— Ach! — burknął.
Phyllis roześmiała się jak mała dziewczynka i z afektem go uściskała.
— Daj spokój — upomniała go. — Nieźle się bawiliśmy, prawda? I spotkamy się znowu, kiedy przyjadę do Burroughs albo jeśli ty kiedyś mnie odwiedzisz w Sheffield. Tymczasem, co innego możemy zrobić? Nie bądź smutny.
Sax wzruszył ramionami. To miało naprawdę sens, który trudno byłoby pojąć jedynie najbardziej usychającej z miłości osobie, a on sam nigdy przecież nie udawał aż tak wielkiego uczucia. W końcu, każde z nich przeżyło już na świecie ponad sto lat.
— Wiem — powiedział więc jedynie i posłał jej nerwowy, smutny uśmieszek. — Po prostu przykro mi, że czas mija.
— Tak, tak. — Znowu go pocałowała. — Mnie też. Ale z pewnością spotkamy się znowu, a wtedy zobaczymy.
Skinął głową, ponownie spuszczając oczy. Poznał trudności, z którymi zmagają się aktorzy. Co zrobić? Jak się zachować?
W tym momencie jednak, wylewnie się pożegnawszy, Phyllis odeszła. Sax życzył jej powodzenia, rzucił ostatnie spojrzenie przez ramię i szybko pomachał ręką.
Przeszedł Bulwar Wielkiej Skarpy i ruszył ku Płaskowzgórzu Hunta. Tak więc, stało się. I prawdę mówiąc o wiele łatwiej niż się spodziewał. W gruncie rzeczy zerwanie odbyło się w sposób niewiarygodnie dogodny. Choć musiał przyznać, że gdzieś głęboko w sobie naprawdę czuje leciutką irytację. Patrzył na swoje odbicie w szybach sklepowych, gdy mijał niższe piętra Hunta. Rozpustny, wiekowy staruch. Czy przystojny przy tym? No cóż, chyba tak, cokolwiek to słowo znaczyło. Przystojny dla niektórych kobiet, czasami przystojny… Poderwany przez pewną damę i wykorzystany jako partner do łóżka na kilka tygodni, potem porzucony, gdy nadszedł czas przeprowadzki. Przypuszczalnie coś takiego przydarzyło się już wielu ludziom, bez wątpienia częściej kobietom niż mężczyznom, biorąc pod uwagę nierówności kulturowe i reprodukcyjne. Choć teraz, gdy nie mogło już być mowy o reprodukcji, a kulturę rozbito w drobny mak… Phyllis była właściwie okropna, pomyślał. A poza tym nie miał w zasadzie prawa się skarżyć; zgodził się na wszystko bezwarunkowo i okłamał ją na samym początku, nie tylko co do tego, kim był, ale i na temat tego, co do niej czuł. A teraz uwolnił się od tego romansu i od wszystkiego, co on ze sobą niósł. I od wszelkich związanych z nim zagrożeń.
Czując się radośnie, jak gdyby wdychał tlenek azotawy, poszedł schodami w górę ogromnego atrium Hunta na swoje piętro, a potem korytarzem do przydzielonego mu maleńkiego mieszkanka.
Jakiś czas później tej samej zimy miała miejsce coroczna konferencja na temat projektu terraformingowego. Była to już dziesiąta tego typu narada, nazwana przez organizatorów: „M-rok 38. Nowe rezultaty i nowe kierunki”, i uczestniczyli w niej naukowcy z całego Marsa, razem prawie trzy tysiące osób. Spotkania odbywały się w dużym ośrodku konferencyjnym w Górze Stołowej, a przebywający gościnnie naukowcy zamieszkali we wszystkich hotelach miasta.
Wszyscy z Biotique w Burroughs brali udział w spotkaniach, pędząc następnie z powrotem na Płaskowzgórze Hunta, jeśli prowadzili eksperymenty, których nie chcieli przerwać. Sax był niezwykle zainteresowany wszelkimi aspektami konferencji, co było zupełnie naturalne i czego nie musiał w żaden sposób ukrywać, toteż pierwszego ranka zszedł wcześnie do Parku nad Kanałem, chwycił kubek z kawą i pasztecik, a następnie poszedł na górę do centrum konferencyjnego, gdzie udało mu się stanąć na początku kolejki przy stole rejestracyjnym. Wziął pakiet z programem informacyjnym, przypiął plakietkę z nazwiskiem do marynarki i ruszył przez korytarze z salkami konferencyjnymi, popijając kawę, czytając program na sesję poranną tego dnia i patrząc na tablice z plakatami, umieszczone w wyznaczonych częściach korytarzy.
