Выбрать главу

Wychodzimy razem z kabiny. Asystuję kapitanowi przez długie korytarze, zjeżdżamy windą na pokład, skąd prowadzi trap do motorówki. Nie zamieniamy ze sobą ani jednego słowa, chociaż wiemy, że myślimy o jednym i tym samym; o tym, że zakończony właśnie odcinek pod­róży był odcinkiem „porządnej” pracy, że takich odcin­ków i podróży mamy jeszcze wiele przed sobą i że wszyst­kie muszą być „porządne”. Wiem, że w kapitanie trium­fuje dziś świadomość zwycięstwa włożonej w nas pracy.

Wchodzimy obaj na podest trapu. Salutuję cały czas, zanim kapitan nie wejdzie do motorówki. Po starych sza­lupach ratunkowych „Polonii”, ze wstawionymi w nie motorami, obecna motorówka wydaje się istnym cudem nowoczesnej techniki. Posiada nawet radiostację.

Kapitan wchodzi do motorówki uśmiechnięty. Nikt z nas jeszcze go takim nie widział. Jakby nigdy nie miał na sobie hełmu z lodową przyłbicą.

Oficer przy sterze motorówki salutuje witając kapitana. Ja również jeszcze raz salutuję i pytam, czy motorówka może odbić? Salutowaliśmy może w tym dniu zbyt często, ale było to przecież zakończenie pierwszego etapu podró­ży. Odprężyliśmy się i nabieraliśmy pewności siebie.

Kapitan kiwa głową na znak, że motorówka może odbić. Powtarzam rozkaz oficerowi przy sterze i jeszcze raz salutuję odbijającą od burty statku łódź. W tej chwili ka­pitan podnosi z lekka panamę i poprzez warkot motoru słyszę, jak woła do mnie:

- Panie Borchardt! Znaczy, tak jak umówiliśmy się!

STARZY ZNAJOMI

Z szybkością dwudziestu węzłów mija życie i mijają po­strzępione brzegi Europy w podróży naszego nowego transatlantyku „Piłsudski” z Wenecji do Gdyni. Jego no­woczesna budowa w nieoczekiwany sposób zmienia usta­lone formy współżycia z kolegami, pasażerami i samym statkiem.

Jak zwykle sternik manewrowy, Jan Dominik, budzi nas na wachtę, nucąc cichutko kołysankę kaszubską, jaką śpiewano mu w rodzinnym domu. Dominik, z tytułu swej zaszczytnej funkcji sternika manewrowego, należy jak gdyby do pretorianów. Na „klejnotach” tak się utarło, że niektórzy kapitanowie idąc na zastępstwo tia inny statek zabierali ze sobą sternika manewrowego, z którym w cza­sie manewrów tworzyli jeden instrument połączony latami współpracy. Niekiedy bowiem brak było czasu na zbyt formalne czekanie na powtórzenie rozkazu. Sternik już z gestu kapitana wiedział, co ma robić, a powtórzenie roz­kazu było tylko echem wykonanej czynności.

Dominik dobrze rozumie mękę człowieka od lat budzo­nego na wachtę w chwili najgłębszego snu. Z ciepłej, przytulnej koi trzeba wyjść na śnieżycę, w mgłę, w tropi­kalną ulewę, w sztormowy wiatr siekący deszczem. Nie­którzy z kolegów w czasie pobytu w domu prosili czasem, aby ich budzić nocą „na wachtę” po to tylko, by mieć sa­tysfakcję, że właśnie nie trzeba wstawać, że można spać i śnić dalej.

Gdy Dominik przekonywał się, że świadomość budzo­nego zdolna już jest do zrozumienia, w co ma się ubrać - zaczynał szczegółowo wyliczać, jakie części garderoby należy na siebie włożyć z uwagi na pogodę. Tak było na „klejnotach”. Teraz na „Piłsudskim” Dominik nie wie, co ma powiedzieć na ten temat. Mostek zakryty. Wirujące kręgi szklane pozwalają lepiej widzieć w siekącym deszczu niż dawniej z odkrytego mostku. Wystarczy nacisnąć wy­łącznik wentylatora, by wpuścić strugę ciepłego powietrza ze specjalnych termotanków. Niepotrzebne są swetry, ko­żuchy i nieprzemakalne płaszcze. Dominik kończy więc teraz kołysankę jedynie krótkim komunikatem meteorolo­gicznym.

