— Miło cię poznać — oświadczył. — Wiele o tobie słyszałem.
— Poszło naprawdę dobrze — opowiadał Kojot, usiłując przekrzyczeć chór wrzaskliwych protestów Kaseia, Arta i Nirgala. Ściśle rzecz biorąc, przecież ledwie udało się im ujść z życiem, gdy czołgali się po wewnętrznym brzegu, gdy próbowali przetrwać tajfun i ataki przerażonych policjantów wewnątrz namiotu… Gdy usiłowali odnaleźć pojazd, a tymczasem Art próbował znaleźć ich samych…
Piorunujące spojrzenie Mai szybko przerwało zabawę. Właściwie, po wstępnej radości z powodu spotkania, stało się oczywiste, że w jej pojeździe nie wszystko jest w porządku. Sax został wprawdzie uratowany, ale stało się to trochę zbyt późno. Torturowano go, wyjaśniła im lakonicznie Maja. A ponieważ wciąż nie odzyskał przytomności, nie sposób było stwierdzić, jak poważne są urazy.
Nirgal przeszedł na tyły przedziału, aby obejrzeć rannego. Sax leżał bez czucia na kanapce, a jego pokiereszowana twarz sprawiała szokujące wrażenie. Michel dopiero się obudził i usiadł. Lekko zamroczony, zupełnie nie wiedział, co się wokół dzieje. Maja i Spencer najwyraźniej byli ze sobą skłóceni; niczego wprawdzie nie wyjaśniali, ale traktowali się wzajemnie z demonstracyjną obojętnością. Maja była w zdecydowanie paskudnym nastroju. Nirgal przypomniał sobie, co myślał na temat Rosjanki, kiedy był dzieckiem, chociaż teraz wyglądała ona bez porównania gorzej: twarz o bardzo surowym wyrazie, a usta zaciśnięte w ledwie powstrzymywanej wściekłości.
— Zabiłam Phyllis — oznajmiła Kojotowi.
Zapadło milczenie. Nirgal poczuł, że ma zimne ręce. Spoglądając na innych odniósł wrażenie, że wszyscy czują się nieswojo. Maja była jedyną kobietą wśród nich, a równocześnie jedyną zabójczynią; przez sekundę wszyscy czuli się naprawdę dziwnie, zapewne Maja także, która patrzyła na nich z góry, mając w pogardzie tchórzów. Zachowanie współtowarzyszy nie było racjonalne ani nawet w pełni świadome — jak odkrył Nirgal, przypatrując się poszczególnym twarzom — a raczej wyrażało jakiś atawizm, coś instynktownego i biologicznego. Tak czy owak, ponieważ nie odpowiedzieli na jej słowa, Maja także milczała chłodna i wyniosła, wciąż z tą samą pogardą dla ich strachu, rzucająca tylko wściekłe spojrzenia z nieludzką wrogością orlicy.
Kojot podszedł do niej, wspiął się na palce, chcąc pocałować w policzek, ale osadziło go straszliwe, piorunujące spojrzenie Mai.
— Zrobiłaś dobrze — stwierdził, chcąc położyć dłoń na jej ramieniu, ale na to również nie pozwoliła. — Uratowałaś Saxa.
— Wysadziliśmy w powietrze urządzenie, do którego podłączyli Saxa. Nie wiem, czy udało się nam zniszczyć rejestry. Prawdopodobnie nie. Wiedzą, że mieli go u siebie i że został przez kogoś odbity. Nie ma więc powodu świętować. Teraz będą nas ścigać przy użyciu wszelkich możliwych środków.
— Nie sądzę, żeby byli zbyt dobrze zorganizowani — zasugerował Art.
— Zamknij się — krzyknęła na niego Maja.
— No cóż, proszę bardzo, ale zauważ, że teraz, kiedy już o was wiedzą, nie musicie aż tak się ukrywać, zgadza się?
— Jednym słowem, wracamy do świata interesów — wymamrotał Kojot.
Przez cały następny dzień jechali razem na południe. Mogli sobie na to pozwolić, bowiem unoszący się pył, przerywany katabatyczną wichurą wystarczał, by ukryć ich obecność przed satelitarnymi kamerami. Nadal odczuwali napięcie; Maję opanowała ponura furia, nie sposób było się do niej odezwać. Michel obchodził się ze swą przyjaciółką niczym z nie rozbrojoną bombą. Bezskutecznie usiłował ją przekonać, aby skoncentrowała się wyłącznie na sprawach wynikających z sytuacji w danej chwili, dzięki czemu mogłaby zapomnieć tamtą potworną noc, spędzoną na zewnątrz. Jednak patrząc na nieprzytomnego Saxa, który — z powodu licznych siniaków przypominał szopa — leżał na kanapce w przedziale mieszkalnym, niełatwo było im zapomnieć.