Właśnie tutaj i po raz pierwszy od tak długiego czasu, że nie potrafił sobie przypomnieć, poczuł się naprawdę w swoim żywiole. Wszystkie konferencje naukowe były właściwie takie same, we wszystkich epokach i miejscach, nawet w sposobie, w jaki ubierali się ich uczestnicy: mężczyźni w tradycyjnych, lekko zniszczonych profesorskich marynarkach, jednolitych, w kolorach ciemnobrązowych, jasnobrązowych lub ciemnordzawych, a kobiety — stanowiące zwykle może trzydzieści procent wszystkich uczestników — w wybitnie bezbarwnych i surowych kostiumach; wiele osób nadal nosiło okulary, mimo że w obecnych czasach rzadko zdarzały się problemy ze wzrokiem, których nie można było zlikwidować poprzez zabieg chirurgiczny. Większość naukowców niosła z sobą pakiety z programami i wszyscy mieli w lewych klapach marynarek lub żakietów plakietki z nazwiskami. Wewnątrz zaciemnionych salek konferencyjnych, które mijał Sax, rozpoczynały się prelekcje i tam również wszystko wyglądało tak samo jak zawsze: mówcy stawali przed ekranami wideo, ukazującymi wykresy, tabele, układy molekularne i tym podobne, przemawiali nienaturalnym tonem zsynchronizowanym z tempem, w jakim przesuwały się obrazy na wideo, używając wskaźników, by zasygnalizować istotne fragmenty przesadnie dokładnych wykresów… Audytorium, złożone z trzydziestu czy czterdziestu kolegów prelegenta najbardziej zainteresowanych omawianą właśnie pracą, siedziało na krzesłach w rzędach obok swych przyjaciół. Wszyscy słuchali z uwagą i przygotowywali pytania, które zamierzali zadać na końcu wystąpienia.
Dla miłośników takiego świata owa sceneria była bardzo przyjemna. Sax wsuwał głowę do kolejnych pomieszczeń, ale żadna z prelekcji nie zaintrygowała go na tyle, by wciągnąć go do środka i wkrótce przyłapał się na tym, że znowu chodzi po korytarzu pełnym tablic z afiszami, które wielokrotnie już oglądał.
„Rozpuszczanie wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych w monomerycznych i micelarnych roztworach środków powierzchniowo czynnych”. „Spowodowane pompowaniem zapadanie się terenu południowych Vastitas Borealis”. „Opór nabłonkowy wobec trzyfazowej kuracji gerontologicznej”. „Zasięg pęknięć poprzecznych formacji wodonośnych w stożkach basenów pouderzeniowych”. „Niskowoltowa elektroporacja plazmidów o długich wektorach”. „Wiatry katabatyczne w Echus Chasma”. „Genom podstawowy nowego gatunku kaktusa”. „Odnowa nawierzchni wyżyn marsjańskich w Amenthes i regionie Tyrrhena”. „Zaleganie warstw azotanu sodowego w Nilosyrtis”. „Metoda oceny zawodowego napromieniowania chlorofenolanami poprzez analizę skażonego ubrania roboczego”.
Jak zawsze, plakaty stanowiły wyborną mieszaninę. Z wielu powodów były raczej afiszami niż tekstami odczytów — często okazywały się pracami magisterskimi studentów z uniwersytetu w Sabishii albo dotyczyły tematów peryferyjnych dla konferencji — jednak można było tam znaleźć wszystko, zaś ich odczytywanie zawsze mogło przynieść bardzo interesujące rezultaty. A na tej konferencji nikt nawet nie próbował pogrupować plakatów w korytarzach tematycznie, toteż „Rozsianie Rhizocarpon geographicum we wschodnich Charitum Monies”, opisujące bogactwo rosnących na dużych wysokościach krzyżowych porostów, które mogły dożyć czterech tysięcy lat, wisiało naprzeciwko „Pochodzenia drobnego śniegu w cząsteczkach soli znalezionych w chmurach pierzastych, średnich warstwowych oraz średnich kłębiastych w cyklonicznych wirach na północnej części Tharsis”, stanowiącego dość ważne studium meteorologiczne.