Wszyscy byli przejęci jedną jedyną myślą: czy dostaniemy bilety?
Sewilla na Wielkanoc zakwita. Niektóre ulice wysadzane są drzewkami pomarańczowymi i krzewami pnących szkarłatnych róż, okrytych o tej porze kwiatami. Sewilla na Wielkanoc czaruje tańcami najlepszych zespołów z całej Hiszpanii, a wielkanocne uroczystości kościelne nic nie straciły ze swego średniowiecznego przepychu. Toteż na Wielkanoc przychodzą tu z turystami największe statki pasażerskie całego świata.
Nic nie mogło ułagodzić gniewu „trzeciego”. Nie bawiła go myśl, że w innym dniu obejrzy wspaniałości architektury, tańce, zabawy ludowe. Był nieutulony w żalu na samą myśl, że nie zobaczy, jak Hiszpanie zabijają byki. Pocieszającym go kolegom poprzysiągł zemstę, którą będą „pamiętały wieki”.
Jedynym człowiekiem na statku nie wybierającym się na walki byków był kapitan. Uważał, że widowisko to niegodne jest człowieka kulturalnego w ogóle, a oficera nawigacyjnego szczególnie.
Wśród załogi maszynowej i hotelowej również istnieli ludzie, którzy musieli zostać ze względu na obowiązki służbowe. I oni, podobnie jak trzeci oficer, zerwali stosunki dyplomatyczne z kolegami, pogrążeni w męce zazdrości.
Nareszcie!
Nareszcie siedzimy na widowni Płaza de Toros - czegoś w rodzaju miniatury rzymskiego Colosseum. El publico de sombra - ludzie zamożni w cieniu, el publico de soi - niezamożni w pełni słonecznego blasku. Należymy do ludzi w słońcu. Siedzimy jednak stosunkowo blisko areny w towarzystwie naszego radcy ambasady w Madrycie. Radca tłumaczy nam i wyjaśnia wszystko, o co go zapytamy. Skrzętnie notujemy hiszpańskie wyrażenia, by nimi czarować słuchaczy po powrocie do kraju.
Na zalaną słońcem arenę z otwartej bramy wyjeżdżają na białych koniach dwaj jeźdźcy w ciemnych szatach o białych kryzach i mankietach, w kapeluszach przybranych białymi strusimi piórami.
Od radcy dowiadujemy się, że są to los alguaeiliIlos - strażnicy kodeksu wałk byków, ustalonego przez Akademię Królewską: będą czuwać, by walki odbywały się zgodnie z tradycją sięgającą, podobnie jak ich stroje, okresu panowania Filipa Czwartego.
Radca zdołał jeszcze tylko szepnąć, że każdy byk, który wyjdzie na arenę, stoczy trzy pięciominutowe walki, zwane suertas, w których kolejno będą brać udział: pikadorzy, banderylierzy i matador.
W tej samej chwili, kilkadziesiąt metrów za jeźdźcami, na arenie zjawia się orszak ludzi przybranych w obcisłe stroje bogato haftowane złotem i srebrem. Od idących trzema rzędami bije blask, postacie iskrzą się odbitymi promieniami słońca. Jest ich coraz więcej. Teraz z czarnego, jak nam się wydaje, otworu wyjeżdżają na żółty piasek areny jeźdźcy z lancami. Wreszcie ukazuje się zaprzęg trzech mułów w czaprakach tkanych czerwienią i złotem.
I znów radca usiłuje szybko wyjaśnić, z kogo składa się ten wspaniały orszak.
- Ci na przedzie, w pierwszym szeregu, to matadores. Mat po arabsku znaczy śmierć. Mactator po łacinie, zabójca. Matadorzy to ci, którzy stoczą ostatni bój z bykiem. Nazywa się ich również toreadores lub espadas. Każdy matador idzie na czele dobranych przez siebie pomocników. Zespół pomocników nazywa się la cuadrilla. Cuadrilla składa się z czterech banderilleros i jednego mozo de espadas, dla którego zbyt szumny byłby tytuł giermka toreadora, (Ta nazwa mozo wyjaśniła nam niespodziewanie źródłosłów nazwy mozes lub mojżesz, jaką nosili chłopcy okrętowi na niektórych naszych statkach). Następnie idzie kilku chulos, pomocników. A ci dwaj, na chudych, zabiedzonych szkapach, na końcu każdej cuadrilli, to picadores. Zaprzęg strojnie ubranych mułów też będzie potrzebny, z jego pomocą usunie się z areny pokonanego byka.
Zanim orszak doszedł do loży prezydenta corridy, obieranego na to stanowisko z osób najbardziej zasłużonych w Hiszpanii, radca podaje nam jeszcze kilka szczegółów dotyczących matadorów i ich cuadrilli. Oznaką godności matadora jest przypięty do włosów warkoczyk, la coleta. Symbolizuje on nie tylko jego tytuł, lecz obowiązującą matadora rycerskość i znajomość kunsztu walki doprowadzoną do artyzmu. Matadorzy ubrani są w obcisłe, sięgające pasa kurtki, całe pokryte grubymi haftami, w spodnie również obcisłe i bogato haftowane, kończące się tuż za kolanami, oraz w białe pończochy i czarne skórzane pantofle bez obcasów. Na głowach mają czarne kapelusze. Podobnie ubrani są banderilleros, czyli ci, którzy będą w byka wbijali kolorowe strzały - banderillas, półmetrowej długości przybrane różnokolorowymi wstęgami pałeczki zakończone żelaznymi harpunami. Picadores mają żółte stroje i białe okrągłe'kapelusze, nogi ich chronią pokryte skórą pancerze.
Orszak staje przed lożą prezydenta corridy. Dostojnik ten rzuca jednemu z alguacilillos klucz od klatki, toril, w której czeka przygotowany do walki byk.
Następnie orszak obchodzi arenę i niknie w ciemni porton del patio, skąd przed chwilą wyszedł.
Na arenie pojawia się byk. Przed rozpoczęciem właściwej walki asysta matadora drażni zwierzę, rozścielając przed nim swe jaskrawe płaszcze, capotas. Z reakcji byka na te zaczepki matador układa sposób przyszłej z nim walki.
Podczas tej na pozór niewinnej zabawy - gdy jeden z banderilleros rózścieła przed bykiem swój płaszcz - byk nagłym ruchem łba zaczepia rogiem o suto haftowany rękaw. Banderylier zapominając o byku rzuca okiem na rękaw, i w tej samej sekundzie byk zwala go na piasek areny.
Przepisy Akademii Królewskiej nie zezwalają na uderzenie czy zabicie byka w innym niż w oznaczonym dokładnie momencie walki, wobec czego byk spokojnie rozmiażdżą potężnym łbem leżącego bandery Hera. Dopiero gdy innemu z drażniących udaje się odwrócić na chwilę uwagę byka - poturbowany zostaje wyniesiony z areny; zmarł w drodze do ambulatorium.
Słychać głos trąb. Na wychudłych koniach ukazują się pikadorzy. Jest to sygnał do rozpoczęcia pierwszej części walki, zwanej suertedepicar.
- Jeśli byk rzuci się na konia jednego z pikadorów, obowiązkiem jego jest zadać bykowi cios w kark krótkim ostrzem piki zwanej garrocha, by go odstraszyć i zwrócić uwagę zwierzęcia na drugiego pikadora - tłumaczy radca.