Byk jednak tego nie rozumie, bo pomimo zadanego garrocha ciosu wbija zaatakowanemu koniowi rogi w brzuch i podnosi go razem z pikadorem do góry, po czym wali tym wszystkim o arenę. Dopiero wtedy goni za drugim pikadorem. Wówczas chulos wydobywają przygniecionego przez konia pikadora i wynoszą z areny. Koń trzepie nogami, plącząc je w wyprutych jelitach. Któryś z banderilleros ciosem małego sztyletu w głowę skraca jego mękę. Czynność ta należy do jego obowiązków, tak jak i prawo dobicia w podobny sposób byka, jeśli ten przebity szpadą toreadora nie potrafi zastosować się do przepisów Akademii Królewskiej i żyje zbyt długo.
Znów słychać dźwięk trąb.
- Teraz rozpocznie się druga część walki - mówi nasz opiekun. - Jest to sygnał na suerte de bandęrillas. Każda suerte trwa pięć minut.
Na arenę wchodzą mieniący się złotem banderilleros uzbrojeni w różnokolorowe banderillas. Wbicie w kark byka banderilli wymaga wielkiej zręczności i odwagi. Podobno Akademia Królewska zaleca wbicie ośmiu banderillas, by doprowadzić byka do szału. Tym razem po wbiciu czterech byk nie okazuje jeszcze chęci do szaleństwa; uspokoił się i wygląda na to, że się położy, by odpocząć. Wówczas banderylierzy wbijają mu zamiast zwykłych banderillas inne, tak zwane ogniste - banderilla de fuego; są one zaopatrzone w dymnopłonące materiały, które eksplodują ze straszliwym hukiem. Wywołuje to pożądaną reakcję: byk szaleje! Trzeci raz odzywają się trąby.
- Suerte de matar, ostatnia walka, która musi się zakończyć śmiercią byka - mówi radca.
Matador, toreador, espada - jeden człowiek o tylu nazwach zjawia się na arenie. Wygląda bardzo uroczyście. Trzyma w lewej ręce szpadę, estoque, i przymocowaną do drzewca o długości szpady - muletę, purpurową, jedwabną draperię; w prawej ręce ma czarny kapelusz. Sprężystym krokiem idzie w kierunku loży prezydenta corridy.
Po, oddaniu hołdu prezydentowi matador składa brinde, coś w rodzaju dedykacji wyrażonej najbardziej wytworną hiszpańszczyzną. Ta głośna mowa skierowana jest zawsze pod adresem tej osoby, dla której toreador zabije byka. Nie słyszymy słów. Radca mówi, że zazwyczaj dedykuje się zabicie byka albo znanej piękności, albo sławnemu pisarzowi, albo innej znakomitości znajdującej się w tym dniu na corridzie. Niektórzy matadorzy, chcąc podkreślić wytworność tej chwili, wygłaszają brinde po francusku.
Matador kończy swe przemówienie. Wspaniałym gestem prawej ręki rzuca kapelusz za siebie na piasek areny. Z gołą głową zabiera się do roboty. Pięć minut, jakie pozostały rozszalałemu bykowi do życia, urozmaica mu toreador zalotami, pinturerias, wdzięcząc się do niego jak baletnica. Podczas zalotów la muleta przybiera kształt rozwianej w tańcu spódniczki. Potem następują równie taneczne ewolucje byka, który muska rogami piersi espada. Tuż, tuż koło serca.
- Są to tak zwane el pase de pecho - szepce radca.
Natychmiast tłumaczymy to sobie jako „ przechodzenie pod pachą”. Od tych zalotów zakręciło się już bykowi w głowie. Jest w końcu zdezorientowany i nie wie, co ma robić. Toreador przechodzi teraz do eladorno, adoracji byka. Ze czcią na klęczkach dotyka palcami końców jego rogów, po czym zrywa się i wreszcie następuje decydujący moment. Matador bierze rozpęd, aby wbić w kark zwierzęcia szpadę tak głęboko, by sięgnęła serca.
- Jest to uderzenie zwane a volapie - objaśnia radca - „z półbiegu”. Jeśli śmierć nastąpi natychmiast, będzie to dowodem wielkiej zręczności i opanowania techniki zabijania. Toreadora spotkają oklaski, palmas, i nagroda w postaci zezwolenia na ucięcie bykowi ucha, oreja, a niekiedy i obu orejas. Pozwolenie takie daje prezydent na wniosek publiczności. I wówczas dopiero, gdy matador z tymi trofeami obchodzi arenę, następują największe brawa.
Tymczasem na arenie dzieje się coś zupełnie nieoczekiwanego. Oto w momencie gdy toreador wbija bykowi szpadę, zwierzę kurczy się jakimś odruchowym spazmem. Ten skurcz mięśni wyrywa z rąk espada szpadę, która przelatuje nad głowami ludzi w pierwszych rzędach i wbija się ze straszną siłą w oparcie, pomiędzy ramionami dwóch pań. Szpada chwieje się długo i z trudem daje się wyciągnąć.
Espada ponownie atakuje byka. To uderzenie jest skuteczniejsze. Byk z wolna klęka i, jakby się namyślając, kładzie się na arenie. Następują oklaski.
Potrójny zaprzęg mułów wywleka z areny cielsko byka i zabitego przez niego konia. Cała arena zostaje sprzątnięta i odświeżona.
Teraz następuje druga walka. Powtarzają się od początku te same części co i w pierwszej. Znamy je już na pamięć.
Dwie pierwsze suerte walki z drugim bykiem nie dostarczają specjalnych emocji. Teraz ogłoszono suerte de matar. Dobiegają ostatnie minuty. Za chwilę byk musi przestać żyć. Matador zachowuje się w odmienny sposób od poprzedniego. Jak gdyby ucieka od byka i zmusza go tym do atakowania siebie. W chwili gdy rozpędzony byk uderza w rozpostartą nad areną muletę, matador robi unik i byk mija go pędząc dalej.
- Cios, który chce w tej chwili zadać matador, nazywa się la suerte de recibir - szepce radca. - Jest to najtrudniejszy sposób - wyjaśnia dalej. - Recibir znaczy otrzymać. Matador chce otrzymać byka na szpadę. W tym celu zmusza oszalałe zwierzę do zaatakowania siebie i jednocześnie nastawia tak szpadę, by dosięgła ona serca. Wymaga to od matadora niesłychanie zimnej krwi i opanowania.
Przyglądamy się teraz walce ze znacznie większym zainteresowaniem. Rozpędzony byk zbliża się szybko do nastawionej szpady. Widzimy, jak ostrze pogrąża się w jego karku aż po rękojeść. Byk klęka, ale nie umiera w przepisowym czasie. Twarz espada wyraża niepokój i obawę przed pitos, wygwizdaniem.
Byk podwinął pod siebie tylne nogi i wygląda tak, jak gdyby odpoczywał. Matador usiłuje znów zwrócić uwagę byka na muletę, by dać możność dokonania „aktu łaski”, tak zwanej la puntilla. Jest to silne uderzenie sztyletem w szpik stosu pacierzowego tuż koło rogów. Dokonuje go jeden z banderilleros. Przy ogólnym milczeniu publiczności krótki cios przecina życie drugiego byka.
Suerte de matar w czwartej walce kończy się błyskawicznie, a volapie: byk pada jak rażony piorunem.