— I dlatego stanowią część twojej „Wielkiej Niewyjaśnionej”.
— Tak.
— A więc skupiasz swoją uwagę na innych rzeczach?
— Tak.
— Ale motywacje stale tam tkwią.
— Och, tak.
— Co czytywałeś, kiedy byłeś młody?
— Wszystko.
— Podaj niektóre ze swoich ulubionych książek.
— Sherlock Holmes. Inne powieści detektywistyczne. Myśląca maszyna. Doktor Thorndyke.
— Czy twoi rodzice karali cię, gdy stawałeś się niespokojny?
— Nie sądzę. Nie lubili, kiedy podnosiłem wrzawę. Uważam, że pod tym względem byli zupełnie przeciętni.
— Czy widziałeś kiedykolwiek, jak zaczynali się denerwować?
— Nie pamiętam.
— Widziałeś kiedyś, żeby krzyczeli albo płakali?
— Nigdy nie słyszałem, aby krzyczeli. Czasami, jak mi się zdaje, moja mama płakała.
— Wiedziałeś dlaczego?
— Nie.
— Zastanawiałeś się nad przyczyną?
— Nie pamiętam. A miałoby znaczenie, gdybym się zastanawiał?
— Co masz na myśli?
— To znaczy… czy moja przeszłość ma znaczenie? Wiem, mogłem wyrosnąć na kogokolwiek… Zależnie od mojej reakcji na… na wydarzenia. I gdybym miał innego rodzaju przeszłość. Jednak myślę, że wystąpiłyby te same odchylenia, wobec czego uważam, że twój ciąg pytań jest bezproduktywny. Brakuje w nim ścisłości wywodu. To tylko podróbka metody naukowej.
— Twoje pojęcie nauki uważam za ubogie i ograniczone, tak jak twoje działania naukowe. W pierwszym rzędzie twierdzisz, że nie powinniśmy studiować ludzkiego umysłu w sposób naukowy, ponieważ jest zbyt skomplikowany, aby można go było poznać przez łatwe badania. Nie jest to zbyt śmiałe stwierdzenie z twojej strony. Otaczający nas wszechświat również jest bardzo skomplikowany, a jednak nie doradzasz przerwania badań. Dlaczego ma się tak dziać ze wszechświatem wewnątrz człowieka?
— Tak, ale nie możesz izolować czynników, powtarzać warunków ani prowadzić eksperymentów używając wszelakiej aparatury. Nie możesz postawić fałszywych hipotez. Cały aparat naukowy jest dla ciebie niedostępny.
— Skup się na chwilę na pierwszych naukowcach.
— Na Grekach?
— Jeszcze wcześniej. Prehistoria nie była tylko bezkształtnym, wiecznym następstwem pór roku, wiesz chyba o tym. Często zdarza nam się myśleć o tych ludziach w taki sposób, jak gdyby przypominali nasze własne nieświadome umysły, a jednak w nich z pewnością było coś więcej. Przynajmniej od stu tysięcy lat ludzie są przecież tak samo inteligentni jak my teraz. A może nawet od pół miliona lat. Każde stulecie ma swoich wielkich naukowców. Wszyscy oni musieli pracować w kontekście swoich czasów, tak jak my. W tamtych wczesnych epokach mędrcy nie wyjaśniali niemal niczego — natura była dokładnie tak samo bogata, tak samo skomplikowana i tajemnicza, jak nasze umysły są dla nas w chwili obecnej, więc cóż mogli zrobić tamci naukowcy? Skądś musieli zacząć, no nie? o tym właśnie musisz pamiętać. Tysiące lat zabrało ludziom poznawanie roślin, zwierząt, nauka używania ognia i kamienia, tworzenia toporków, łuków i strzał, budowania schronień i szycia ubrań. Potem nadeszło garncarstwo, uprawa roślin, metalurgia… Wszystko to następowało bardzo powoli, z wielkim wysiłkiem. A całą wiedzę przekazywano sobie z ust do ust, jeden naukowiec następnemu. Przez cały czas nikt nie miał wątpliwości, żadni uczeni nie powtarzali w kółko, że wszystko to jest zbyt skomplikowane, aby można być czegokolwiek pewnym. Po co w takim razie mielibyśmy w ogóle próbować? Galileusz powiedział: „Starożytni mieli dobry powód myśleć, że są pierwszymi naukowcami wśród bogów, ponieważ widzieli, że umysły zwykłych ludzi mają w sobie tak niewiele ciekawości. Małe wskazówki, które rozpoczęły wielkie wynalazki były więc częścią nie banalnego, ale ponadludzkiego ducha”. Ponadludzkiego ducha! Czyli tylko najlepszych spośród nas, najzuchwalsze umysły każdego pokolenia. Naukowców. A przez tysiąclecia udało się nam spoić model świata, wzorzec, który jest całkiem dokładny i bardzo potężny, zgadza się?
