Wjeżdżając powoli z dna na wzniesienie zewnętrznego brzegu podróżnicy pokonali zaokrąglone kolanko doliny, żebrowe pasmo i koliste wały kraterów na wzniesieniu wewnętrznego brzegu. Były to najwydatniejsze cechy tego terenu, który stanowił krajobraz bardzo atrakcyjny dla oka, swym przestronnym majestatem przywodzący na myśl region Burroughs, a wielki łuk głównego kanału, który właśnie zaczynał się wypełniać płynącą wodą, zapewne stanie się niebawem płytką wstążeczką strumienia, płynącego nad kamykami i co tydzień żłobiącego nowe koryta i wysepki…
Na razie jednak znajdowała się w dolinie baza sił bezpieczeństwa konsorcjów ponadnarodowych. Dwa kratery na wewnętrznym brzegu pokryto namiotami, podobnie jak duże odcinki siatkowego terenu na brzegu zewnętrznym i część głównego kanału po obu stronach żebrowej wysepki; tyle że żadnego z tych miejsc nigdy nie pokazano na wideo ani nie wspomniano o nich w wiadomościach. Nie było ich nawet na mapach.
Spencer jednak przebywał tu od samego początku budowy i z jego nieczęstych raportów podróżnicy wiedzieli, dla jakich celów budowano to miasto. Obecnie prawie wszystkie osoby, które uznano za winne jakiegokolwiek przestępstwa na Marsie, wysyłano na pas asteroid, gdzie odpracowywały swe wyroki na statkach eksploatacyjnych, ale niektórzy z członków Zarządu Tymczasowego pragnęli posiadać więzienie również na samej planecie, i było nim właśnie Kasei Vallis.
Przed wjazdem do doliny Michel i Kojot ukryli swe kamienne pojazdy wśród grupki głazów narzutowych, po czym Kojot ponownie przestudiował komunikaty meteorologiczne. Maja wściekała się na tę zwłokę, ale Kojot ignorował jej gniew.
— To nie będzie łatwe zadanie — oznajmił jej surowo — a w pewnych okolicznościach może okazać się wręcz niemożliwe. Musimy czekać na wsparcie i sprzyjającą pogodę. Działamy według planu, który pomogli mi kiedyś stworzyć Spencer i właśnie Sax… Plan jest bardzo pomysłowy, ale muszą zostać spełnione pewne warunki wstępne.
Powiedziawszy to wrócił do pracy, lekceważąc całą grupę. Mówił do siebie lub prowadził wideotelefoniczne konsultacje; jego ciemna, szczupła twarz połyskiwała w świetle ekranów. Prawdziwy alchemik, pomyślał Michel, alchemik mamroczący coś pod nosem, jak gdyby pochylał się nad alembikiem albo tyglem, tworzący wielkie przeobrażenia całej planety… Potężny człowiek. A teraz skupiony na pogodzie. Wyglądało na to, że odkrył dominujące wzorce w prądzie strumieniowym, połączone z jakimiś newralgicznymi punktami w krajobrazie.
— To jest kwestia skali pionowej — wyjaśnił obcesowo Mai, która zadając kolejne pytania, zaczynała przypominać Arta Randolpha. — Ta planeta ma trzydziestokiloinetrową rozpiętość liniową od najwyższego szczytu do najniższej depresji. Rozumiesz? Trzydzieści tysięcy metrów! Więc muszą tu wiać silne wiatry.
— Takie jak mistral — podsunął Michel.
— Tak. Wiatry katabatyczne. A jeden z najsilniejszych z nich opada właśnie tutaj, na Wielką Skarpę.
Dominujące wiatry w tym regionie były jednakże stałymi wiatrami zachodnimi. Kiedy uderzały w urwisko Echus, wówczas wyzwalały się wznoszące prądy wstępujące i lotnicy mieszkający w Echus Overlook wykorzystywali je dla sportu, latając całymi dniami w szybowcach lub na lotniach. Jednak dość często przesuwały się przez ten rejon także układy cykloniczne, przynoszące wiatr ze wschodu, a kiedy zdarzała się taka sytuacja, zimne powietrze pędziło przez pokryty śniegiem płaskowyż Lunae, rozpraszając śnieg; stawało się coraz gęstsze i chłodniejsze, aż cała śnieżna pokrywa pod nim zaczynała przewalać się przez przełęcze w krawędzi wielkiej skalnej ściany, a wówczas wiatry opadały jak lawina.
