Desmond wzruszył ramionami i nic nie odpowiedział, a Saxowi przyszło do głowy, że jego rozmówca, który spędził większą część dwudziestego pierwszego wieku żyjąc z kradzieży, mógł uznać takie skrupuły za trochę przesadne.
— Nie ukradniesz tych rzeczy ludziom — odezwał się w końcu Desmond. — Ukradniesz je konsorcjum ponadnarodowemu, które zarządza Biotique.
— Ale w tym wypadku chodzi o firmę szwajcarską i Praxis — zaoponował Sax. — A Praxis nie jest wcale taka zła. W gruncie rzeczy jest to dość luźna organizacja egalitarna, która mocno mi się kojarzy z ideami Hiroko.
— Tak, tylko że zapominasz o jednej sprawie. Praxis jest częścią globalnego systemu, rządzonego przez niezbyt dużą oligarchię. Trzeba pamiętać o kontekście.
— Och, wierz mi, bardzo dobrze o nim pamiętam — mruknął Sax, przypominając sobie swoje bezsenne noce. — Ale musisz także dostrzegać różnice.
— Tak, tak. Jedną z tych różnic jest to, że Hiroko potrzebuje tych materiałów i nie może ich w żaden sposób wytworzyć, ponieważ musi się ukrywać przed policją, która jest na usługach twoich cudownych konsorcjów.
Sax zmrużył oczy, wyrażając niezadowolenie.
— Poza tym kradzież materiałów należy do nielicznych działań partyzanckich, jakie nam obecnie pozostały — kontynuował Desmond. — Hiroko przyznaje rację Mai, że jawny sabotaż to po prostu oświadczenie, że na Marsie istnieje podziemie oraz zaproszenie do akcji odwetowej i zniszczenia półświata. Lepiej po prostu zniknąć na jakiś czas, powiedziała mi moja japońska przyjaciółka… Może wówczas tamci pomyślą, że nigdy nie było nas aż tak wielu.
— Dobry pomysł — zgodził się Sax. — Ale zaskakuje mnie, że robisz to, co ci każe Hiroko.
— Bardzo zabawne — odciął się Desmond, krzywiąc twarz. — Tak czy owak, ja również uważam, że to dobry pomysł.
— Naprawdę?
— Nie. Załóżmy, że mi to wmówiła. Cóż, może rzeczywiście wyjdzie nam to na dobre… Ale wracając do tematu: jest wiele materiałów do zdobycia.
— Czy tego rodzaju kradzież nie jest sygnałem dla policji, że nadal istniejemy?
— Z pewnością nie. Jest to akcja tak powszechna, że nie zauważą nas w tle. Mamy wielu ludzi wewnątrz systemu, którzy wykonują dla nas tę robotę.
— Na przykład ja.
— Tak, tylko że ty nie robisz tego dla pieniędzy, zgadza się?
— Nadal mi się to nie podoba.
Desmond roześmiał się, ukazując kamienne kły oraz osobliwą asymetryczność szczęki i całej dolnej części twarzy.
— To syndrom zakładnika. Pracujesz z nimi, więc poznajesz ich i zaczynasz odczuwać do nich sympatię. Jednak musisz stale pamiętać, co tu robimy. Daj spokój, skończ tego kaktusa, a pokażę ci parę rzeczy, których jeszcze nie widziałeś, tu, w samym Burroughs.
Rozległy się odgłosy zamieszania, gdy kula lodowa, uderzywszy w drugi brzeg, wtoczyła się na trawę i przewróciła jakiegoś starego człowieka. Gracze wiwatowali, podnosząc na rękach wykonawczynię celnego rzutu, natomiast grupa osób otaczających staruszka rzuciła się z impetem w kierunku najbliższego mostu.
— To miejsce staje się zbyt hałaśliwe — ocenił Desmond. — Dokończ i chodźmy stąd.
Sax wypił płyn, podczas gdy Desmond po raz ostatni zaciągnął się gazem z inhalatora. Potem szybko wyszli i oddalili się ścieżką nad kanałem w górę, nie chcieli bowiem zostać wciągnięci w utarczkę. W trakcie półgodzinnej przechadzki minęli rzędy kolumn Bareissa, przeszli przez Park Księżnej, gdzie skręcili w prawo i zaczęli wpinaczkę po stromej, szerokiej, trawiastej pochyłości Bulwaru Tota. Za Górą Stołową skręcili w lewo, zeszli węższym pokosem ulicznej trawy i udali się do najbardziej na zachód wysuniętej części ściany namiotowej, która rozciągała się w duży łuk wokół Płaskowzgórza Czarna Syrta.
