— Sądzę, że nadszedł czas, aby się wydostać poza strefę gór! — oznajmiła Claire. — Mam dość porostów i mdło mi się robi na myśl o mchach i trawach. Nasze turniowe pola na równiku zmieniają się w łąki, mamy już nawet krummholz, wszędzie tam dociera sporo słonecznego światła przez okrągły rok, a ciśnienie atmosferyczne u podnóża skarpy jest tak samo wysokie jak w Himalajach.
— Jak na szczytach Himalajów — poprawił ją Sax, ale natychmiast zamilkł, bowiem przyszło mu do głowy, że wysuwanie tego typu zastrzeżeń bardziej pasuje do Russella. Wcielił się więc ponownie w rolę Lindholma i dodał: — Ale wysoko w Himalajach też rosną lasy.
— Dokładnie. Słuchaj, Stephenie, udało ci się dokonać cudów na tych porostach, odkąd przyłączyłeś się do nas, dlaczego więc wraz z Berkiną, Jessiką i C. J. nie mielibyście zacząć pracować nad roślinami dla terenów położonych niżej. Może uda wam się stworzyć jakieś małe lasy.
W ramach toastu jedno po drugim uczcili ten pomysł kolejną dawką tlenku azotawego, a myśl o słonych, zamrożonych brzegach na terenach zalanych po wybuchach formacji wodonośnych, które zmieniają się w łąki i lasy, nagle wydała im się niezwykle zabawna.
— Potrzebujemy kretów — oświadczył Sax, próbując przybrać poważny wyraz twarzy. — Krety i nornice to organizmy decydujące, gdy chodzi o zmianę turniowych pól w łąki. Zastanawiam się właśnie, czy potrafię stworzyć gatunek arktycznych kretów tolerujących dwutlenek węgla.
Jego towarzysze uznali to stwierdzenie za zabawne, ale Sax był przez chwilę tak zatracony w myślach, że nawet tego nie zauważył.
— Hmm… Claire, jak sądzisz, moglibyśmy pojechać rzucić okiem na jeden z tych lodowców? Wykonać kilka analiz w terenie?
Claire przestała się śmiać i skinęła głową.
— Jasne. Właściwie… coś mi się przypomniało. Na Lodowcu Arena mamy stałą stację eksperymentalną z dobrym laboratorium. Skontaktowała się też z nami grupa biotechnologiczna z Armscoru, jednego z dużych i wpływowych konsorcjów związanych z Zarządem Tymczasowym. Chcą z nami pojechać, aby obejrzeć stację i lodowiec. Zdaje się, że zamierzają zbudować podobną stację w Marineris. Możemy wyjechać razem z tą grupą, pokazać im co nieco, a jednocześnie wykonać trochę roboty w terenie i w ten sposób upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.
Plany tej wycieczki natychmiast skłoniły grupkę przyjaciół do przejścia z Lowen najpierw do laboratorium, a potem do głównego biura. Zgodę otrzymali szybko, jak zwykle w Biotique. Przez następne dwa tygodnie Sax pracował ciężko nad przygotowaniami do prac terenowych, a przy końcu tego intensywnie spędzonego okresu pewnego ranka spakował torbę, wsiadł w kolej podziemną i pojechał do Zachodniej Bramy. Tam, w garażu Szwajcarów dostrzegł parę osób z biura, a w ich otoczeniu kilku obcych. Ciągle jeszcze przedstawiali się sobie. Sax zbliżył się do zebranych. Zobaczyła go Claire i wciągnęła w tłum; wyglądała na bardzo podnieconą.
— Chodź, Stephen, chcę cię przedstawić naszym gościom, którzy jadą z nami na wycieczkę. — W tym momencie obróciła się do nich jakaś kobieta ubrana w wielobarwny strój, a wówczas Claire powiedziała: — Stephen, chciałabym, żebyś poznał Phyllis Boyle. Phyllis, to jest Stephen Lindholm.
— Witam. Jak się pan miewa? — spytała Phyllis, wyciągając rękę.
Sax bez entuzjazmu uścisnął jej dłoń.
— Świetnie, dziękuję — odparł.
Wład przyciął mu struny głosowe, aby zmienić ton jego głosu, gdyby go kiedykolwiek poddawano testom głosowym, ale wszyscy w Gamecie zgodnie przyznawali, że brzmiał niemal dokładnie tak samo. Toteż teraz Phyllis z zainteresowaniem i osobliwą czujnością zadarła głowę i spojrzała na swego rozmówcę.
— Cieszę się na tę wycieczkę — dodał Sax i spojrzał na Claire. — Mam nadzieję, że was nie opóźniam.
