Выбрать главу

– Trzymaj się od niego z daleka! – ostrzegła Abby.

Jakow trząsł się i mówił coś przez łzy. Przycisnęła wargi do jego włosów i wyszeptała:

– Kochanie, jestem przy tobie. Jestem tutaj.

Chłopiec podniósł głowę. Patrząc w jego przestraszone oczy, Abby pomyślała: On wie, co się z nami stanie.

Ktoś pchnął ją do przodu, przez niebieskie drzwi.

Nagle znaleźli się w innym świecie. Korytarz za drzwiami był wyłożony białą boazerią, na podłodze leżało białe linoleum. Nad nimi wisiały lampy dające lekko rozproszone światło. Ich kroki odbijały się echem od ścian. Weszli na górę spiralnymi schodami, a potem skręcili w boczny korytarz. Na jego końcu znajdowały się szerokie drzwi. Chłopiec drżał coraz bardziej. Miała wrażenie, że robi się coraz cięższy. Postawiła go na podłodze i wzięła jego twarz w swoje dłonie. Na sekundę ich oczy spotkały się i czego nie potrafili przekazać słowami, przekazali sobie w tym krótkim spojrzeniu. Abby wzięła Jakowa za rękę i ścisnęła lekko jego dłoń. Razem ruszyli w kierunku drzwi. Jeden mężczyzna szedł przed nimi, jeden za nimi. Tarasoff prowadził. Kiedy otwierał drzwi, Abby przesunęła się trochę do przodu, wszystkie mięśnie miała napięte w oczekiwaniu na następny ruch. Puściła już dłoń Jakowa.

Tarasoff pchnął skrzydło drzwi, za którymi znajdowało się białe pomieszczenie. Abby gwałtownie ruszyła do przodu. Ramieniem trafiła w mężczyznę idącego przed nią, który wpadł na Tarasoffa. Ten potknął się o próg i upadł na kolana.

– Jesteście potworami! – krzyczała, waląc w nich na oślep pięściami. – Potwory!

Mężczyzna za nią próbował chwycić ją za ręce. Odwróciła się i uderzyła go w twarz pięścią. Zauważyła, jak Jakow wyrwał się i zniknął za rogiem korytarza. Mężczyzna, na którego Abby wpadła, już wstał i szedł na nią z drugiej strony. Obaj mężczyźni otoczyli ją i podnieśli z podłogi. Kiedy nieśli ją przez drzwi do białego pokoju, nie przestała walczyć i wyrywać się.

– Musicie ją przytrzymać! – zakomenderował Tarasoff.

– Ale chłopak…

– Zapomnijcie o nim! I tak nigdzie nie ucieknie. Dajcie ją na stół!

– Ona nie przestaje się szarpać.

– Potwory! – zawyła i kopnięciem uwolniła jedną nogę. Usłyszała, że Tarasoff przewraca coś w szafce.

– Przytrzymajcie jej ramię! – rzucił w stronę mężczyzn. – Muszę mieć jej rękę!

Zbliżył się ze strzykawką. Abby wrzeszczała, kiedy igła zagłębiała się w jej ramię. Wykręcała się, ale nie mogła uwolnić. Znowu próbowała się szarpnąć, ale tym razem, jej nogi odmówiły posłuszeństwa. Miała kłopoty z widzeniem. Jej powieki same opadały. Nie mogła już krzyczeć. Z jej krtani dobywał się ledwie szept. Próbowała coś powiedzieć, ale nie mogła nawet zaczerpnąć powietrza.

Co się dzieje? Dlaczego nie mogę się ruszać? – myślała w panice.

– Przenieście ją natychmiast do następnej sali! – powiedział Tarasoff. – Musimy ją zaraz intubować, w przeciwnym razie stracimy ją.

Mężczyźni wnieśli ją do sąsiedniego pomieszczenia i położyli na stole. Nad nią zapaliły się jasne światła. Abby była w pełni przytomna, ale nie była w stanie poruszyć ani jednym mięśniem. Za to wszystko czuła dokładnie: pasy zaciskające się wokół jej nadgarstków i kostek, naciśnięcie dłoni Tarasoffa na czoło, odchylenie głowy. Zimny koniec laryngoskopu wślizgującego się w jej gardło. Krzyk przerażenia odezwał się tylko w jej głowie; nie mogła wydać z siebie żadnego dźwięku. Poczuła plastikową rurkę wsuwaną w gardło do tchawicy, odcinającą powietrze, duszącą. Nie mogła się odwrócić, nie mogła nawet walczyć o oddech. Rurkę przyklejono plastrem wokół ust i podłączono respirator. Maszyna przejęła jej oddech, pompując powietrze do płuc w regularnych odstępach czasu.

– Teraz niech któryś idzie znaleźć chłopaka! – rozkazał Tarasoff. – Nie obaj. Ktoś musi mi asystować.

Jeden z mężczyzn wyszedł. Drugi przysunął się bliżej stołu.

– Zapnij pas na piersi – powiedział Tarasoff. – Sukcynylocholina przestanie działać za minutę lub dwie. Nie można pozwolić na to, żeby zaczęła się szarpać, kiedy będę jej zakładał kroplówkę.

Sukcynylocholina. Tak właśnie zginął Aaron. Nie mógł walczyć. Nie mógł nawet oddychać. Działanie leku zaczynało już słabnąć. Czuła, jak mięśnie klatki piersiowej kurczyły się, buntując przeciwko wprowadzonej do środka rurce. Mogła już także unieść powieki, widzieć twarz mężczyzny stojącego nad nią. Rozcinał właśnie jej ubranie. Z zainteresowaniem przyglądał się jej piersiom, potem brzuchowi.

Tarasoff założył jej kroplówkę. Kiedy się wyprostował, zauważył, że oczy Abby były teraz otwarte. Wyczytał w nich pytanie.

– Zdrowa wątroba – powiedział. – Nieczęsto się trafia taki kąsek. W Connecticut jest pewien pacjent, który czeka na dawcę już od ponad roku. – Tarasoff zawiesił drugą plastikową torbę na stojaku do kroplówki. Potem spojrzał na nią. – Był zachwycony, kiedy dowiedział się, że wreszcie trafił się organ idealnie dopasowany.

Cała ta krew, którą pobrano mi w Bayside – pomyślała – użyta została do typowania tkanek.

Tarasoff pracował dalej. Podłączył drugą torbę do rurki, napełnił strzykawki odpowiednimi lekami. Wodziła za nim wzrokiem, czując, jak respirator pompuje jej powietrze do płuc. Stopniowo powracała jej zdolność poruszania się. Mogła już kiwać palcami, ruszać ramionami. Kropla potu spłynęła jej ze skroni. Pociła się z wysiłku, jaki podejmowała, żeby się poruszyć, odzyskać kontrolę nad swoim ciałem. Zegar na ścianie wskazywał jedenastą piętnaście.

Tarasoff skończył przygotowywanie tac ze strzykawkami. Usłyszał otwierające się drzwi i odwrócił w ich stronę.

– Chłopak ciągle jeszcze gdzieś biega – powiedział. – Próbują go złapać, tak więc najpierw zajmiemy się wątrobą.