Od dłuższego czasu Kojot interesował się cyrkulacją wiatrów katabatycznych i własne obliczenia doprowadziły go do przekonania, że jeśli warunki będą odpowiednie — pojawią się ostre kontrasty temperaturowe i zaawansowany ze wschodu na zachód ślad nadchodzącej na płaskowyż burzy — wtedy wystarczy bardzo niewielka interwencja w pewnych miejscach, by prądy zstępujące zmieniły się w pionowe tajfuny, które z hukiem popędzą w dół do Echus Chasma, uderzając z ogromną siłą na północ i na południe. Kiedy Spencer zdobył dla grupy informacje na temat struktury i przeznaczenia nowej osady w Kasei Vallis, Kojot od razu postanowił spróbować znaleźć środki do przeprowadzenia takiej interwencji.
— Ci idioci zbudowali swoje więzienie w tunelu powietrznym — mruknął w pewnej chwili, w odpowiedzi na indagacje Mai. — A więc my stworzymy fen. Czy też raczej coś w rodzaju zapalnika, który wywoła fen. Zakopiemy kilka pojemników z azotanem srebra na szczycie urwiska. Takie wielkie potwory jak miejscowe żyły strumieniowe… Potem uruchomimy lasery, które rozpalą powietrze tuż nad strefą cieku. To stworzy nieprzyjazny gradient ciśnieniowy i spiętrzy normalny wypływ, tak że będzie silniejszy, gdy w końcu się przełamie. Wszędzie w dole skalnego lica urwiska są umieszczone materiały wybuchowe, które wepchną pył w wiatr i sprawią, że powietrze stanie się cięższe. Widzisz, wiatr podgrzewa opadające powietrze i spowalnia je trochę, jeśli nie jest tak pełne śniegu i pyłu. Zszedłem tym urwiskiem pięć razy, aby wszystko zorganizować, powinnaś była to zauważyć… Także po to, by odpowiednio skierować feny. Rzecz jasna, moc całej aparatury jest niemal nieistotna w porównaniu z całkowitą siłą wiatru, ale sama rozumiesz, że głównym kluczem do uzyskania pożądanej pogody jest analiza czułości całego systemu i nasz komputer wyznacza teraz miejsca, w których trzeba stworzyć wstępne warunki, aby osiągnąć zamierzony efekt. A przynajmniej mamy nadzieję, że go osiągniemy.
— Nie wypróbowałeś jeszcze tego? — spytała Maja.
Kojot popatrzył na nią.
— Zrobiliśmy symulację na komputerze. Wszystko przebiega zgodnie z planem. Jeśli zapewnimy wstępne warunki w postaci wiatrów cyklonicznych, przetaczających się nad Lunae z prędkością stu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, wówczas zobaczysz, co się stanie.
— Ludzie w Kasei muszą chyba wiedzieć o tych katabatycznych wiatrach — zauważył Randolph.
— Wiedzą. Tyle że obliczyli, iż wiatry te pojawiają się raz na tysiąclecie, a naszym zdaniem można je wywołać w każdej chwili, muszą tylko zaistnieć optymalne ku temu warunki wstępne.
— Klimatologia partyzancka — stwierdził Art, uciekając wzrokiem. — Jak to nazywacie? Klimatażem? Szturmem klimatycznym? Meteorologią ofensywną?
Kojot udawał, że go ignoruje, chociaż Michel dostrzegł pod przesłaniającymi twarz dredlokami szybki uśmieszek.
Jednakże system Kojota mógł zadziałać tylko przy właściwych warunkach wstępnych, toteż na razie podróżnikom nie pozostawało nic innego, jak tylko siedzieć, czekać i mieć nadzieję, że warunki te zaistnieją.
Podczas tych długich godzin Michelowi wydawało się, że Kojot próbuje za pomocą ekranu narzucić swój projekt niebu.
— No dalej — popędzał pogodę niezmordowany mały człowieczek. Mruczał przez cały czas pod nosem, a nos przytykał aż do szkła monitora. — Pchaj, pchaj. Przejdź to wzgórze, ty paskudny wietrze. No dalej, jedno podgarnięcie i skręt, spiralne zwarcie… No, chodź!