Выбрать главу

Jednakże Phyllis rozkoszująca się obecnie uwagą słuchaczy, z których większość była od niej o wiele młodsza i przynajmniej pozornie zafascynowana jej sławą, ta Phyllis nie należała do osób nadzwyczaj bystrych. Przeciwnie, wydawała się raczej tępawa, nie mająca pojęcia o tym, co naprawdę myślą o niej ludzie. Sax, który w duchu podzielał tę opinię, obserwował teraz kobietę, przywołując na twarz najpiękniejszy uśmiech Lindholma. Demonstracyjne zachowanie Phyllis upewniło go jednak, że jest to osoba próżna i arogancka. A arogancja zawsze oznaczała dla niego głupotę. Chyba że bywała maską, skrywającą czyjąś niepewność, co nie mogło mieć miejsca w tym wypadku. Dlaczego miałaby czuć się niepewnie tak popularna i atrakcyjna osoba? Bo Phyllis z pewnością była atrakcyjna.

Po kolacji wrócili na górę do sali obserwacyjnej na najwyższe piętro i tam pod błyszczącą setkami gwiazd kopułą grupka z Biotique włączyła muzykę. Z głośników popłynęła melodia utworu z gatunku zwanego nuevo calypso, obecnie najmodniejszego rytmu w Burroughs i wielu członków ich zespołu natychmiast przyniosło instrumenty oddając się grze, podczas gdy inni przeszli na środek sali i zaczęli tańczyć. Muzyka miała tempo około stu uderzeń na minutę, co Sax szybko obliczył; rytm ten idealnie pasował do koordynacji ruchów ludzkiego ciała, tylko lekko pobudzając serce. Przypuszczał, że właśnie w tym leży sekret komponowania muzyki tanecznej.

I nagle Phyllis znalazła się u jego boku, chwyciła za rękę, wciągając w krąg tańczących. Sax ledwie zdołał się powstrzymać przed wyrwaniem ręki z jej uścisku, podobnie jak trudno mu było okazać entuzjazm. Jak sięgnął pamięcią, nigdy w życiu nie tańczył. Tyle że jego wspomnienia dotyczyły życia Saxa Russella. Stephen Lindholm na pewno tańczył i to często. Toteż Sax zaczął podskakiwać łagodnie to w górę, to w dół, do taktu, w rytm wystukiwany przez basowy zespół perkusyjny, wywijając przy tym niepewnie ramionami na boki, a równocześnie uśmiechając się do Phyllis, rozpaczliwie symulował odczuwaną przyjemność.

Późnym wieczorem, gdy młodsi pracownicy Biotique ciągle jeszcze tańczyli, Sax zjechał na dół windą, by przywieźć z kuchni kilka torebek mrożonego mleka. Kiedy ponownie wszedł do windy, znajdowała się tam Phyllis, która wracała na górę z piętra mieszkalnego.

— Hej, pozwól że ci pomogę — odezwała się i wyjęła z jego rąk cztery plastikowe torebki. Po chwili pochyliła się (była od niego kilka centymetrów wyższa) i pocałowała Saxa w same usta. On również ją pocałował, ale był to dla niego taki wstrząs, że nie potrafił się wczuć w swoją rolę. Phyllis odsunęła się, a wtedy wspomnienie jej języka w jego ustach zadziałało jak kolejny pocałunek. Sax spróbował opanować zaskoczenie, ale kiedy kobieta roześmiała się, wiedział, że mu się nie udało. — Jak rozumiem, nie jesteś wcale takim donżuanem, na jakiego wyglądasz — oznajmiła, co tylko jeszcze bardziej spłoszyło Saxa.

Szczerze mówiąc, nikt nigdy nie potraktował go w taki sposób. Usiłował wyciszyć emocje, kiedy winda zwolniła i drzwi otworzyły się z sykiem.

W trakcie deseru i przez resztę przyjęcia Phyllis nie zbliżyła się do niego ponownie, ale kiedy rozpoczęła się szczelina czasowa, Sax wszedł do windy, zamierzając wrócić do swego pokoju i kiedy drzwi już się zasuwały, prześlizgnęła się przez nie do środka Phyllis. Gdy tylko winda ruszyła w dół, znowu go pocałowała. Otoczył ją ramieniem i także pocałował, próbując wyobrazić sobie, co zrobiłby Lindholm znalazłszy się w takim położeniu i czy istnieje jakiś sposób wybrnięcia z kłopotliwej sytuacji, bez zbytniego ambarasu. Kiedy winda zwolniła, Phyllis odchyliła się z rozmarzonym spojrzeniem i powiedziała:

