Piją ich krew. Wy, biali, nazywacie takich wampirami. Przeniosłam wzrok na bijące o brzeg fale, nie mając pewności, jakie uczucia zdradza moja twarz.
– Dostałaś gęsiej skórki – zauważył Jacob z zachwytem.
– Masz talent – pochwaliłam go, nadal wpatrzona w dal.
– Ale historyjka niezła, prawda? Nic dziwnego, że tata nie pozwala nam jej rozgłaszać.
Nadal wolałam nie patrzeć w jego stronę, żeby nie odgadł, co się dzieje w moim sercu.
– Nie martw się. Nikomu nic nie powiem.
– Chyba właśnie złamałem jedno z postanowień paktu – zaśmiał się.
– Zabiorę ze sobą twoją tajemnicę do grobu – obiecałam i ciarki przebiegły mi po plecach.
– A tak na serio, nie mów nic Charliemu. Wściekł się na tatę, kiedy się dowiedział, że część z naszych nie chodzi do szpitala, odkąd zaczął tam pracować doktor Cullen.
– Jasne, buzia na kłódkę.
– No i co, myślisz teraz, że jesteśmy bandą przesądnych dzikusów – Spytał, niby w żartach, ale i odrobinę niepewnie. Nadal wpatrywałam się w ocean.
Odwróciłam się do niego i obdarzyłam jak najbardziej normalnym uśmiechem.
– Skąd. Świetny z ciebie gawędziarz. Widzisz – pokazałam rękę – cały czas mam gęsią skórkę.
– Super – ucieszył się.
Nagle usłyszeliśmy, że ktoś się zbliża – chybotliwe głazy zadrżały jeden o drugi. Jednocześnie odwróciliśmy głowy i okazali się, że to Mike z Jessicą. Byli jakieś pięćdziesiąt metrów od nas, Mike mi pomachał.
– Tu jesteś, Bello – zawołał. Widocznie się o mnie niepokoił.
– To twój chłopak? – spytał Jacob, zaalarmowany zaborcza nutą w głosie mojego kolegi. Zdziwiłam się, że uczucia Mikeatai łatwo rozszyfrować.
– Chyba żartujesz – szepnęłam. Byłam dozgonnie wdzięczna Indianinowi za zdradzenie mi sekretu plemienia, nie chciałam, więc, żeby cokolwiek zepsuło mu humor. Mrugnęłam do niego filuternie, pilnując jednak, żeby nie zobaczył tego Mike. Jacob uśmiechnął się. Moje niezdarne zaloty przypadły mu do gustu.
– Czyli, kiedy już zrobię prawo jazdy… – zaczął.
– Wpadnij do Forks. Wyskoczymy gdzieś razem. – Miałam wyrzuty sumienia, że tak go niecnie wykorzystałam, ale z drugie strony był naprawdę fajny. Moglibyśmy zostać dobrymi przyjaciółmi.
Mikę był tuż – tuż, Jess kilka kroków za nim. Chłopak przyjrzał się Jacobowi podejrzliwie i wyraźnie uspokoił, gdy zobaczył, że mój towarzysz jest tak młody.
– Gdzie się podziewałaś? – spytał, choć odpowiedź była chyba oczywista.
– Jacob opowiadał mi miejscowe legendy – odpowiedziałam – Bardzo ciekawe. – Obdarzyłam Indianina ciepłym uśmiechem, a on go odwzajemnił.
– Ach tak. – Mike zamilkł na chwilę, zastanawiając się, co myśleć o tym przejawie zażyłości. – Zbieramy się. Chyba zaraz lunie.
Skierowaliśmy wszyscy wzrok ku niebu. Rzeczywiście, na to wyglądało.
W porządku – zerwałam się. – Już idę. Milo było cię znowu widzieć – powiedział Jacob, podkreślał słowo „znowu”. Chciał pewnie się odrobinkę z Mikiem podroczyć. – Mnie też. Obiecuję, że zabiorę się z Charliem, kiedy będzie jechał do Bily'ego następnym razem.
– Bomba. – Był wniebowzięty.
– I jeszcze raz wielkie dzięki – dodałam szczerze.
W drodze powrotnej na parking naciągnęłam kaptur. Pierwsze krople deszczu znaczyły głazy pojedynczymi czarnymi kropkami. Kiedy dotarliśmy do aut, inni już się przy nich krzątali. Wcisnęłam się na tylne siedzenie między Angelę a Tylera, oświadczając, że jeśli chodzi o miejsce koło kierowcy, kolej na kogoś innego. Angela przyglądała się w milczeniu początkom burzy za oknem, a Tylera zajęła rozmową siedząca przed nim Lauren, mogłam, więc, nie niepokojona przez nikogo, zamknąć oczy, oprzeć wygodnie głowę i spróbować absolutnie o niczym nic myśleć.