— Ale my sami nie próbowaliśmy dokładnie tak mocno przez te lata… z niewielkimi sukcesami… zrozumieć samych siebie?
— Powiedzmy, że próbowaliśmy. Może potrzeba więcej czasu. Ale zwróć uwagę, że dokonaliśmy znacznych postępów także w tej dziedzinie. I to wcale nie ostatnio. Dzięki samej obserwacji Grecy odkryli cztery temperamenty, a dopiero bardzo niedawno dowiedzieliśmy się wystarczająco dużo o mózgu, aby wiedzieć, jaka jest neurologiczna podstawa tego fenomenu.
— Wierzysz w cztery temperamenty?
— Och, tak. Albo, jeśli wolisz, powiem, że zostały potwierdzone eksperymentalnie. Ponieważ jednak jest tak wiele, wręcz ogrom kwestii związanych z ludzkim umysłem… Może to nie jest fizyka, może to nigdy nie będzie fizyka. A może po prostu jesteśmy jeszcze bardziej skomplikowani i nieprzewidywalni niż kosmos.
— To się wydaje nieprawdopodobne. W końcu jesteśmy zbudowani z atomów.
— Tak, ale z ożywionych atomów! Z atomów kierowanych przez zieloną siłę, ożywionych duchem! Wielka Niewyjaśniona!
— Reakcje chemiczne…
— Skąd jednak życie? Ono jest czymś więcej niż tylko reakcjami. To pęd ku komplikowaniu, które jest całkowicie przeciwstawne wobec fizycznego prawa entropii. Dlaczego tak ma być?
— Nie wiem.
— Czemu nie lubisz, kiedy nie potrafisz odpowiedzieć napytanie „dlaczego”?
— Nie wiem.
— Tajemnica życia jest sprawą świętą. Naszą wolnością. Zostaliśmy wyrzuceni z fizycznej rzeczywistości i egzystujemy teraz w swego rodzaju boskiej wolności, której integralną część stanowi tajemnica.
— Nie. Nadal należymy do rzeczywistości fizycznej. Atomy i ich obroty. Zdeterminowane w największej skali, przypadkowe w niektórych innych.
— No dobrze. Jakkolwiek jednak jest, zadanie naukowca polega na badaniu wszystkiego. Niezależnie od trudności! Naukowiec musi pozostać otwarty i musi akceptować to, co jest niejasne. Musi próbować się stopić z przedmiotem wiedzy. Przyznać, że istnieją wartości, które przenikają cale przedsięwzięcie. Kochać je. Pracować nad ty m, by odkryć wartości, według których należy żyć. Pracować nad tym, by stworzyć te wartości w świecie. Badać i — co więcej — tworzyć!
— Będę musiał się nad tym zastanowić.
Obserwacja nigdy nie wystarcza. A poza tym i tak nie był to ich własny eksperyment. Do Dorsa Brevia przyjechał Desmond i Sax poszedł go poszukać.
— Czy Peter ciągle lata?
— No cóż, tak. Spędza sporo czasu w przestrzeni, jeśli to masz na myśli.
— Tak. Możesz mnie z nim skontaktować?
— Pewnie, że mogę. — Na dziwacznej twarzy Desmonda pojawiła się żartobliwa mina. — Mówienie idzie ci coraz lepiej, Sax. Jakiego rodzaju leczeniu cię poddają?