Выбрать главу

Gdy w czasie podróży przez Atlantyk, setki mil od brzegu, napotkano samotną mewę, Szaman natychmiast pokazywał ją pasażerom i w czarowny sposób zamieniał w „buriewiestnika”. Tłumaczył, że przemiana ta nastąpiła wskutek tragedii miłosnej, którą owa mewa przeżyła. Ma­jąc już na zawsze złamane życie, nigdy nie powróci ona do brzegów ojczystych, tylko będzie zwiastowała burzę spotykanym okrętom. Ze sposobu i kierunku lotu „burie­wiestnika” Szaman czytał jak w otwartej księdze: jakiego sztormu należy się spodziewać, z jakiego kierunku i o ja­kiej sile będzie wiatr. Przewidywał nawet rodzaje chmur, jakie napotka na swej drodze statek.

My wiedzieliśmy o tym wyłącznie z otrzymanej przed chwilą depeszy meteorologicznej, przekazanej przez okrę­tową radiostację, ale kapitan Szaman wiedział o wszyst­kim na podstawie widoku zawiedzionej w miłości mewy. Nie ulegało nigdy wątpliwości, iż każdy pasażer, który wysłuchał prognozy pogody wyczytanej z „buriewiestnika”, mógł przed sądem stwierdzić, że wszystko sprawdzi­ło się co do joty.

Jeślrwśród grona słuchaczy znalazł się przypadkiem or­nitolog, to biedak nie potrafił zazwyczaj zrozumieć, w ja­ki sposób, jedynie wskutek miłosnego zawodu, nastąpiła zmiana gatunku. Podobnie jak i wszyscy inni słuchacze był zachwycony i oszołomiony sprawdzeniem się przewi­dzianej pogody, ale pomimo to odważał się zwrócić do kapitana z prośbą o wyjaśnienie tajemnicy. Kapitan za­zwyczaj obiecywał wytłumaczyć i zapraszał ornitologa na wieczór do baru.

Po pierwszej czarnej kawie, wypitej z kapitanem w ba­rze, ornitolog zaczynał rozumieć, na czym polega prze­miana, przy drugiej wszelkie wątpliwości ustępowały pod wpływem druzgocącej argumentacji opartej na historii, która w skrócie brzmiała następująco: Fakt odmówienia Napoleonowi ręki Anny przez jej brata Aleksandra Pierwszego zmienił Moskwę w perzynę. Jak w jednym, tak i w drugim wypadku wchodziły w grę uczucia. Uczu­cia tak u Napoleona jak i u mewy są jednakowo wielkie.

- Kochany mój - Szaman był już z ornitologiem na ty - jeśli wielka Moskwa mogła zmienić się w perzynę, to w co mogła zmienić się taka mała mewa?

Po trzeciej kawie sam ornitolog czuł, jak pod wpływem wzrastającego podziwu dla Szamana zmienia się powoli w najbardziej wówczas modnego srebrnego lisa ,,a la Wiech” i to w postaci gotowej do upiększenia najpowabniejszej kobiety.

Szaman zawsze osobiście dopilnował, aby nowy jego przyjaciel i wyznawca niezwykłych teorii został ułożony wygodnie we własnej koi.

Niekiedy Szaman w nocy zjawiał się z grupą pasażerów na mostku.

- Jaka jest poprawka kompasu? - pytał wachtowego oficera.

Po otrzymaniu odpowiedzi sam osobiście zabierał się wobec pasażerów do sprawdzania dokładności obliczeń „swoich” nawigatorów. Wznosił oczy i ręce w kierunku wygwieżdżonego 'nieba, wybierał jakieś dwie najjaśniejsze gwiazdy i oznajmiał głośno pasażerom:

- A to Dubhe, czyli alfa Ursae Maioris, a tamta, ko­chani moi, to Spica, czyli alfa Yirginis.

Jedną ręką wskazywał Dubhe, drugą Spicę, i obliczał kąt między rękami. Pasażerowie wstrzymywali oddech. Po chwili obwieszczał:

- Poprawka dwadzieścia jeden i pół stopnia!

