Выбрать главу

Sax nie uważał takiego rozwiązania problemu za zbyt rozsądny. Bardziej preferował swój własny model jednofazowy, osiągający ostateczny cel w sposób bezpośredni.

Model ten oznaczał, że zawsze brakowało im trochę ciepła, ale Sax uznał, że warto ponieść taką cenę w perspektywie plusów, jakie daje cały projekt. Zrobił też, co mógł, aby znaleźć zamiennik ciepła, które dodawało dwutlenek węgla, jak na przykład mohole. Niestety, Borazjani oszacował ciepło uwolnione przez mohole dość nisko; razem wziąwszy, dodały jego zdaniem może z pięć stopni Kelvina do średniej temperatury planety. Cóż, nie ma o czym mówić, pomyślał Sax, wystukując notatki na klawiaturze komputera: prawda jest taka, że jedynym dobrym źródłem ciepła jest słońce. Dlatego właśnie sam od początku tak bardzo optował za wprowadzeniem zwierciadeł orbitujących, które co roku się powiększały, kiedy żaglowce słoneczne docierały z ziemskiego Księżyca, gdzie w bardzo efektywnym procesie produkcyjnym wytwarzano je z księżycowego aluminium. Te floty, powiedział Borazjani, stały się na tyle duże, by dodać do średniej temperatury atmosferycznej również jakieś pięć stopni Kelvina.

Zmniejszenie albedo, działanie, które nigdy nie było specjalnie energicznie wypełniane, dodało kolejne dwa stopnie, a mniej więcej dwieście reaktorów atomowych rozproszonych po całej planecie jeszcze jeden stopień i pół.

Teraz Borazjani przeszedł do omówienia mieszanki gazów oranżeriowych, jednak zamiast powiedzieć o dwunastu stopniach z plakatu Simmona, oszacował całość na czternaście kelvinow i, aby wesprzeć swoje twierdzenie, przytoczył napisaną przed dwudziestu laty rozprawę J. Watkinsa. Sax dostrzegł Berkinę, który siedział w tylnym rzędzie tuż przed nim i teraz przesunął się do przodu, pochylił niemal dotykając ustami ucha kolegi i wyszeptał pytanie:

— Dlaczego nie korzysta z pracy Simmona?

Berkina uśmiechnął się i odszepnął:

— Kilka lat temu Simmon opublikował rozprawę, w której zaczerpnął od Borazjaniego bardzo skomplikowany wykres oddziaływania ultrafioletowego węglowodoru. Lekko go tylko zmodyfikował i za pierwszym razem przypisał go Borazjaniemu, jednak w późniejszych publikacjach cytował już tylko własną wcześniejszą dysertację. Fakt ten rozgniewał Borazjaniego i teraz twierdzi, że rozprawy Simmona na ten temat są pochodną prac Watkinsa, więc kiedykolwiek wspomina o ogrzewaniu planety, odnosi się do tekstu Watkinsa, udając, że badania Simmona nie istnieją.

— Ach tak — powiedział Sax. Wyprostował się i uśmiechnął wbrew sobie na myśl o subtelnej, wyrafinowanej zemście aktualnego prelegenta. A przecież Simmon siedział po drugiej stronie sali, intensywnie marszcząc brwi.

Wówczas Borazjani przeszedł do omawiania efektów grzewczych pary wodnej i dwutlenku węgla, który uwalniano w atmosferę, co ocenił razem jako dodanie kolejnych dziesięciu stopni Kelvina.

— Co nieco z tego można by nazwać efektem synergistycznym — mówił — ponieważ desorpcja dwutlenku węgla jest głównie rezultatem innego ocieplania. Ale moim zdaniem działanie synergistyczne nie jest specjalnie ważnym czynnikiem. Suma ogrzewania wytworzonego przez wszystkie poszczególne, omówione już przeze mnie, metody odpowiada mniej więcej temperaturze obwieszczanej przez komunikaty meteorologiczne z całej planety.

Ekran wideo pokazał teraz końcową tabelkę i Sax zrobił uproszczoną jej kopię w swoim komputerze:

Dane Borazjaniego, 14 drugi luty, 2102 rok:

węglowodory: 14

H2OiCO2: 10

mohole: 5

zwierciadła przed solettą: 5

redukcja albedo: 2

reaktory atomowe: 1,5

Borazjani nawet nie włączył w swoje rozważania wiatraków grzewczych, więc Sax sam je dopisał na notebooku. Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, wyszło mu 37,55 stopni Kelvina, co było krokiem bardzo chwalebnym, jak pomyślał, w dążeniu ku ostatecznemu celowi, czyli pięćdziesięciu trzem stopniom na plus. Zajęło im to tylko sześćdziesiąt lat i obecnie w większość letnich dni panowała temperatura powyżej zera Celsjusza, co pozwalało rozwijać się arktycznemu i alpejskiemu życiu roślinnemu, jak sam widział na terenie Lodowca Arena. A wszystko to stało się jeszcze przed wprowadzeniem na orbitę soletty, która zwiększyła nasłonecznienie o dwadzieścia procent.