— Odprowadź mnie do pokoju. — Zataczając się trochę, Sax szedł, trzymając jej ramie niczym jakiś delikatny sprzęt laboratoryjny. Tak dotarli do jej pokoju, maleńkiego lokum, który nie różnił się od całej reszty tutejszych pokoików. Stojąc w progu znowu się pocałowali, mimo że Sax instynktownie poczuł, iż jest to jego ostatnia szansa ucieczki, której mógłby dokonać z wdziękiem lub bez. A jednak oddał jej pocałunek dość namiętnie, jak zauważył, a wtedy Phyllis odsunęła się od niego i wymruczała: — Skoro już jesteś, może wejdziesz.

Podążył za nią bez protestu.

Musiał przyznać, że jego penis rzeczywiście lekko się uniósł na swej ślepej drodze ku gwiazdom, a wszystkie chromosomy Saxa zaczęły głośno szaleć, okazując niemądrą nadzieję na nieśmiertelność. Minęło już bardzo wiele czasu od chwili, gdy uprawiał miłość z kimś innym niż Hiroko, a spotkania z Japonką, chociaż przyjacielskie i przyjemne, nie były specjalnie namiętne, raczej przypominały dalszy ciąg wspólnej kąpieli dwojga ludzi. Phyllis natomiast, gdy padli na jej łóżko całując się, szarpała jego i swoje rzeczy w gorączkowym podnieceniu i podniecenie to jej partner uznał za swego aktualnego przewodnika. Członek Saxa błyskawicznie wyskoczył z jego spodenek, kiedy Phyllis zsuwała mu je z nóg, jak gdyby ilustrując teorię genu samolubnego, a Sax był w stanie tylko się śmiać i szarpać za długi zamek u dołu jej kombinezonu. Lindholm, wolny od wszelkich zmartwień, powinien wręcz płonąć z pożądania. Wydawało się to jasne jak słońce. I tak też musiał się zachowywać Russell. A poza tym, chociaż nieszczególnie lubił Phyllis, wiele ich łączyło: stara więź pierwszej setki, wspomnienie wspólnie przeżytych lat w Underhill. Pomyślał, że jest coś podniecającego w zamiarze kochania się z kobietą, którą znał tak długo. Wszyscy inni przedstawiciele pierwszej setki kolonistów wydawali się wyraźnie poligamiczni, wszyscy z wyjątkiem Phyllis i jego samego. Teraz więc tych twoje po prostu nadrabiało braki. A w dodatku… Phyllis była naprawdę bardzo pociągająca. Zresztą, poza wszystkim, całkiem przyjemne okazało się dla Saxa także poczucie, że jest przez kogoś tak bardzo pożądany.

Wszystkie te myśli same przychodziły mu do głowy w tym momencie, ale któż by je dokładnie spamiętał w gorączce seksualnego przeżycia. Jednak nagle, tuż po spełnieniu aktu, zaczął się znowu martwić. Czy powinien wrócić do swego pokoju? A może raczej zostać? Phyllis zasnęła z ręką na jego boku, jak gdyby pragnęła sobie zagwarantować, że jej kochanek nie wyjdzie. We śnie każdy człowiek wygląda jak dziecko. Błądził wzrokiem po całym jej ciele, osobliwie wstrząśnięty rozmaitymi dowodami różnic dwóch płci. Oddychać tak spokojnie. Być tak bardzo upragnionym… Jej palce ciągle były zaciśnięte na jego żebrach. Więc został, ale nie spał wiele.

Rzucił się w wir pracy nad lodowcem i otaczającym go regionem. Phyllis również wychodziła czasem w teren, ale zawsze zachowywała się wobec Saxa bardzo dyskretnie. Wątpił, by Claire (albo Jessica!) czy też ktokolwiek inny wiedział, co się między nimi zdarzyło albo raczej zdarzało regularnie co kilka dni. To była kolejna komplikacja: jak zareagowałby Lindholm na manifestowane przez Phyllis pragnienie dyskrecji? Ale… w końcu, nie było to ważne. Lindholm był mniej lub bardziej zmuszony, z powodu swej rycerskości, ustępliwości czy jakiejś innej charakterystycznej dla niego cechy, postępować tak jak postąpiłby Sax. Przedstawiciele pierwszej setki stale ukrywali w tajemnicy swoje romanse, czy to w Underhill, na Aresie czy też na Antarktydzie. A starych przyzwyczajeń trudno się pozbyć.