— Popatrz, znowu budują stare, trumienne kwatery dla robotników — zauważył Desmond. — Tak wygląda obecnie standardowe mieszkanie Subarashii i zobacz, jak te budowle są wkomponowane w płaskowzgórze. Po założeniu Burroughs w Czarnej Syrcie była fabryczka przetwarzająca pluton, która wówczas znajdowała się w pewnej odległości od miasta. A teraz Subarashii buduje kwatery dla swoich robotników tuż przy niej, nie mówiąc już o tym, że praca tych ludzi polega na doglądaniu procesu przetwarzania i przemieszczaniu odpadów na północ od Nili Fossae, gdzie wykorzystają je prędkie reaktory całkowe. Kiedyś tego typu operacje sprzątania były prawie całkowicie zautomatyzowane, ale okazało się to zbyt kosztowne. Stwierdzono więc, że dużo taniej będzie, jeśli większość prac wykonają ludzie.
— Ale promieniowanie… — zaczął Sax, mrugając oczyma.
— Oczywiście — odparł Desmond ze swoim barbarzyńskim uśmieszkiem. — Ci ludzie przyjmują rocznie czterdzieści remów.
— Żartujesz!
— Nie żartuję. Pracodawcy mówią o tym robotnikom wprost i kiepsko im płacą, ale po trzech latach robotnicy dostają premię, którą jest kuracja.
— Czy gdyby nie wykonywali tej pracy, nie otrzymaliby kuracji?
— Kuracja jest niezwykle droga, Sax. Istnieją długie listy osób oczekujących w kolejce. A w ten sposób można wskoczyć na listę i mieć kurację za darmo.
— Ale czterdzieści remów! I nie można być pewnym, czy kuracja naprawi szkody przez nie poczynione!
— My o tym wiemy — rzekł Desmond z nachmurzoną miną. Nie było potrzeby przypominać o sprawie Simona. — Ale oni nie.
— I Subarashii robi to tylko po to, by obniżyć koszty?
— To ważne w tak wielkiej inwestycji kapitałowej, Sax. Liczy się każdy rodzaj oszczędności. Kanalizacja w Czarnej Syrcie to część tego samego systemu co, na przykład, klinika medyczna, trumny i elektrownie w płaskowzgórzu.
— Żartujesz.
— Nie. Moje żarty nigdy nie są aż takie ponure.
Zbył te słowa milczeniem.
— Zrozum — kontynuował Desmond — nie istnieją już żadne nadzorcze agencje. Nie ma też żadnych kodeksów czy czegoś takiego. To jest właśnie największy sukces konsorcjów ponadnarodowych, osiągnięty w sześćdziesiątym pierwszym — tworzą teraz swoje własne zasady. A ty dobrze wiesz, jakie są te ich zasady.
— Ależ to po prostu głupota.
— Cóż, sam rozumiesz, tym szczególnym wydziałem Subarashii kierują Gruzini, którzy przeżywają intensywnie renesans czasów stalinowskich. To patriotyczny gest, rządzić swoim państwem tak głupio jak to tylko możliwe. Zresztą… to oznacza również interes. A poza tym najwyższe kierownictwo Subarashii stanowią wciąż Japończycy, którzy nadal zapewne wierzą, że Japonia jest wielka dzięki wytrzymałości i nieustępliwości jej obywateli. Twierdzą, że co przegrali w drugiej wojnie światowej, odebrali sobie w 2061 roku. Jest to najbardziej brutalne konsorcjum na Marsie, a wszystkie pozostałe naśladują jego poczynania z dużym sukcesem. Praxis to absolutny wyjątek, jeśli chodzi o metody, musisz o tym pamiętać.
— Więc nagrodzimy ich, okradając.
— Sam zdecydowałeś się pracować dla Biotique. Może powinieneś zmienić pracę.
— Nie.
— Sądzisz, że możesz zdobyć te materiały od którejś z firm Subarashii?
— Nie.
— A z Biotique tak.
— Być może. Chociaż system bezpieczeństwa jest tam dość szczelny.
— Ale mógłbyś to zrobić?
— Prawdopodobnie. — Sax zastanowił się. — Jednakże chcę czegoś w zamian.
— Tak?
— Zabierzesz mnie samolotem, abym mógł się przyjrzeć strefie ogrzewanej przez solettę?
— Oczywiście! Sam chciałbym ją zobaczyć jeszcze raz.