— Ależ nie, ciągle jeszcze czekamy na kierowców.
— Ach, tak — wycofał się Sax. — Miło mi panią poznać — powiedział uprzejmie do Phyllis. Skinęła głową i po raz ostatni obrzuciwszy ciekawym spojrzeniem Saxa, odwróciła się znowu do osób, z którymi rozmawiała wcześniej. On próbował skoncentrować się na tym, co Claire mówiła o kierowcach. Najwyraźniej umiejętność prowadzenia rovera na otwartym terenie należała obecnie do zawodów rzadkich i poszukiwanych.
To była naprawdę chłodna reakcja, zganił siebie Sax. A chłód był oczywiście charakterystyczną cechą Russella. Prawdopodobnie na widok Phyllis powinienem wybuchnąć entuzjazmem, pomyślał, powiedzieć, że znam ją ze starych taśm wideo i że podziwiam ją od lat i tak dalej. Chociaż… nie miał najmniejszego pojęcia, jak można podziwiać Phyllis. No cóż, wyszła z tej wojny dość skompromitowana; znalazła się wprawdzie po stronie zwycięzców, ale… Dokonała takiego wyboru jako jedyna przedstawicielka pierwszej setki. Zdrajczyni, czy nie tak się to nazywa? Tak, coś w tym rodzaju. Chociaż właściwie nie była jedyną z pierwszej setki, która tak postąpiła: Wasilij przez cały czas nie ruszył się z Burroughs, a George i Edvard przebywali na Clarke’u wraz z Phyllis, kiedy asteroida oderwała się od kabla i wypadła z płaszczyzny ekliptyki. Prawdę powiedziawszy, zastanowił się, trzeba mieć dużo szczęścia, aby z czegoś takiego wyjść cało. Saxowi nawet nie przyszłoby kiedyś do głowy, że istnieje możliwość przeżycia takiej katastrofy — ale przecież Phyllis stała teraz przed nim w całej okazałości, szczebiocząc z armią swoich wielbicieli. Szczęśliwym trafem już kilka lat temu usłyszał, że przeżyła, w przeciwnym razie obecne spotkanie z nią byłoby dla niego prawdziwym szokiem.
Ciągle wyglądała na jakieś sześćdziesiąt lat, chociaż urodziła się w tym samym roku co on, a więc miała ich teraz sto piętnaście. Srebrnowłosa, błękitnooka, w biżuterii ze złota i krwawnika, w bluzce uszytej z materiału, który promieniował wszystkimi kolorami tęczy — właśnie w tej chwili jej plecy drgały żywym błękitem, a kiedy obracała się, by przez ramię rzucić okiem na Saxa, stawały się szmaragdowozielone. On udawał, że nie zauważa jej spojrzeń.
Wtedy zjawili się kierowcy, po czym wszyscy wsiedli do roverow i odjechali. Phyllis na szczęście znalazła się w którymś z pozostałych pojazdów. Ich rovery były dużymi pojazdami o napędzie hydrazynowym, które bez trudu pędziły betonową drogą na północ, wobec czego nie mógł zrozumieć potrzeby zatrudniania wyspecjalizowanych kierowców, chyba że chodziło o szybkość tych nowych maszyn. Poruszały się bowiem z prędkością około stu sześćdziesięciu kilometrów na godzinę i Saxowi, który jeździł z prędkością najwyżej cztery razy mniejszą, jazda wydawała się szybka i gładka. Jednak inni pasażerowie skarżyli się, że pojazd stale podskakuje i porusza się zbyt wolno — podobno pociągi ekspresowe mknęły teraz po magnetycznych torach w tempie sześciuset kilometrów na godzinę.
Lodowiec Arena znajdował się mniej więcej osiemset kilometrów na północny zachód od Burroughs, spływając z wyżyn Syrtis Major w kierunku północnym ku Utopia Planitia. Biegł w jednej z Arena Fossae przez odległość jakichś trzystu pięćdziesięciu kilometrów. Claire, Berkina i inni w pojeździe opowiadali Saxowi historię lodowca, a on robił, co mógł, aby wydawać się szczerze zaciekawionym. Prawdziwie interesujący był fakt, iż jego towarzysze byli najwyraźniej świadomi, że to Nadia wyznaczyła trasę ciekowi wodnemu, który wypłynął z wysadzonej w powietrze formacji Arena. Podobno pewne osoby, które znajdowały się z Nadią wtedy, gdy kierowała wypływ do Południowej Fossy, opowiedziały o tym zdarzeniu po wojnie. W każdym razie historię tę przekazywano sobie z ust do ust, aż stała się znana wszystkim.