Выбрать главу

- Panie, duchy!

Zdążyłem zauważyć, że pasażerka była wysoka, zgrab­na i bardzo ładna.

- Gdzie są te pani duchy? - spytałem również szep­tem.

- W kabinie - wyszeptała dygocąca piękność.

- Co one robią? - spytałem zaciekawiony.

- Przewracają moje pantofelki - szeptała. - Nie chciałam krzyczeć, ponieważ wszyscy śpią. Biegłam po stewardesę. Panicznie boję się duchów. Niech mnie pan ratuje!

Piękna pasażerka wyglądała na dwudziestoletnią dziewczynę i była naprawdę przerażona. Trzymała mnie za ramię i szeptała:

- Bardzo się przeraziłam. bardzo!

Miała pięknie wykrojone usta, duże piwne oczy, czarne włosy...

Niczemu się nie dziwić! Nil admirari! - przypomniała mi się rada Pitagorasa, dana ludziom, którzy pragną spo­kojnego życia,

- Czy ktoś się zakradł do kabiny?

- Nie wiem - wyszeptała.

- Może pani zechce być tak uprzejmą i powie mi, na jakiej podstawie doszła pani do wniosku, że w kabinie są duchy?

Wróciłam z dansingu do kabiny, ponieważ bardzo mnie cisnęły nowe pantofelki. W kabinie mieszkam sama. Zaczęłam się rozbierać. Przede wszystkim zdjęłam pantof­le, które mnie cisnęły, i postawiłam je z prawej strony, koło umywalki. Gdy zdjęłam suknię i chciałam się umyć, spostrzegłam, że oba pantofelki leżą. Pamiętałam dobrze, że je postawiłam, a statek przecież wcale się dzisiaj nie kołysze. Postawiłam znów pantofelki w tym samym miej­scu i w momencie gdy brałam mydło, spostrzegłam, iż je­den pantofelek bez widocznego powodu przewraca się, a potem drugi. Złapałam szlafrok, wybiegłam z kabiny po stewardesę... no i spotkałam pana.

Ruszyliśmy w stronę kabiny. Wewnątrz paliły się dwie lampy: jedna nad koją - do czytania, druga u sufitu. Przez otwarte drzwi widać było umywalkę opartą o żelaz­ną ścianę wodoszczelnej przegrody. Ściana przeciwległa była drewniana, przy niej znajdowała się koja. Na krześle obok rozłożona wieczorowa suknia, na przygotowanej do snu koi - pidżama. Przewrócone balowe pantofelki leża­ły z prawej strony umywalki, z lewej stał wytworny skó­rzany neseser.

- Czy zechce mi pani pomóc? - spytałem szeptem.

- Panie, ja do kabiny nie wejdę. Umrę ze strachu!

- Będę stał w drzwiach. Nie potrzebuje się pani nicze­go obawiać. Obok w kabinie śpią pasażerowie. Proszę się tylko tak zachowywać, jak gdyby mnie nie było. Proszę, niech pani wejdzie do kabiny, postawi pantofelki na miej­scu i zacznie myć ręce.

Piękna pani zdobyła się na odwagę, weszła do kabiny, postawiła oba pantofelki na poprzednim miejscu i zbliży­ła się do kranu.

Była naprawdę piękna...

W tej chwili jeden pantofelek przewrócił się. Przerażo­na dziewczyna jednym susem wyskoczyła z kabiny, minę­ła mnie i zatrzymała się dopiero w połowie korytarza. Za chwilę przewrócił się drugi pantofelek.

Zapaliłem latarkę, wsunąłem się cicho do kabiny i jas­ną smugą światła zajrzałem pod koję. Nie było nikogo. Wówczas szybko ukląkłem na dywanie, zbliżyłem do przewróconych pantofelków twarzą i świecąc na nie latar­ką powiedziałem:

- Przestańcie straszyć pasażerki!