Nirgal przez cały czas siedział przy chorym, godzinami trzymając płasko dłoń na jego żebrach albo na czubku głowy. W tym momencie nic więcej nie można było zrobić. Mimo że nie widział jego — teraz czarnych — oczu, i tak nie miał wrażenia, że leżący mężczyzna, to Sax Russell, ten którego pamiętał od dziecka. A poza tym ślady fizycznej przemocy na ciele poszkodowanego stanowiły przerażający obraz i dowodnie świadczyły o tym, że przedstawiciele podziemia z pewnością mają na świecie śmiertelnych wrogów. W ostatnich latach wielokrotnie zastanawiał się nad tą kwestią, toteż widok Saxa był dla niego czymś paskudnym, wręcz obrzydliwym: nawet nie chodziło o to, że oni sami mają wrogów, ale o coś więcej — o fakt, że istnieją osoby, które są zdolne do wszystkiego, bez skrupułów mogące komuś wyrządzić największą krzywdę… że zawsze w historii zdarzali się tacy ludzie, choć dotąd o ich postępkach świadczyły tylko nie do końca wiarygodne — dla Nirgala — relacje. Teraz ci ludzie stali się autentyczni, a Sax uosabiał tylko jedną z milionów ofiar.
Podczas snu głowa Russella przetaczała się bezwładnie z boku na bok.
— Zamierzam dać mu zastrzyk z pandorfiny — oświadczył Michel. — Jemu, a potem samemu sobie.
— Z jego płucami dzieje się coś złego — stwierdził Nirgal.
— Naprawdę? — Michel przyłożył ucho do piersi Saxa, słuchał przez jakiś czas, a potem syknął. — Masz rację, jest tam jakiś płyn.
— Co oni mu zrobili? — spytał Nirgal Spencera.
— Rozmawiali, a jednocześnie pozbawiali przytomności. No wiesz, bardzo precyzyjnie zlokalizowali szereg ośrodków pamięciowych w hipokampusie, a następnie potraktowali Saxa narkotykami i zastosowali bardzo krótką stymulację ultradźwiękami. Użyli szybkiego przekaźnika obrazu rezonansu magnetycznego, aby obserwować swoje poczynania… No cóż, osoby poddane takim zabiegom odpowiadają po prostu na wszystkie pytania, jakie się im zada, często przemawiając długo i rozwlekle. Właśnie w taki sposób pracowali nad Saxem, kiedy zerwał się wiatr, a my przerwaliśmy dopływ prądu. Od razu zaczął działać awaryjny generator, ale… — Spencer skinął głową na Saxa. — To się stało wtedy albo w tej chwili, gdy my odłączyliśmy go od aparatury…
W takim razie Maja zabiła Phyllis Boyle właśnie z tego powodu, pomyślał Nirgal. Precz z kolaboracją! Ale sam fakt istnienia morderczym wśród przedstawicieli pierwszej setki…
No cóż, jak wymamrotał pod nosem Kasei z drugiego pojazdu, nie byłby to pierwszy raz. Niektóre osoby podejrzewały bowiem, że właśnie Maja zorganizowała akcję, w wyniku której zabito Johna Boone’a, a Nirgal słyszał, jak pewni ludzie twierdzili, że zniknięcie Franka Chalmersa także mogło być jej dziełem. Czarna wdowa, tak ją nazywali. Nirgal wcześniej lekceważył podobne historie, uważając je za złośliwe plotki, rozpowszechniane przez osoby, które ewidentnie nienawidziły Mai, jak na przykład Jackie. Ale teraz Rosjanka rzeczywiście sprawiała wrażenie osoby jadowitej i niebezpiecznej, zwłaszcza gdy tak siedziała w roverze, obrzucając pełnymi wściekłości spojrzeniami radio, jak gdyby zastanawiała się, czy nie przełamać radiowej ciszy wysłaniem na południe jakiejś wiadomości: białowłosa, o jastrzębim nosie, z ustami niczym rana… Sam widok jej powodował, że Nirgal czuł zdenerwowanie tylko dlatego, iż musi z nią przebywać w tym samym pojeździe, chociaż usilnie próbował walczyć z tym uczuciem. Maja należała przecież do osób, które najwięcej go nauczyły, wszak spędził kiedyś całe godziny, przyswajając sobie przekazywane przez nią cierpliwie informacje z zakresu matematyki, historii i języka rosyjskiego, dzięki czemu wiedział na ten temat więcej niż z innych dziedzin; był też całkowicie przekonany, że Maja nigdy nie chciała nikogo zamordować, że pod jej zmiennymi nastrojami, pod zuchwałością i ponuractwem (zespół maniakalno-depresyjny) kryła się cierpiąca, samotna dusza, dumna i głodna uczucia. Toteż w jakiś sposób cała akcja — mimo pozornego sukcesu — obróciła się dla niej w klęskę.