Kapitan w rozmowach ze mną nigdy - nawet wtedy, gdy zmienił stosunek do mnie ze służbowego na przyjacielski - nie mówił o swych ideałach, dążeniach i osiągnięciach życiowych. Dowiedziałem się o tym wyłącznie z zachowanego maszynopisu. Ze zdziwieniem i przyjemnością odnajdywałem na kartach pamiętnika te cechy charakteru Kapitana, które zdołałem zaobserwować w ciągu kilkunastu lat współpracy z Nim.
Pamiętnik Kapitana odkrył przede mną postać chłopca, który poprzez miłość do morza potrafił przezwyciężyć wszystkie przeszkody, zagradzające Mu drogę do upragnionego celu. Zanim otrzymał tytuł kapitana, stał się „kapitanem własnej duszy”. Pierwszym Jego zwycięstwem było opanowanie uczucia strachu przed żywiołem wody, który - podczas ćwiczeń na szalupach pod żaglami - wydawał Mu się przerażający i mogący Go pochłonąć. Nie nadaję się na marynarza - to była pierwsza myśl, która przyszła w ślad za przerażeniem. Miał możność skorzystania z propozycji matki studiowania architektury na politechnice. Przełamał jednak siebie i wbrew intencjom matki poszedł na morze.
Zadowolenie bije ze słów, w których opisuje lata intensywnej praktyki na żaglowcach: W latach 1907-1908 przeszliśmy praktykę na żaglowcach ćwicząc się w manewrowaniu żaglami w nawigacji w ciągłym ruchu. A w innym miejscu: [...] mnie się najwięcej podobało żeglarstwo i najbliżej z tym związana specjalność - nawigacja.
Po przeczytaniu pamiętnika zrozumiałem też, skąd u tego człowieka z werwą i młodzieńczą skłonnością do przekory wziął się pełen rezerwy i opanowania sposób bycia. Otóż Kapitan - tak jak wielu chłopców w wieku szkolnym - wybrał sobie za wzór jednego ze swych przełożonych. O nim właśnie napisał w swym pamiętniku: Imponował nam niezwykle swoim, zrównoważonym spokojem i Modną uprzejmością. Podobał się nam wszystkim. Cieszyliśmy się, że był naszym kapitanem.
Stopień opanowania języków obcych - którym Kapitan zadziwiał - ma również swe potwierdzenie na kartach maszynopisu. Kapitan wspomina, że jako młody oficer podczas długiego postoju zimowego w jednym z portów udzielał - dla podreperowania swego budżetu - korepetycji w języku niemieckim z matematyki młodemu Niemcowi zamieszkałemu wraz z rodzicami w tym porcie. Swobodne posługiwanie się językiem angielskim umożliwiło Mu objęcie posady urzędnika konsulatu w Stanach Zjednoczonych. O dobrej znajomości języka francuskiego nawet nie wspomina, ponieważ należała ona w owym czasie do obowiązkowego wykształcenia.
Moje spostrzeżenia, że Kapitan łatwiej by się nauczył jeszcze jednego obcego języka, niż powiedział nieprawdę, znajduje liczne potwierdzenia w prostych i szczerych opisach życiowych niepowodzeń - poczynając od trudności podczas egzaminów, a kończąc na fatalnych skutkach osłabienia uwagi podczas służby.
Nowe drobne nawyki Kapitana zaobserwowane na mostku podczas manewrów, jak na przykład współpraca ze sternikiem, znajdują uzasadnienie w pamiętniku. Z wielkim uznaniem pisze Kapitan o sterniku „Riurika”, który [...] z intonacji głosu wiedział i jakby czuł, jak należy sterować. Nieprzypadkowo w zbiorach Kapitana znalazło się również zdjęcie Jana Dominika, który pełnił funkcję sternika, przechodząc automatycznie z Kapitanem na dowodzone przez Niego jednostki.
Przekora w stosunku do zarządzenia dyrektora GAL-u o sposobie dobijania do nabrzeża w Gdyni to tylko echo podobnej przekory w stosunku do zarządzenia dowódcy pancernika „Cesarewicz”, nakazującego okrętowym kutrom parowym dobijanie do trapu - małą szybkością. Dowodzący kutrem gardemarin Stankiewicz - mając na pokładzie admirała i chcąc przed nim zabłysnąć świetną umiejętnością manewrowania - dobił do trapu z maksymalnej szybkości jednym manewrem: „cała wstecz” i stanął przy trapie w ściśle określonym miejscu. Łudził się, że z powodu tego mistrzostwa otrzyma rozgrzeszenie za nieprzestrzeganie przepisów. Niestety kara Go nie minęła.
Wiedzę nawigacyjną Kapitana, przejawiającą się między innymi w trafności obliczeń, podkreśliłem pisząc o stawianym ołówkiem na mapie punkcie, w którym następnego dnia wypadała obserwowana pozycja statku. Na tę znajomość nawigacji i jej poziom złożyło się wiele lat nauki i ciągłego dokształcania. Już egzamin przed komisją admiralską zdał celująco, otrzymując w nagrodę tradycyjny złoty zegarek. Ukończył też specjalne kursy nawigacyjne. Cały czas na okrętach poświęcał wszechstronnemu opanowaniu astronomii żeglarskiej i nawigacji. Szybko zdobył uznanie z powodu swej wiedzy nawigacyjnej. Podczas pierwszej wojny światowej brał jako dowódca czynny udział w operacjach stawiania min, zgłaszając się do wykonania tych zadań na ochotnika. Operacje owe wymagały prowadzenia bezbłędnej nawigacji, gdyż dokonywane były na obszarach wodnych będących w zasięgu artylerii niemieckiej. Jako najlepszy nawigator został mianowany na stanowisko oficera nawigacyjnego sztabu dywizji, które było jednocześnie stanowiskiem oficera operacyjnego sztabu wszystkich sił skoncentrowanych do walki w obronie Zatoki Ryskiej, jedynego wówczas odcinka walki morskiej na Bałtyku. Opisane więc przeze mnie wprowadzenie „Polonii” na redę jachtową Obanu to już tylko słabe echo przeprowadzenia przez pola minowe cieśniny Muhu (Moonsund) największego pancernika „Sława”, o której to operacji sam powiedział, że nie chciałby jej powtórzyć. Wprowadzenie „Polonii”' podczas sztormu do Konstancy, wyprowadzenie „Piłsudskiego” w nocy z przystani nowojorskiej - ma swój odpowiednik w prowadzeniu przy ciężkiej pogodzie przez pola minowe krążownika „Riurik”, za co został dwukrotnie odznaczony jako doskonały nawigator. Opisana przeze mnie umiejętność nawigacji wśród mgły to jedynie powtórzenie akcji, którą przeprowadził podczas szalejącej śnieżycy w celu odszukania i ściągnięcia z mielizny statku załadowanego minami. O wyprawach stawiania min pod okiem nieprzyjaciela pisze jak o miłej rozrywce: [...] te wyprawy awanturnicze bardzo lubiliśmy i najwięcej amatorów bywało wówczas, gdy zadanie było specjalnie karkołomne. Opisując konieczność szybkiej akcji ściągnięcia statku z minami wspomina: Przedsięwzięcie wyglądało ryzykownie, a więc interesująco. Poprosiłem i namówiłem dowódcę dywizjonu, żeby wykonanie tego zadania polecił mnie.