— Punkt szósty. Sam krajobraz marsjański posiada „prawo do istnienia”, które należy szanować. Celem dokonywanych przez nas zmian środowiskowych powinien być wobec tego minimalizm i ecopoesis, odzwierciedlające wartości areofanii. Zaleca się, aby celem tych zmian była jedynie ta część Marsa, która leży poniżej obwodu czterokilometrowego. Zezwala się na przystosowanie tych terenów do życia dla ludzi. Wyższe partie, stanowiące mniej więcej trzydzieści procent planety, powinny wówczas pozostać w stanie przypominającym ich warunki pierwotne i istnieć jako naturalnie dzikie strefy rezerwatowe.
— Punkt siódmy. Proces zaludniania Marsa jest w sensie historycznym procesem jedynym w swoim rodzaju, ponieważ ludzkość nie zaludniała dotąd żadnej innej planety. Jako zjawisko tak unikalne, proces ten należy przedsięwziąć w duchu szacunku dla tego świata, a także — ogólnie — dla rzadkości życia w kosmosie. To, co zrobimy tutaj, stanie się precedensem dla dalszego zaludniania przez człowieka Układu Słonecznego, stworzy również modele dla ludzkiego stosunku do środowiska ziemskiego. A zatem: Mars zajmuje szczególne miejsce w historii i powinniśmy o tym pamiętać, podejmując konieczne decyzje związane z życiem tutaj.
Art odłożył AI na bok i zapatrzył się w tłum. Wszyscy spoglądali na niego w milczeniu.
— To tyle — powiedział i odchrząknął. Następnie dał znak Nirgalowi, który wszedł na estradę, stanął obok niego i przemówił:
— To wszystko, co udało się nam wyłuskać z warsztatów, wszystkie punkty, na które, naszym zdaniem, zgadza się ogół delegatów. Jest dużo więcej elementów i, jak przypuszczamy, mogłaby je zaakceptować większość zebranych tutaj grup, ale nie wszystkie… Stworzyliśmy także spisy tych częściowo zgodnych punktów i w całości udostępnimy do wglądu. Jesteśmy absolutnie przeświadczeni, że jeśli zdołamy opuścić to miejsce z jakimkolwiek dokumentem — nawet bardzo ogólnym — i tak dokonamy czegoś znaczącego. Tendencją tego typu kongresów jest uświadomienie ludziom dzielących ich różnic i sądzę, że w naszym przypadku tendencja ta jest wyolbrzymiona, ponieważ w chwili obecnej rząd marsjański pozostaje czymś w rodzaju kwestii teoretycznej. Kiedy jednak stanie się problemem praktycznym — kiedy trzeba będzie zacząć działać — wtedy poszukamy wspólnej płaszczyzny, a dokument z pewnością pomoże nam ją znaleźć. Mamy dużo szczegółowych adnotacji dla każdego z głównych punktów dokumentu. Rozmawialiśmy o nich z Jürgenem i Priską, którzy sugerują, by zorganizować tydzień spotkań, podczas którego każdy dzień byłby poświęcony któremuś z siedmiu głównych punktów, tak aby każdy mógł się z innymi podzielić własnymi komentarzami i zaproponować własne poprawki. Na końcu zobaczymy, czy uda się nam dojść do jakichś wniosków.
Rozległy się słabe śmiechy. Wiele osób kiwało głowami.
— Co z podstawową kwestią zdobycia niezależności? — krzyknął Kojot z końca sali.
— Nie udałoby się nam znaleźć żadnych wspólnych punktów dla porozumienia, które moglibyśmy podpisać — odpowiedział mu Art. — Może trzeba zwołać specjalny warsztat, który również to spróbuje zrobić.
— Może i tak! — krzyknął Kojot. — Każdy się zgodzi, że wszystko powinno być wspaniałe, a świat sprawiedliwy. Jednak sposób osiągnięcia tego pozostaje najistotniejszym problemem.
— No cóż, i tak, i nie — odparł Art. — To, z czym mamy tu do czynienia, to coś więcej niż zwykłe pragnienie, by wszystko było wspaniałe. A co do metod, może jeśli uzgodnimy wspólne cele, rozmaite kwestie wyjaśnią się same. To znaczy… Co najpewniej doprowadzi nas do celów? Jakiego rodzaju środki sprawią, że osiągniemy te cele?
Rozejrzał się po tłumie i wzruszył ramionami.