7 Koszmar
Powiedziałam Charliemu, że mam dużo zadane nic chcę nic jeść. Oglądał właśnie jakiś super ważny dla siebie mecz koszykówki – Nie miałam oczywiście pojęcia, co w tym sporcie może być fascynującego – więc nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na zmianę moim głosie czy wyrazie twarzy.
– Drzwi do swojego pokoju zamknęłam za sobą na klucz, po czym z czeluści biurka wygrzebałam stare słuchawki i podłączyłam je do przenośnego odtwarzacza CD. Z płyt wybrałam tę, którą Phil kupił mi na gwiazdkę. Był to album jego ulubionego zespołu – trochę za dużo basu i wrzasków jak na mój gust. Położyłam się na łóżku wcisnęłam „play” i podkręciłam głośność tak, że hałas aż ranił. Zamknęłam oczy, ale nadal przeszkadzało mi dzienne światło zakryłam sobie górną połowę twarzy poduszką.
Całą swoją uwagę skoncentrowałam na muzyce. Próbowałam wychwycić wszystkie słowa tekstów piosenek i zanalizować skomplikowane rytmy perkusji. Przesłuchując płytę po raz trzeci, znałam już na pamięć wszystkie refreny. Doszłam też do wniosku, że album zyskuje przy bliższym poznaniu. Obiecałam sobie podziękować Philowi przy najbliższej okazji.
Najważniejsze było jednak to, że obrana przeze mnie metoda podziałała. Wsłuchana w ogłuszający łomot, nie myślałam o niczym innym i o to właśnie chodziło. Leżałam tak i leżałam, zaczęłam już nawet bezbłędnie wtórować wokaliście, aż w końcu zmorzył mnie sen.
Kiedy otworzyłam oczy, okazało się, że nie jestem w swojej sypialni, ale w zupełnie innym, choć znajomym miejscu. Tylko jakiś przebłysk świadomości podpowiadał mi, że śnię.
Otaczało mnie zielonkawe światło przybrzeżnego lasu. Słyszałam, jak fale oceanu rozbijają się nieopodal o skały, i wiedziałam, że jest wyjdę na plażę, zobaczę na powrót słońce. Chciałam już podążyć za tym kojącym dźwiękiem, gdy wtem zjawił się Jacob Black, chwycił mnie za rękę i zaczął ciągnąć ku najmroczniejszej części boru.
– Jacob? Czy coś się stało? – spytałam. Twarz miał wykrzywioną strachem. Mocował się ze mną, starając się przełamać mój opór, bo nie miałam zamiaru wchodzić w ciemny gąszcz.
– Biegnij, Bello! Musisz uciekać! – szepnął zatrwożony.
– Tędy, Bello! – Rozpoznałam głos Mike'a. Dochodził z głębi lasu, choć jego samego nie było widać.
– Ale dlaczego? O co chodzi? – Nadal wyrywałam się w stronę słońca.
Nagle Jacob rozluźnił uścisk, jęknął głośno i wstrząsany dreszczami padł na ściółkę.
– Och, krzyknęłam przerażona, ale po chłopaku nie było już śladu. Zamiast niego leżał przede mną wielki wilk o czarnych. Zwierzę skierowało pysk w stronę wybrzeża i najeżyło się. Spomiędzy obnażonych kłów wydobył się niski charkot.
– Bello, uciekaj! – zawołał znowu Mike gdzieś z tyłu, nie odwróciłam się jednak. Jak zaczarowana przyglądałam się zbliżającemu się od plaży światłu. Zza drzew wyszedł Edward. Jego skóra jarzyła się delikatnie, oczy były groźne i czarne jak noc. Kiedy skinął na mnie, wilk u mych stóp zawarczał ostrzegawczo.
Zrobiłam krok do przodu. Edward się uśmiechnął. Miał ostre, spiczasto zakończone zęby.
– Zaufaj mi – zamruczał przyjaźnie.
Zrobiłam kolejny krok.
Wilk poderwał się znienacka i rzucił na wampira, celując w jego szyję.
– Nie! – krzyknęłam, podnosząc się raptownie do pozycji siedzącej.
Tkwiące nadal w moich uszach słuchawki pociągnęły za sobą odtwarzacz CD, który spadł z hukiem ze stolika nocnego na drewnianą podłogę.
Światło w pokoju było włączone, a ja siedziałam na łóżku, ubrana i w butach. Zdezorientowana zerknęłam na zegarek na komodzie. Wskazywał piątą trzydzieści rano.
Z jękiem zwaliłam się z powrotem na łóżko i przekręciłam na brzuch, zsuwając buty, było mi jednak niewygodnie i nie mogłam zasnąć. Wróciwszy do poprzedniej pozycji, rozpięłam dżinsy zsunęłam je niezdarnie, usiłując się nie podnosić. Teraz uwierał mnie jeszcze warkocz. Położyłam się na boku, ściągnęłam z włosów gumkę, a splot rozczesałam pospiesznie palcami. Na koniec znów wciągnęłam na głowę poduszkę.