Szybkość transatlantyku napawa nas dumą. Przejąłem wachtę wypatrując świateł Otranto, a zdaję ją już z dob­rze widoczną łuną latarni Santa Maria di Leuca, znaczącą południowy cypel Apulii.

Szybkość ta zaczyna wbijać nas nie tylko w dumę, ale i w próżność. Na wachtę wychodzimy napuszeni i sztywni, starając się prześcignąć wyglądem najbardziej wytworne postacie oficerów z marynarskiego żurnala mód, jaki sta­nowi Rocznik Astronomiczny angielskiego wydawnictwa Browns, Son and Freyguson Ltd. z Glasgow, wypełniony tysiącami reklam i ogłoszeń.

Chłopak kabinowy przynosi z rana mundury tak na­krochmalone, że czujemy się w nich jak w pancerzach. Nieskalana biel pantofli i pokrowców na czapkach czyni nas wytwornymi od stóp do głów. Oczy nasze nie widzą nic prócz służby, słońca i horyzontu. Nie spostrzegamy nawet pięknych pasażerek, które w swej wędrówce po statku dotarły aż do mostku, gdzie zostały wstrzymane groźną tablicą WEJŚCIE WZBRONIONE.

Bez naszego udziału stajemy się mimo woli „zakaza­nym owocem”, przedmiotem zainteresowania ze strony pań. O rozmowie podczas wachty nie może być nawet mowy. Budowa statku odseparowała nas zupełnie od pa­sażerów; z mostku możemy zejść kręconymi schodami na główny korytarz, wprost do mesy, nie przechodząc przez pokłady ani przez pomieszczenia pasażerskie, co było nie­uniknione na naszych starych transatlantykach.

Nie zgłębiona dotychczas tajemnica żyrokompasu Sperry wciąż nas nurtuje i wzmaga czujność. To życie „na wiarę” z przedmiotem codziennego i tak podstawowego użytku trzyma nas w stałym napięciu. Również skoncen­trowana na mostku sieć alarmowopożarowa powoduje w naszej wyobraźni pożary coraz to innych sekcji. Przy tej ilości kabli, przeprowadzonych na statku, wszystkiego można się spodziewać. Kilkakrotnie na przykład ni stąd, ni zowąd dzwonił termiczny wykrywacz ognia. Wówczas telefonowaliśmy do straży ogniowej, by sprawdzili odpo­wiednią sekcję. Alarmy na szczęście fałszywe.

W pamięci mamy wszystkie niespodzianki dziewiczych podróży. Wspaniały włoski „Rex” był podobno jakiś czas w podróży bez światła. Na słynnej francuskiej „Norman­die” w powrotnej dziewiczej podróży z Nowego Jorkii na płytkich wodach Ambrose Channel „wysiadły” mechaniz­my napędowe. Przyczyną było nieznane dotychczas zjawi­sko zatrzymywania się turbin, spowodowane gwałtownym spadkiem napięcia przy nagłym wejściu statku z dużą szybkością na płytkie”wody.

Nasi mechanicy byli o tyle w dobrej sytuacji, że mieli „zakładników” w postaci dwóch inżynierów gwarancyj­nych ze stoczni Monfalcone.

Właściwa dziewicza podróż „Piłsudskiego” miała się odbyć dopiero na trasie z Gdyni do Nowego Jorku. Na tym szlaku będziemy mogli wreszcie ocenić go i poznać, co nas czeka w przyszłości. Obecną podróż uważaliśmy wyłącznie za doprowadzenie statku z miejsca budowy do macierzystego portu.