Zaczęły padać pytania i ktoś poruszył właśnie temat soletty, pytając Borazjaniego, czy myśli on, że jest konieczna, jeśli się weźmie pod uwagę, co udało się już osiągnąć innymi metodami.

Borazjani wzruszył ramionami dokładnie w taki sposób, jak zrobiłby to Sax, gdyby jego o to zapytano.

— Co to właściwie znaczy konieczna? — odpowiedział chemik pytaniem na pytanie. — Wszystko zależy od tego, jak bardzo chcemy podnieść temperaturę. Według modelu standardowego, zainicjowanego przez Russella w Echus Overlook, ważne jest utrzymanie limitu dwutlenku węgla na jak najniższym poziomie. Jeśli będziemy tak postępować, wówczas konieczne stanie się stosowanie także innych metod, aby skompensować stratę ciepła, które wniósłby dwutlenek węgla. Solettę można by uznać za taki kompensator przy ostatecznej redukcji dwutlenku węgla do poziomu, w którym człowiek zdolny byłby oddychać.

Słysząc te słowa, Sax wbrew sobie pokiwał głową.

Wówczas podniosła się następna osoba i zapytała:

— Czy nie sądzi pan, iż standardowy model jest nieodpowiedni, biorąc pod uwagę ilość posiadanego azotu?

— Nie, skoro cały ten azot zostanie wysłany w atmosferę.

W rzeczywistości było to nieprawdopodobne wręcz osiągnięcie, co pytający szybko zresztą wskazał. Spory procent całości powinien pozostać w glebie, istotnie był tam wręcz niezbędny dla rozwoju roślin. Tak więc brakowało im azotu, o czyni zresztą Sax zawsze bardzo dobrze wiedział. I jeśli mieli utrzymać ilość dwutlenku węgla na najniższym możliwym poziomie, procent tlenu w powietrzu pozostawał na niebezpiecznie — ze względu na swą łatwopalność — wysokim poziomie.

Wtedy wstała kolejna osoba i oświadczyła, że można by wyrównać brak azotu, uwalniając inne gazy szlachetne, przede wszystkim argon. Sax zacisnął usta: wprowadzał argon do atmosfery od roku 2042, kiedy wiedział, że prędzej czy później zetknie się z tym problemem, a w regolicie znajdowały się znaczące ilości tego pierwiastka. Jednakże nie było łatwo je uwolnić, jak zauważyli w tamtych czasach współpracujący z nim inżynierowie i co teraz wskazywały różne osoby. Nie, nie, równowaga gazowa w atmosferze stanowiła naprawdę poważny problem.

Wstała jakaś kobieta i zauważyła, że grupa konsorcjów ponadnarodowych koordynowanych przez Armscor buduje system wahadłowców kursowych, które mają zbierać azot z prawie czysto azotowej atmosfery Tytana, skraplać go, przywozić na Marsa i umieszczać w górnej partii atmosfery. Sax zamrugał oczyma na to stwierdzenie, po czym dokonał pewnych szybkich obliczeń na komputerze. Gdy zobaczył wynik, natychmiast gwałtownie uniósł brwi. Trzeba by mnóstwa kursów, by osiągnąć zamierzony rezultat albo statki musiałyby być niesamowicie wielkie. Niesłychane, pomyślał, że ktoś chce w coś takiego inwestować.

Teraz ponownie dyskutowano na temat soletty. Miała ona rzeczywiście zdolność kompensowania tych pięciu czy ośmiu stopni Kelvina, które zostałyby stracone, gdyby wytrącono z powietrza aktualną ilość dwutlenku węgla, a prawdopodobnie mogłaby dodać do atmosfery nawet jeszcze więcej ciepła. Teoretycznie, jak Sax obliczył na komputerze, podniosłaby temperaturę nawet o dwadzieścia dwa kelviny. Ktoś zauważył też, że samo wytrącanie wcale nie jest proste. Stojący obok Saxa mężczyzna z laboratorium Subarashii wstał wówczas i oświadczył, że pogadanka na temat soletty i soczewki napowietrznej, połączona z prezentacją, będzie miała miejsce później na konferencji, gdzie zostaną wyjaśnione niektóre z tych punktów. Zanim mężczyzna usiadł, dodał coś jeszcze o poważnych usterkach modelu jednofazowego, z powodu których należałoby uznać za obowiązujący model dwufazowy.