Maja przeszła za Spencerem przez ogród, weszła do budynku, przedstawiła się konsjerżce — dokładnie tak jak on przyjęła od kobiety klucz, a następnie ruszyła do przydzielonego jej mieszkania. Cały budynek należał do Praxis i niektóre mieszkania w nim funkcjonowały jako tak zwane bezpieczne domy, łącznie z jej mieszkaniem i bez wątpienia także mieszkaniem Spencera.
Spencer i Maja wsiedli razem do windy i, nie odzywając się do siebie, pojechali na trzecie piętro. Mieszkanie Mai dzieliły cztery drzwi od apartamentu Spencera. Rosjanka weszła do środka. Dwa przestronne pomieszczenia, z tego jedno z wnęką kuchenną; poza tym łazienka i pusty balkon. Widok z kuchennego okna rozciągał się na balkon i na odległy lodowiec.
Maja położyła torbę na łóżku i ponownie wyszła na zewnątrz. Skierowała się na rynek, ponieważ chciała sobie kupić coś na kolację. Zakupy zrobiła u sprzedawców przy wozach i pod parasolami, a potem usiadła na ławce, stojącej na trawie, przy gzymsie. Jedząc souvlakie, którą popijała retsiną z maleńkiej butelki, Rosjanka obserwowała, jak wieczorne tłumy powoli przemieszczają się w górę i w dół gzymsu. Najbliższa krawędź lodowego morza znajdowała się mniej więcej jakieś czterdzieści kilometrów od miasta i teraz niemal cały lód — z wyjątkiem części odsuniętej najbardziej na wschód — pokryty był cieniem Hellespontusa: mroczny błękit stopniowo przechodzący na wschodzie w róż zorzy.
W pewnej chwili na ławce obok niej usiadł Spencer.
— Ładny widok — zauważył.
Skinęła głową i jadła dalej. Podsunęła mu butelkę z retsiną, ale odpowiedział:
— Nie, dziękuję.
Mówiąc to, pokazał jej na wpół zjedzone tamale. Maja pokiwała głową i upiła łyk z butelki.
— Nad czym pracujesz? — spytała, przełknąwszy płyn.
— Robię części dla Saxa. Bioceramika, między innymi.
— Dla Biotique?
— Dla jej siostrzanej firmy. Ona Wytwarza Muszelki.
— Co takiego?
— Tak brzmi nazwa tego przedsiębiorstwa. Jednego z wydziałów Praxis.
— Skoro mowa o Praxis… — Maja na krótko spojrzała na Spencera.
— Tak. Sax dość szybko potrzebuje tych części.
— Zrobi z nich broń?
— Tak.
Maja potrząsnęła głową.
— Potrafisz utrzymać go na uwięzi przez jakiś czas?
— Mogę spróbować.
Obserwowali światło słoneczne sączące się z nieba, tryskające na zachód jak płyn. Za nimi światła migotały jeszcze w koronach drzew nad rynkiem, jednak powietrze zaczęło się powoli ochładzać. Maja była zadowołona, że siedzi obok niej stary przyjaciel. Milczenie wydawało jej się przyjemne. Stosunek Spencera do niej stanowił wyraźny kontrast wobec zachowania Saxa; w przyjaznym zachowaniu Spencera Maja wyczuwała przeprosiny za to, że oskarżał ją w pojeździe, gdy odjeżdżali z Kasei Vallis. Miała też wrażenie, że wybacza jej to, co uczyniła Phyllis. Doceniała go. A zresztą Spencer należał do jej „najbliższej rodziny” i cieszyła się, że jest tutaj. Tutaj, gdzie rozpoczynała nowe życie. Nowe miasto, nowe życie — jak wiele nowego zdarzy się teraz?
— Znałeś Franka bardzo dobrze? — zapytała.
— Raczej nie. Nie tak jak ty i John.
— Sądzisz… czy sądzisz, że mógł być zamieszany w zamordowanie Johna?
Spencer nadal patrzył na błękitny lód, pokrywający czarny horyzont. W końcu wziął z ławki stojącą obok Mai butelkę z retsiną i wypił. Potem spojrzał na nią.
— Czy to ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie?
