Выбрать главу

— A więc — zauważył Nirgal z uśmiechem — zwalniamy lokalnych przywódców i dajemy ich policjantom podwyżkę, jednocześnie ucząc ich innego zajęcia?

— Taak, coś w tym rodzaju.

Sax potrząsał głową.

— Nie uda się nam do nich dotrzeć — oznajmił. — Potrzebowaliśmy siły.

— Musimy coś zmienić, aby uniknąć kolejnego roku 2061! — upierała się Nadia. — Trzeba dobrze wszystko przemyśleć. Może istnieją jakieś odpowiednie modele historyczne, ale z pewnością nie są nimi te, o których wspominacie. Potrzeba nam czegoś więcej niż tylko, na przykład, aksamitnych rewolucji, które zakończyły epokę sowiecką.

— Jednak zakładały one istnienie nieszczęśliwej populacji — odezwał się Kojot z końca sali — a poza tym miały miejsce w systemie, który i tak się rozpadał. Na Marsie mamy zupełnie inną sytuację. Tutejszym ludziom powodzi się dość dobrze. W każdym razie czują, że mają szczęście, iż są tutaj.

— Ale Ziemia… w kłopotach — zauważył Sax. — Rozpada się.

— Hmm… — mruknął Kojot i usiadł obok Saxa, aby o tym pomówić. Rozmowy z Saxem nadal były frustrujące, ale dzięki wielogodzinnym ćwiczeniom z Michelem, stały się możliwe. Nadia czuła się szczęśliwa, gdy obserwowała, jak Kojot z nim konferuje.

Wokół nadal trwały dyskusje. Ludzie spierali się na temat teorii rewolucyjnych, a kiedy próbowali rozmawiać o samym 2061 roku, przeszkadzały im długo skrywane żale oraz podstawowy brak zrozumienia przyczyn zdarzeń z tamtych koszmarnych miesięcy. W pewnym momencie kłótnia szczególnie się zaogniła, kiedy Michaił i niektórzy byli więźniowie z Korolowa zaczęli się spierać o to, kto zamordował tamtejszych strażników.

Sax wstał i zamachał nad głową swoim AI.

— Potrzeba faktów… przede wszystkim — wykrakał. — Potem dializy… to znaczy analizy.

— Dobry pomysł — Art natychmiast go poparł. — Gdybyście potrafili wysnuć wnioski z krótkiej historii tej wojny i pozwolili się rozwijać kongresowi w sposób nieskrępowany, z pewnością byłby z tego pożytek. Dyskusje na temat metodologii zostawmy na spotkania ogólne, dobrze?

Sax skinął głową i usiadł. Dość sporo osób wyszło w tym momencie z zebrania, a reszta uspokoiła się i zebrała wokół Saxa i Spencera. Nadia zauważyła, że nie opuścili sali weterani wojny, chociaż pozostała także Jackie, Nirgal oraz kilkoro innych tubylców. Nadia widziała niektóre programy na temat roku 2061, które Sax oglądał w Burroughs, i miała nadzieję, że relacje naocznych świadków uzyskane od innych weteranów mogłyby doprowadzić do pewnego podstawowego zrozumienia wojny i jej ostatecznych przyczyn; minęła od tego czasu prawie połowa stulecia, ale — jak powiedział Art, gdy mu o tym wspomniała — nie było to zachowanie nietypowe.

Art położył jej teraz dłoń na ramieniu; raczej nie wyglądał na zaniepokojonego obserwacjami tego ranka, gdy po raz pierwszy w całej pełni mógł dostrzec kłótliwą naturę poszczególnych grup podziemia.

— Nie zgadzają się w wielu kwestiach — przyznał. — Ale początki zawsze są trudne.

Późnym popołudniem drugiego dnia Nadia weszła na warsztat poświęcony terraformowaniu. Sądziła, że problem ten wywołuje najwięcej kontrowersji wśród uczestników kongresu; frekwencja na warsztacie odzwierciedlała to. Otwarte pomieszczenie na granicy parku Lato było zatłoczone, toteż przed rozpoczęciem spotkania jego przewodniczący przeniósł je w bardziej dogodne miejsce — na trawiaste wzniesienie górujące nad kanałem.

