Выбрать главу

Maja zastanawiała się także, czy Hellas stanowi jego cel podróży, czy też może wracał do ukrytych na południu kolonii? No cóż… nie dowie się, póki — w najlepszym razie — nie dotrze do Hellas, ponieważ wedle ustaleń musieli się ignorować, chyba że zostaną sami.

Tak więc Maja ignorowała Spencera — jeśli to był on — a także pasażerów ciągle wsiadających do wagonu. Fotel obok niej pozostawał pusty, natomiast naprzeciwko niej, po przekątnej, siedziało dwóch mężczyzn około pięćdziesiątki. Byli w garniturach, z wyglądu wydawali się emigrantami i prawdopodobnie podróżowali z dwoma innymi, podobnymi do siebie osobnikami, którzy zajmowali miejsca przed siedzeniem Mai. Kiedy pociąg wyjechał z namiotu stacji, mężczyźni zaczęli dyskutować na temat jakiejś gry, która najwyraźniej stanowiła ich wspólne hobby.

„Odrzucił ją na całą milę! Miał szczęście, że w ogóle ponownie ją odnalazł!”

Najwidoczniej chodziło o golf. Amerykanie, pomyślała Maja, czy też jacyś podobni. Członkowie zarządu któregoś z konsorcjów metanarodowych na delegacji, wysłani, by sprawdzić coś w Hellas (nie wspomnieli, co takiego). Maja wyjęła przenośny komputer; na uszy nałożyła słuchawki. Wywołała „Nową Prawdę” i obserwowała maleńkie obrazki z Moskwy. Trudno było jej się skoncentrować na głosach, a wysiłek wywołał senność. Pociąg pędził na południe. Reporter lamentował nad narastającym konfliktem między Armscorem i Subarashii, dotyczącym warunków planu eksploatacji Syberii. Lament ten przypominał jednakże nieszczere krokodyle łzy, ponieważ rosyjski rząd od lat z dużą nadzieją podjudzał dwóch gigantycznych przeciwników do rywalizacji, uważał bowiem, że lepiej postawić syberyjskie pola naftowe w dobrej sytuacji licytacyjnej, niż zmierzyć się ze zjednoczonym frontem metanarodowym, dyktującym wszystkie warunki. W gruncie rzeczy było zaskakujące, że owe dwa konsorcja metanarodowe wyłamały się w ten sposób z szeregu. Maja nie spodziewała się, iż coś takiego może się zdarzyć, bowiem interes metanarodowców leżał raczej w tym, aby trzymać się razem, starać się odpowiednio rozparcelować dostępne źródła i nigdy o nie ze sobą nie walczyć. Gdyby się pokłócili, krucha równowaga sił mogłaby się załamać. Taka możliwość nie była dla nich korzystna, z czego z pewnością zdawali sobie sprawę.

Rosjanka odchyliła sennie głowę do tyłu i patrzyła na mijaną okolicę. Zjeżdżali teraz do Zapadliska lapygia i przed Mają rozciągał się rozległy widok na południowy zachód. Kraina wyglądała rzeczywiście jak syberyjska granica tajgi z tundrą (tak opisywano ją w nowym programie informacyjnym, który Maja właśnie obejrzała) — wielka, pokryta popękanym szronem mieszanina wzniesień, całkowicie oblepionych twardą powłoką śniegu i lodu, goła skała pokryta porostami i bezkształtnymi kopcami mszaków w kolorach oliwki i khaki, koralowymi kaktusami i karłowatymi drzewkami, które wypełniały każde niższe wgłębienie terenu. Pinga, które pokrywały jedną z płaskich, położonych nisko kotlin, wyglądały jak wysypka rumieniowa na ludzkim ciele posmarowana ciemną maścią.

Maja zdrzemnęła się na chwilę.

Nagle szarpnął nią i obudził ze snu obraz dwudziestotrzyletniego Franka. Zaczęła sennie rozmyślać na temat tego, co przeczytała, próbując przypomnieć sobie istotne informacje i wysnuć jakieś wnioski. Na przykład kwestia ojca Franka: co go skłoniło, że trzykrotnie wstępował do klubu anonimowych alkoholików i dlaczego dwa razy (a może trzy?) wyrzucano go stamtąd? Sprawa ta nie wyglądała najlepiej. Zdaje się, że właśnie w reakcji na takie postępowanie ojca, jego syn nabrał zwyczajów pracoholika, już w młodym wieku bardzo upodobniając się do tego Franka, jakiego Maja pamiętała, mimo że praca, którą wykonywał, wydawała się być — jak dla niego — zbyt idealistyczna. Sprawiedliwość społeczna nie należała do kwestii, w które pamiętany przez Maję Frank wierzył. Był raczej politycznym pesymistą, zaangażowanym w ciągłe działania zakulisowe, pragnącym powstrzymać gorsze przed zmianą w najgorsze. Zawód: kontroler uszkodzeń… I — jeśli należało wierzyć niektórym — kontroler wzrostu własnej siły oraz znaczenia. Niewątpliwie było w tych określeniach coś z prawdy. Chociaż Maja czuła, że Frank zawsze pragnął władzy po to, ażeby prowadzić jeszcze ściślejszą kontrolę „uszkodzeń”. Nikt jednak nie potrafił rozdzielić od siebie splotów tych dwóch pobudek. Były splątane jak mech i skała na zewnątrz pociągu, na Zapadlisku. Władza, to sprawa złożona.