Wstałem, przeniosłem neseser na tę stronę, po której stały pantofelki, i wyszedłem na korytarz. Zbliżyłem się do bezradnie stojącej na korytarzu pasażerki.

- Widział pan? Widział pan? - szeptała.

Widziałem, proszę pani - odpowiedziałem spokoj­nie. - To wibracja. W miejscu tym postawiłem pani ne­seser i proszę go tam zostawić. Może już pani spać zupeł­nie spokojnie.

- Panie, ja się strasznie boję duchów - wyszeptała.

- Widziała pani już w swym życiu duchy?

- Nie, dopiero teraz, po raz pierwszy.

- No, to muszę panią rozczarować. To nie były du­chy, tylko wibracja. Nie odczuwa się jej niekiedy wyraź­nie, ale na niektórych statkach bywa bardzo dokuczliwa. Zapewniam, że może pani spać zupełnie spokojnie. Do­branoc!

Szybko poszedłem do maszynowni i odszukałem „du­chy” w postaci... trymerów i palaczy. Przewiercili oni wo­doszczelną żelazną przegrodę tuż pod podłogą kabiny, w pasie szarej farby, którą się maluje podłogi i wąski pas nad nimi. Cieniutkim drutem przewracali pantofelki, bo przeszkadzały podziwiać piękną pasażerkę.

Powiedziałem im, że przedziurawienie wodoszczelnej przegrody jest ciężko karalne, i że najlepiej dla nich będzie, jeśli porozumieją się ze stewardem z tej sekcji i je­szcze przed jutrzejszą inspekcją dziurę zanitują, W zamian dowiedziałem się, że jestem zazdrosny i że pierwszy raz trafiło im się podziwiać tak piękną dziewczynę...

* * *

Utrzymanie porządku w miniaturowym państwie, jakim jest statek, stanowi zagadnienie wielkiej wagi. Każde zresztą państwo, by funkcjonowało prawidłowo, musi dbać o porządek. Toteż w każdym państwie istnieje w tym celu olbrzymi aparat, olbrzymia machina porządko­wa; na naszym statku zadanie to pełnił tylko jeden czło­wiek - TRZECI OFICER.

Jeśli na statku kolidowało coś z porządkiem, winien był „trzeci”. Kapitan określał to lakonicznie:

- Znaczy, jest nieporządek. Znaczy, pan jest aie w porządku.

Dochodzenie swej niewinności miało znaczenie czysto symboliczne. Kapitan doskonale wiedział, że trzeci oficer nie jest winien, ale uważał, że „trzeci” musi tak pilnować statku, by nic się nie zdarzyło, co można byłoby określić jako nieporządek. Należało wszystko przewidzieć, aby ta­ki wypadek nie zaistniał.

Słabą pociechą było to, że w stosunku do całej załogi pokładowej kapitan stosował jednakowo bezwzględną metodę. Czasami przewinienia mogły ujść bezkarnie zało­dze maszynowej czy hotelowej. Pokładowej - nigdy.

Z drugiej strony kapitan bronił naszych przywilejów, w swoisty zresztą sposób. Zamustrował kiedyś na statek no­wy pomocnik intendenta na szumny etat „redaktora”. Ponieważ poza redagowaniem gazetki statkowej do obo­wiązków jego należało bawienie pasażerów przy pomocy najrozmaitszych gier pokładowych, zmieniliśmy mu tytuł „redaktora” na „oficera zabawowego”. Jako redaktorowi przyznano mu dystynkcje w postaci dwóch złotych pa­sków na każdym rękawie. Niesłychana pycha tego człowieka podszepneła mu myśl naszycia nad nimi kotwiczek szturmańskich. Upodobnił się w ten sposób do drugiego oficera nawigacyjnego. Milczeliśmy wszyscy patrząc na tę profanację. Żaden z nas nie powiedział mu, że naruszył „tabu”. Czekaliśmy tylko cierpliwie na spotkanie profana z kapitanem.