziała Hiroko.
Maja zmarszczyła brwi.
— Gromadząc się teraz w jednym miejscu, narażamy się na niebezpieczeństwo — zauważyła. — O spotkaniu powiedzieliście przecież wielu osobom.
— Musieliśmy — odparła Hiroko. — To jest sprawa najważniejsza. — Rozejrzała się wokół, patrząc po wszystkich twarzach i nawet Maja nie ośmieliła się jej zaprzeczyć. — Teraz musimy zaryzykować.
Część 7
Rozważania na temat przyszłości