Gdyby tylko Frank nie zabił Johna… Maja popatrzyła na komputer, włączyła go, a następnie wystukała nazwisko Johna. Bibliografia zdawała się nie mieć końca. Sprawdziła liczbę pozycji — 2146. A była to tylko wyselekcjonowana lista. Ta dotycząca Franka liczyła zaledwie kilkaset, w najlepszym razie. Maja włączyła tryb indeksowy i wyszukała hasło: „Śmierć”.

Dziesiątki plików, setki! Oblana zimnym potem podążyła wzrokiem w dół listy. Kontakty berneńskie, Braterstwo Muzułmańskie, „Nasz Mars”, UNOMA, Frank, ona, Helmut Bronski, Sax, Samantha. Po samych tytułach zdołała zauważyć, że autorzy tekstów oskarżali wszystkie możliwe osoby. Oczywiście! Teoria konspiracyjna zawsze i wszędzie była niezwykle popularna. A ponieważ ludzie pragnęli czytać o takich katastrofach, które oznaczają coś więcej niż tylko szaleństwo jakiejś jednostki, toteż nagonkę kontynuowano.

Oburzenie, jakie poczuła widząc wybrane postaci i organizacje na liście, sprawiło, że prawie wyszła z pliku. Jednak potem pomyślała: może po prostu boję się? Otworzyła więc jedną z wielu biografii; na ekranie pojawiło się zdjęcie Johna. Zadawniony ból przeszył jej ciało, pozostawiając coś w rodzaju wybielonej, pozbawionej emocji pustki. Maja kliknięciem przeniosła się do ostatniego rozdziału.

Zamieszki w Nikozji byty wczesną manifestacją napięć panujących w marsjańskim społeczeństwie; ostatecznie i z całą mocą wybuchły w roku 2061. Na planecie przebywało już wtedy sporo arabskich techników, zmuszonych przystosować się do bardzo trudnych warunków mieszkaniowych. Żyli oni w bliskim sąsiedztwie innych grup etnicznych, w poprzednich epokach historycznych nie zawsze nastawionych do nich pokojowo, a także pracowników administracji, których o wiele lepsze warunki mieszkaniowe, przywileje do podróżowania po planecie i chodzenia po powierzchni kłuły Arabów w oczy. W dodatku w tamtym czasie do Nikozji zjechało mnóstwo ludzi reprezentujących różne grupy, połączonych chęcią świętowania powstania miasta, toteż przez wiele dni większość dzielnic była niezwykle zatłoczona.

Klik, klik…

Przyczyn ówczesnych aktów przemocy nigdy nie udało się wyjaśnić w sposób zadowalający. Niewystarczająca jest, na przykład, teoria Jensena mówiąca, że nikozyjskie zamieszki spowodował wewnętrzny konflikt arabski, zaostrzony toczoną przez Libańczyków wojną o uwolnienie kraju od wpływu Syrii. W tym czasie miały bowiem miejsce również ataki na Szwajcarów i odnotowano sporo przypadkowych aktów przemocy — obu tych spraw nie da się wytłumaczyć opierając się o sam konflikt arabski.

Oficjalne zeznania osób, przebywających tej nocy w Nikozji, nie wyjaśniają w najmniejszym stopniu, co stanowiło zapalnik dla konfliktu. Niektóre raporty sugerują obecność pewnego agent provocateur, którego tożsamości nigdy nie ustalono…

Klik, klik…

O północy, kiedy rozpoczęła się szczelina czasowa, Saxifrage Russell przebywał w kafeterii w śródmieściu, Samantha Hoyle obchodziła mur miejski, a Frank Chalmers i Maja Tojtowna spotkali się w zachodnim parku, gdzie kilka godzin wcześniej wygłaszano przemówienia z okazji święta. W tym czasie w medynie wybuchły już walki. John Boone zszedł centralną aleją, aby sprawdzić przyczynę zamieszek; równocześnie z innej strony w tym samym celu zbliżał się Sax Russell. Około dziesięć minut po rozpoczęciu się szczeliny czasowej, grupa mężczyzn — od trzech do sześciu — osaczyła Boone’a. W publikacjach prasowych czasami określa się ich mianem „Arabów”. Powalili oni Boone’a, a następnie zanieśli go do medyny, zanim którykolwiek ze świadków tego zdarzenia zdołał zareagować. Natychmiastowe poszukiwania Amerykanina nie przyniosły rezultatów i dopiero po upłynięciu szczeliny czasowej, około godziny 12:27 największa grupa poszukiwawcza zdołała zlokalizować rannego na farmie miasta. Zabrano go stamtąd do najbliższego szpitala, na Bulwarze Cyprysów. Russell, Chalmers i Tojtowna pomagali przenieść poszkodowanego…