— Słuchajcie, próbujemy opracować streszczenie wszystkich waszych wysuwanych tu na różne sposoby propozycji, jeśli więc zauważacie brak szczegółowych zaleceń w kwestii środków potrzebnych do zdobycia niezależności, jest tak być może dlatego, że wszyscy tkwicie na poziomie ogólnej filozofii działania, z którą wielu z was się nie zgadza. Przychodzi mi do głowy tylko jedna sugestia dotycząca postępowania — powinniście chyba spróbować rozpoznać rozmaite siły egzystujące na planecie i ustalić, jaki jest stopień ich oporu wobec niezależności Marsa, a potem musicie odpowiednio do tego przystosować wasze metody działania. Nadia wspominała o tym, by ponownie przemyśleć i skorygować całą metodologię rewolucyjną, a niektórzy z was proponowali różne modele ekonomiczne, na przykład ideę całkowitego wykupu akcji za kredyt czy coś w tym rodzaju, ale kiedy się zastanawiałem nad pojęciem odpowiedniej reakcji na opór, skojarzyła mi się ona ze zintegrowanymi metodami zwalczania szkodników, no wiecie… to taki system w rolnictwie: aby poradzić sobie z plagą szkodników, wykorzystuje się rozmaite metody o różnym natężeniu.
Ludzie roześmiali się, słysząc to porównanie, ale Art zdawał się tego nie zauważać. Wyglądał na bardzo zaskoczonego i skonfundowanego z powodu braku aprobaty dla wspólnego dokumentu. Był rozczarowany. Nirgal rozglądał się z gniewem, Nadia natomiast odwróciła się i powiedziała głośno:
— A gdzie rzęsiste brawa dla naszych przyjaciół, którzy w ogóle zdołali to wszystko zsyntetyzować?
Wówczas ludzie zaczęli klaskać. Kilku nawet wiwatowało. Przez chwilę ich radość brzmiała dość entuzjastycznie, jednak szybko się skończyła. Zgromadzeni poczęli wychodzić z amfiteatru, rozmawiając głośno między sobą. Znowu się kłócili.
Dyskusje trwały więc dalej, teraz opierając się na bazie sporządzonego przez Arta i Nirgala dokumentu. Nadia, przeglądając kasety, zauważała, że wśród delegatów istnieje w zasadzie zgoda na zasadniczy zrąb wszystkich punktów z wyjątkiem szóstego, który dotyczył poziomu terraformowania. Większość „czerwonych” nie akceptowała koncepcji umożliwiającej przystosowanie do życia nisko położonych terenów — wskazywali, że większa część planety znajduje się pod ustalonym na wysokości czterech kilometrów obwodem oraz że wyższe piętra zostałyby znacząco zanieczyszczone, gdyby na niższych poziomach mogli swobodnie żyć ludzie. „Czerwoni” mówili o rozbrojeniu przemysłowych procesów terraformingowych, które obecnie były w toku, i proponowali powrót do tych najpowolniejszych metod biologicznych, jakich domagano się w skrajnym modelu ecopoesis. Niektórzy zalecali stworzenie rzadkiej atmosfery dwutlenkowo-węglowej, która pobudzałaby do rozrostu rośliny — choć nie zwierzęta — uważali bowiem taką sytuację za bardziej naturalną w obliczu zapasów gazowych Marsa i wobec przeszłości planety. Inni orędowali za tym, by pozostawić powierzchnię w stanie najbardziej możliwie bliskim temu, w jakim ją zastała po przylocie pierwsza setka kolonistów; mówili też o bardzo małych populacjach ludzkich, mieszkających w pokrytych namiotami dolinach. Ludzie ci krzyczeli z oburzeniem, że przemysłowe przekształcanie planety w bardzo szybkim tempie niszczy jej powierzchnię i ostro potępiali niektóre działania terraformingowe, szczególnie zalanie Vastitas Borealis oraz całkowite stopienie powierzchni spowodowane użyciem soletty i soczewki napowietrznej.
Jednakże po siedmiu dniach stało się bardziej oczywiste, że ten punkt projektowanej deklaracji jest jedynym, nad którym naprawdę dyskutują uczestnicy kongresu; inne omawiano z rzadka i przeważnie na spokojnie. Wiele osób czuło przyjemne zaskoczenie, stwierdzając, jak duża panuje wśród delegatów zgodność na większość punktów projektowanej deklaracji, a Nirgal nierzadko oświadczał komuś z irytacją: