Выбрать главу

– Przywlokę cię z powrotem – zagroził domyślnie.

Wsiadłam do volvo, starając się zachować resztki godności, ale nie bardzo mi to wychodziło – wyglądałam jak zmokła kura, a od wilgoci skrzypiały mi buty.

– Niepotrzebnie zawracasz sobie głowę – rzuciłam chłodno. Puścił moją uwagę mimo uszu, zajęty włączaniem ogrzewania i ściszaniem muzyki. Gdy wyjeżdżaliśmy z parkingu, zrobiłam minę obrażonej księżniczki, gotowa milczeć całą drogę do domu, ale wtem rozpoznałam dochodzący z głośników utwór i ciekawość wzięła górę nad intencjami.

– Clair du Lunę? - spytałam zaskoczona.

– Znasz Debussy'ego? – teraz to on się zdziwił.

– Nie za dobrze – przyznałam bez bicia. – Moja mama często słucha w domu muzyki poważnej, ale po tytułach znam tylko swoje ulubione kawałki.

– Ja też ten lubię. – Patrzył przed siebie w deszcz, pogrążony w myślach.

Słuchałam muzyki rozparta wygodnie w fotelu obitym jasnoszarą skórą. Znajoma melodia koiła zmysły, jej terapeutycznemu działaniu nie można się było oprzeć. Deszcz zmieniał krajobraz za oknem w mozaikę szaro – zielonych smug. Migały ciemniejsze plamy budynków. Gdyby nie one, nie zdawałabym sobie sprawy, że jedziemy aż tak szybko. Samochód sunął bez najmniejszego drżenia i nie czuło się w nim prędkości.

– Jaka jest twoja matka? – zapytał znienacka Edward.

Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że patrzy na mnie z zaciekawieniem.

– Hm. Fizycznie jesteśmy do siebie bardzo podobne, z tym, że ona jest ładniejsza – zaczęłam. Edward skwitował tę uwagę uniesieniem brwi. – Mam w sobie zbyt dużo z Charliego. Mama jest też bardziej otwarta niż ja, śmielsza. Jest nieodpowiedzialna i nieco ekscentryczna, a w kuchni robi dzikie eksperymenty. No i jest moją najlepszą przyjaciółką. – Umilkłam. Smutno mi się robiło, kiedy tak o niej opowiadałam.

– Ile masz lat, Bello? – Nie wiedzieć, czemu, w jego głosie słychać było troskę. Zatrzymał samochód i uświadomiłam sobie, że jesteśmy już na miejscu. Dom ledwie było widać spoza ściany deszczu. Miałam wrażenie, że auto jest po dach zanurzone w wodzie.

– Siedemnaście – odpowiedziałam, nie wiedząc, skąd to pytanie?

– Nie zachowujesz się jak siedemnastolatka. Powiedział to z takim wyrzutem, że się roześmiałam.

– Co jest? – spytał zaciekawiony.

– Mama powtarza zawsze, że urodziłam się jako trzydziestopięciolatka i z roku na rok robię się coraz bardziej poważna – prychnęłam, a potem dodałam smutniejszym tonem: – Cóż, ktoś w domu musi być dorosły. Poza tym – dodałam po chwili – ty też nie przypominasz przeciętnego licealisty.

Skrzywił się i zmienił temat.

– Dlaczego twoja matka wyszła za Phila?

Byłam zaskoczona, że zapamiętał jego imię. Wspomniałam je tylko raz, prawie dwa miesiące temu. Musiałam się nieco zastanowić, nim odpowiedziałam na to pytanie.

– Mama… ma duszę bardzo młodej osoby. A przy Philu czuje się chyba jeszcze młodziej. Jak by nie było, szaleje na jego punkcie. – Pokręciłam głową. Nie miałam pojęcia, co w nim widzi.

– Nie masz nic przeciwko?

– Czy to ważne? – odparłam. – Chcę, żeby była szczęśliwa. A to właśnie jego najwyraźniej potrzeba jej do szczęścia.

– Bardzo ładnie z twojej strony. Ciekawe…

– Co?

– Czy zachowałaby się w podobny sposób, gdyby chodziło o ciebie? Jak sądzisz? Zaaprobowałaby twój wybór? – Zrobił się nagle poważny i przyglądał mi się badawczo.

– Chyba tak – wyjąkałam – ale jest w końcu matką. Z rodzicami to trochę inna sprawa.

– No co, nie przeraziłby jej absztyfikant z piekła rodem? – Podjudził Edward.

Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.

– Z piekła rodem, czyli co? Taki gość z tatuażami i masą kolczyków w twarzy? _ Definicje mogą być rożne. – A jaka jest twoja?

Zignorował jednak to pytanie, a zadał kolejne – Uważasz, że można by się mnie bać? – Uniósł jedną brew, jego twarz rozświetlił delikatny uśmiech. Zastanowiłam się, czy lepiej będzie skłamać, czy powiedzieć prawdę. Zdecydowałam się na to drugie.

– Hm… Myślę, że tak, gdybyś się postarał.

– A teraz się mnie boisz? Nagle znów spoważniał na twarzy.

– Nie. – Ale odpowiedziałam zbyt szybko. Kpiarski uśmiech powrócił.

– To, co, może teraz ty opowiesz mi o swojej rodzinie? – Tym razem to ja zmieniłam temat. – Z tego, co wiem, twoja historia bije moją na głowę.

Zrobił się podejrzliwy.

– Co chciałabyś wiedzieć?

– Cullenowie cię adoptowali, tak? – upewniłam się.

– Tak.

Zawahałam się przez chwilę.

– Co stało się z twoimi rodzicami?

– Zmarli wiele lat temu. – Nie wydawał się tym faktem poruszony.

– Przykro mi – wymamrotałam.

– Nie pamiętam ich za dobrze. Od lat za rodziców mam Carlies'a i Esme.

– I kochasz ich. – Nie było to pytanie. Dało się to wyczytać z jego głosu.

– Tak. – Uśmiechnął się. – To para ludzi najlepszych pod słońcem.

– Masz szczęście.

– Wiem.

– A twoje rodzeństwo? - zerknął na zegar na desce rozdzielczej.

– Moje rodzeństwo, a także Jasper i Rosalie, nie będą zachwyceni, jeśli każę im czekać w deszczu.

– Och, przepraszam. Już mnie nie ma. – Mogłabym tu tak siedzieć godzinami.

– I pewnie chcesz, żeby twoja furgonetka wróciła przed komendantem Swanem, żebyś nie musiała opowiedzieć mu o tym incydencie na biologii? – Uśmiechnął się.

– Pewnie już wie. W Forks nie da się mieć tajemnic – westchnęłam.

– Zaśmiał się, jakbym powiedziała coś bardzo zabawnego.

– Miłej zabawy nad morzem. Oby pogoda bardziej sprzyjała opalaniu. – Spojrzał znacząco na ścianę deszczu za oknem.

– Nie zobaczymy się jutro?

– Nie. Robimy sobie z Emmetem długi weekend.

– Jakie macie plany? – Chyba jako potencjalnej przyjaciółce wypadało mi zadać to pytanie? Miałam też nadzieję, że Edward nie słyszy, jak bardzo jestem zawiedziona.

– Jedziemy na Kozie Skały, to na południe od Rainier. Rzeczywiście, Charlie wspominał, że Cullenowie często robią takie wypady.

– No to bawcie się dobrze. – Zdobyłam się na odrobinę entuzjazmu w glosie, ale nie sądzę, żeby dal się zwieść. W kącikach jego ust czaił się złośliwy uśmieszek.

– Zrobisz coś dla mnie w ten weekend? – Spojrzał na mnie, wykorzystując w pełni moc swojego spojrzenia.

Bezwolna pokiwałam głową.

– Nic obrażaj się, ale sprawiasz wrażenie osoby, która przyciąga wypadki jak magnes, więc postaraj się i nie wpadnij do oceanu albo pod samochód czy coś tam, dobra? – Posłał mi szelmowski uśmiech.

Moje rozmarzenie ustąpiło rozdrażnieniu.

– Zobaczę, co da się zrobić – burknęłam, wysiadając. Lało jak z cebra. Zatrzasnęłam z hukiem drzwiczki.

Edward odjechał z uśmiechem na twarzy.

6 Historie mrożące krew w żyłach

Siedziałam w swoim pokoju, starając się skupić na trzecim akcie Makbeta, ale tak naprawdę nasłuchiwałam, kiedy pojawi się Alice Wydawało mi się, że mimo głośnego szumu ulewy, będę wstanie usłyszeć silnik zbliżającej się furgonetki. Przeceniłam własne możliwości – kiedy po raz kolejny wyjrzałam przez okno, stała już pod domem.

W piątek nie miałam wielkiej ochoty iść do szkoły i okazało się, że rzeczywiście nie było, po co. Rzecz jasna, nie obyło się bez kilku komentarzy – zwłaszcza Jessica nie mogła zapomnieć o mojej przygodzie. Na szczęście Mike trzymał język za zębami, więc chyba nikt nie wiedział o interwencji Edwarda. Jessica była niemniej bardzo ciekawa, co zaszło między nami w stołówce.