Wcześniej Maja spędziła wiele lat pracując w basenie Hellas i była przekonana, że dzięki swemu niskiemu położeniu teren ten jest wymarzonym miejscem na założenie kolonii. Obecnie kraina leżała tuż ponad jednokilometrowym konturem, który znajdował się wszędzie wokół basenu, w miejscach, które badała jako jedna z pierwszych. W AI miała jeszcze stare notatki na ten temat i teraz, jako Ludmiła Nowosybirskaja, zamierzała zrobić z nich użytek.
Otrzymała pracę w biurze spółki hydrologicznej, która wypełniała basen wodą. Zespół ten stanowił część konglomeratu wielu organizacji, zajmujących się przekształcaniem i eksploatacją basenu; wśród nich znajdowały się towarzystwa naftowe Czarnomorskiej Grupy Gospodarczej, a także rosyjskie przedsiębiorstwo, które wcześniej próbowało wskrzesić Morze Kaspijskie oraz Aralskie. Była wśród nich również spółka Mai — o nazwie Głębokie Wody — która należała do Praxis. Praca Mai wiązała się z koordynacją wielu operacji hydrologicznych w regionie, toteż Rosjanka znowu zamierzała się dostać w samo serce projektu „Hellas”, dokładnie tak samo jak kiedyś, kiedy właśnie ona, Maja, stanowiła siłę napędową całego planu. Powrót po latach był z różnych przyczyn satysfakcjonujący, choć niektóre dokonania wydały się Mai ze wszech miar dziwne: na przykład, fakt, iż „jej” miasto, Low Point (Maja musiała przyznać po latach, że była to źle wybrana lokalizacja) znajdowało się teraz na zewnątrz, z każdym dniem coraz bardziej. To było jasne: zatopiona przeszłość, zatopiona przeszłość, zatopiona przeszłość…
W każdym razie Maja otrzymała pracę i mieszkanie, które wypełniła używanymi meblami, wiszącymi przyborami kuchennymi oraz roślinami w doniczkach. Odessa okazała się miłym miastem. Została zbudowana głównie z żółtego kamienia i brązowej dachówki, a umiejscowiono ją na fragmencie zbocza stożka basenu, które wyginało się do środka bardziej niż inne, tak że z każdej części miasta można było spojrzeć w dół na samo centrum jeszcze suchego nabrzeża; zewsząd rozciągał się także wspaniały widok ponad basenem na południe. W niżej położonych dzielnicach znajdowały się sklepy, miejsca pracy i parki, wyższe natomiast podzielono na pocięte pasami ogrodów kwartały mieszkalne. Odessa leżała tuż nad trzydziestym stopniem szerokości areologicznej południowej, toteż Maja trafiła tu z pełnej jesieni w pełną wiosnę. Teraz towarzyszyło jej duże gorące słońce, które oświetlało swymi promieniami deptaki górnej części miasta i topiło zimowy śnieg na krawędziach lodowej masy oraz wierzchołkach gór Hellespontus na zachodnim horyzoncie lodowego morza. Ładne niewielkie miasteczko.
Mniej więcej miesiąc później od przyjazdu Mai przyjechał z Sabishii Michel i zajął pokoje tuż obok jej mieszkania. Na sugestię Mai zainstalował drzwi łączące ich salony, po czym rozpoczęli wędrówki między dwoma mieszkaniami. Właściwie mieszkali razem, a jednocześnie żyli każde swoim życiem w małżeńskiej atmosferze, której Maja nigdy przedtem nie doświadczyła; obecnie normalność tę uznała za bardzo kojącą. Nie kochała Michela miłością namiętną, ale uważała go za prawdziwego przyjaciela, wspaniałego kochanka i dobrego terapeutę; gdy był obok, czuła się tak, jak gdyby wewnątrz miała kotwicę powstrzymującą ją przed odlotem w świat radosnej hydrologii lub rewolucyjnego ferworu, a także przed zbyt głębokim pogrążeniem się w straszliwe otchłanie politycznej rozpaczy, albo odrazy do samej siebie. Ruch w górę i w dół sinusoidy własnych nastrojów był dla Mai bezradnym drganiem, którego nienawidziła, a więc wysoko sobie ceniła wszystko, co robił Michel w kwestii modulacji tej amplitudy. Nie mieli w mieszkaniach żadnych luster, co wraz z dawkami klomipraminy pomagało złagodzić napady depresji Mai. Jednak jej własne odbicia w dnach garnków i ciemnych nocnych oknach, przypominały jej o wszystkim, co złe. Musiała więc bardzo nad sobą panować, co starała się robić jak najczęściej.