Znajdujący się wśród audytorium „czerwoni” twierdzili, że samo terraformowanie stanowi utrudnienie wobec oczekiwań wszystkich zebranych. Dowodzili, że jeśli na marsjańskiej powierzchni będą mogli swobodnie żyć ludzie, wtedy tutejszymi terenami zacznie się handlować tak jak gruntem na Ziemi, a biorąc pod uwagę dotkliwe kłopoty z przeludnieniem i ochroną środowiska na tamtej planecie oraz konstruowaną tam aktualnie — w taki sposób, aby pasowała do marsjańskiej — windą kosmiczną (a istnienie obu całkowicie przezwycięży problem studni grawitacyjnych), trzeba zauważyć, że z pewnością podąży za nią masowa emigracja. W ten sposób zniknie jakakolwiek szansa na niezależność Marsa.

Natomiast ci, którzy były zwolennikami terraformowania, nazywani „zielonymi” lub „partią zielonych” — chociaż wcale nie zrzeszali się w żadna partię — twierdzili, że gdy marsjańska powierzchnia stanie się możliwa do zamieszkania, gdy na planecie ludzie będą mogli żyć w każdym dowolnym miejscu, podziemie zapewne wyjdzie na powierzchnię, dzięki czemu stanie się nieskończenie trudniejsze do kontroli czy likwidacji, a tym samym znajdzie się w lepszej sytuacji w przypadku ewentualnej próby przejęcia opanowanych przez wroga terenów.

Te dwa poglądy omawiano w każdym możliwym układzie i kombinacji. Byli tu oczywiście także Ann Clayborne i Sax Russell — centralne postaci spotkania. Coraz częściej wysuwali propozycje lub stawiali tezy, aż reszta audytorium przestała się odzywać, uciszona autorytetem dwojga odwiecznych przeciwników. Słuchając obojga, można było dojść do wniosku, że nigdy się nie pogodzą.

Nadia ze smutkiem obserwowała tę rozwijającą się powoli walkę, pełna niepokoju o przyjaciół. Nie była zresztą odosobniona w swoich odczuciach. Większość zgromadzonych widziała słynną wideokasetę ze sporem Ann i Saxa w Underhill i oczywiście opowieść o nich stała się dobrze znana wszem i wobec, stanowiąc jeden z wielkich mitów, związanych z historią pierwszej setki — mit z czasów, kiedy wszystko było o wiele prostsze i kiedy osobowości o bardzo odmiennych poglądach mogły się jawnie spierać na temat kluczowych kwestii. Teraz nic nie było już takie proste, a kiedy para starych nieprzyjaciół wznowiła kłótnię w samym środku nowej mieszanej grupy, powietrze wypełniło się dziwną nerwowością, wręcz elektrycznością, mieszaniną nostalgii, napięcia, zbiorowego deja vu i pragnieniem (może tylko we mnie samej, pomyślała z goryczą Nadia), żeby tych dwoje potrafiło w jakiś sposób doprowadzić do pojednania przez wzgląd na siebie samych i dla dobra wszystkich pozostałych uczestników kongresu.

Niestety, nadal się kłócili, stojąc w środku tłumu. Ann już publicznie przegrała w sporze i jej zachowanie odbijało to w sposób widoczny; wydawała się pokonana, bardzo bezstronna, niemal niezainteresowana kłótnią. Zupełnie niepodobna do ognistej i porywczej Ann ze słynnych kaset.

— Kiedy na tej powierzchni będą mogli żyć ludzie — powiedziała, a Nadia zauważyła, że nie użyła słowa, jeśli”, ale „kiedy” — tamtych przylecą tu miliardy. Póki my musimy mieszkać w schronach, logistycy utrzymują populację na poziomie milionowym. I jest to właśnie taka liczba, jakiej potrzeba, jeśli się chce udanej rewolucji. — Wzruszyła ramionami. — Nasze schrony są ukryte, a ich nie. Rozedrzyjmy kopuły ich miast, a wtedy z pewnością nie będą potrafili zrewanżować nam się tym samym — po prostu umrą, a my przejmiemy ich tereny. Jest to nasza przewaga, którą odbierze nam terraformowanie.

— Nie wezmę w czymś takim udziału — natychmiast odezwała się Nadia, nie mogąc się powstrzymać. — Na pewno pamiętasz, jak wyglądały miasta w 2061 roku.

Z tyłu siedziała Hiroko, obserwując ich z uwagą i teraz odezwała się po raz pierwszy, przemawiając głośno i wyraźnie:

— Społeczeństwo stworzone na bazie ludobójstwa nie jest tym, czego pragniemy.