Nasza poprawka obliczona przy pomocy namiernika, chronometru, rocznika astronomicznego i trygonometrii sferycznej różniła się o pół stopnia. Ale poprawka Szama­na była dokładniejsza.

Szaman pytał się teraz oficera wachtowego:

- Co leży?

Oficer odpowiadał:

- Sterujemy kursem dwieście siedemdziesiąt jeden, pa­nie kapitanie.

- Trzymać dwieście siedemdziesiąt jeden i pół! - wy­dawał donośnym głosem rozkaz kapitan.

W tej chwili cały mostek ożywał od wydawanych roz­kazów. Wachtowy oficer odkrzykiwał:

- Trzymać dwieście siedemdziesiąt jeden i pół, panie kapitanie!

Następnie oficer donośnym głosem podawał nowy kurs asystentowi stojącemu w pobliżu sternika:

- Z rozkazu kapitana położyć się na kurs dwieście siedemdziesiąt jeden i pół!

Asystent pokładowy powtarzał otrzymany rozkaz i na­tychmiast podawał kurs sternikowi:

- Na sterze! Położyć się na kurs dwieście siedemdzie­siąt jeden i pół.

Sternik odpowiadał:

- Położyć się na kurs dwieście siedemdziesiąt jeden i pół!

Pasażerowie byli świadkami misterium odbywającego się na statku, w nocy, na oceanie. Oto w ich obecności stary wilk morski, którego pieczy powierzone było ich ży­cie, odnalazł przy pomocy gwiazd właściwy kierunek i to w samą porę, bo młodzi oficerowie omylili się o pół stop­nia i tylko dzięki kapitanowi błąd został w porę dostrze­żony. Jedynie z takim kapitanem można bezpiecznie pu­szczać się na ocean.

Schodzili z mostku wzruszeni, pełni wrażeń, świadomi tego, że dzięki uprzejmości TAKIEGO kapitana mogli zobaczyć na własne oczy tajemnicę prowadzenia statku.

Asystent, gdy zobaczył raz, że przerażony i zdumiony sternik pod wrażeniem lawiny rozkazów usiłuje dokonać niemożliwej zmiany kursu o pół stopnia i kręci kołem ste­rowym, podszedł doń bliżej i pouczył go po cichu:

- Uspokój się! To poprawka dla pasażerów.

Sternik ten po raz pierwszy odbywał rejs pod dowódz­twem Szamana. Przyszedł na zastępstwo.

Wieczorem, w salonie rozpoczyna się obiad. Orkiestra okrętowa gra modną melodię. Nagle urywa ją i entuzja­stycznym biciem w największy bęben gra marsza „El capitano”. Na salę jadalną wchodzi Szaman Morski w peł­nej orderowej gali. W rękach trzyma sztywne skórzane białe rękawiczki. Olbrzymie stopy w lakierkach posuwają się jak łyżwy. Ma się wrażenie, że kapitan wjeżdża do sa­lonu na nartach. Uśmiecha się do wszystkich, pochylając głowę w ukłonach.

Któregoś wieczoru znalazła się w salonie większa ilość pasażerów urodzonych pod znakiem Bliźniąt. Nie spodo­bało im się to przerwanie słuchanej przez nich melodii i postanowili złożyć protest przeciwko graniu „El capitano”. Po obiedzie wyszli na pokład, szukając intendenta, by wyrazić przed nim swe oburzenie. W ciemności zamiast intendentowi zaczęli się przez pomyłkę zwierzać ofi­cerowi nawigacyjnemu. Był nim syn naszego słynnego ar­tysty dramatycznego, młody oficer, ale stary „kościuszko­wiec” - „Zelek”. Wyjaśnił on oburzonej grupie pasaże­rów, że zamiar ich spełznie na niczym, ponieważ kapitan jest Tajnym Kawalerem Orderu Podwiązki i granie przy jego ukazaniu się marsza „El capitano” jest właśnie jego przywilejem.