– To jest moja kryjówka – powiedział Jakow. – Nie możesz nikomu jej zdradzić. Przyrzeknij, że nikomu nie powiesz.
– Dlaczego miałbym komuś mówić? To ohydne miejsce. Zimno tu i mokro. I założę się, że gdzieś tam są myszy. Pewnie teraz leżymy w mysim gównie.
– Tutaj nie ma żadnego mysiego gówna.
– Skąd wiesz? Przecież nic nie widzisz.
– Jak ci się nie podoba, to możesz się wynosić. No już. – Jakow kopnął kolegę, zamiatając przy okazji trochę wiórów. Głupi Aleksiej. Po co Jakow w ogóle go tutaj zabrał. Ktoś, kto wszędzie nosi ze sobą wypchanego psa, na pewno nie umie cieszyć się z przygód. – No idź sobie! Z tobą to żadna zabawa.
– Nie wiem, którędy mam wrócić.
– I sądzisz, że ci pokażę drogę?
– Ty mnie tu przyprowadziłeś. Musisz mnie zaprowadzić z powrotem.
– Wcale nie muszę.
– Zaprowadź mnie, albo powiem wszystkim o twojej głupiej kryjówce. Obrzydliwej kryjówce, pełnej mysich kup. – Aleksiej wygramolił się ze skrzyni sypiąc trocinami w twarz Jakowa. – Lepiej zaprowadź mnie z powrotem, albo…
– Zamknij się – powiedział Jakow. Chwycił Aleksieja za koszulę i pociągnął go z powrotem. Obaj chłopcy upadli w trociny.
– Ty idioto! – krzyknął Aleksiej.
– Posłuchaj, posłuchaj!
– Co?
Gdzieś ponad nimi najpierw skrzypnęły, a potem zatrzasnęły się drzwi. Czyjeś kroki zwielokrotnione echem zadudniły po metalowych stopniach.
Jakow podczołgał się do otworu i wyjrzał na zewnątrz. Ktoś pukał do niebieskich drzwi. Chwilę później otworzono je. Jakow zdążył dostrzec jasne włosy kobiety, która natychmiast zniknęła w pomieszczeniu.
Jakow wycofał się z powrotem do skrzyni.
– To tylko Nadia.
– Czy jeszcze jest tam?
– Nie, weszła przez te niebieskie drzwi.
– Co tam jest?
– Nie wiem.
– A mówiłeś, że jesteś wielkim badaczem.
– Ty na pewno jesteś wielkim głupkiem. – Jakow jeszcze raz chciał kopnąć Aleksieja, ale udało mu się tylko wzbić w powietrze trochę trocin. – Tamte drzwi są zawsze zamknięte. Ktoś musi tam mieszkać.
– Skąd wiesz?
– Bo Nadia zapukała i ktoś wpuścił ją do środka.
Aleksiej głębiej wcisnął się w skrzynię, zmienił zdanie, nie chciał teraz wychodzić stąd tak natychmiast.
– To na pewno ci od przepiórek – szepnął.
Jakow przypomniał sobie tacę z winem i dwoma kieliszkami, cebulę duszoną na maśle i sześć małych ptaszków polanych sosem. Jego żołądek dał znać o sobie.
– Posłuchaj – powiedział. – Potrafię wydawać okropne dźwięki z brzucha. – Wciągnął, a potem szybko wypiął brzuch. Symfonia bulgotania i burczenia była rzeczywiście imponująca.
Ale Aleksiej powiedział tylko:
– To obrzydliwe.
– Dla ciebie wszystko jest obrzydliwe. Co z tobą?
– Nie lubię ohydnych rzeczy.
– Kiedyś je lubiłeś.
– Ale już nie lubię.
– To pewnie przez Nadię. Przez nią zrobił się z ciebie straszny mięczak. Zakochałeś się w niej, czy co?
– Nieprawda.
– Tak, tak.
– Wcale nie! – Aleksiej rzucił w Jakowa garść trocin, trafiając prosto w twarz. Obaj chłopcy rzucili się na siebie i zaczęli szamotać. Nie było tu zbyt wiele miejsca, więc nie mogli zrobić sobie krzywdy. Potem Aleksiejowi zapodział się Szu-Szu gdzieś w trocinach, więc zaczął grzebać dookoła, a Jakow był już znudzony tą całą sprzeczką.
Przez chwilę chłopcy odpoczywali. Aleksiej znalazł Szu-Szu i mocno przytulał go do siebie, a Jakow próbował wydobyć ze swego żołądka jeszcze bardziej okropne dźwięki. Po chwili i to mu się znudziło. Leżeli więc tak zmęczeni i znudzeni, a miarowy dźwięk silników działał na nich usypiająco podobnie jak kołysanie morza.
Nagle Aleksiej powiedział:
– Nie jestem w niej zakochany.
– A co mnie obchodzi.
– Ale inni chłopcy ją lubią. Słyszałeś, jak o niej mówią? – Aleksiej przerwał na chwilę, a potem dodał. – Podoba mi się jej zapach. Kobiety pachną inaczej. Tak miękko.
– Zapach nie może być miękki.
– Może. Właśnie tak pachnie kobieta, czujesz ten zapach i wiesz, że gdybyś ją dotknął byłaby miękka. – Aleksiej pogłaskał Szu-Szu. Jakow słyszał, jak jego ręka drapie zniszczony materiał.
– Moja mama tak pachniała – powiedział Aleksiej.
Jakow przypomniał sobie swój sen. Mama, jej uśmiech, kosmyk jasnych włosów przy policzku. Tak, Aleksiej miał rację. We śnie jego matka rzeczywiście pachniała miękko.
– Możesz mi nie wierzyć – tłumaczył się Aleksiej – ale ja pamiętam ciągle jeszcze niektóre rzeczy o niej.
Jakow wyciągnął się, dotykając stopami ściany skrzyni. Czy ja urosłem? – zastanawiał się.
– Czy ty nie myślisz o swojej matce? – zapytał Aleksiej.
– Nie.
– Pewnie i tak jej nie pamiętasz.
– Pamiętam, że była piękna. Miała zielone oczy.
– Skąd miałbyś to wiedzieć? Wujek Misza mówił, że byłeś jeszcze niemowlakiem, kiedy ona odeszła.
– Miałem cztery lata. Nie byłem niemowlakiem.
– Ja miałem sześć, kiedy odeszła moja mama i prawie nic nie pamiętam.
– Ja pamiętam, że moja miała zielone oczy.
– Może miała i co z tego?
Odgłos zamykanych drzwi sprawił, że obaj umilkli. Jakow podsunął się do otworu skrzyni i spojrzał w górę. To znowu była Nadia. Właśnie wyszła niebieskimi drzwiami i schodziła po stopniach. Poszła w kierunku przedniego luku.
– Nie lubię jej – powiedział Jakow.
– A ja tak. Chciałbym żeby była moją mamą.
– Ale ona nie lubi dzieci.
– Wujkowi Miszy powiedziała, że poświęca nam swoje życie.
– Wierzysz w to?
– Dlaczego miałaby kłamać?
Jakow starał się wymyślić jakąś odpowiedź, ale nic mu nie przychodziło do głowy. Zresztą nawet gdyby coś wymyślił i tak Aleksiej by mu nie uwierzył. Głupi Aleksiej. Wszyscy byli głupi. Nadia ogłupiła wszystkich jedenastu chłopców i każdy był w niej zakochany. Walczyli ze sobą o to, kto będzie siedział przy niej podczas kolacji. Gapili się na nią, przymilali się do niej jak szczeniaki! W nocy przed zaśnięciem rozmawiali tylko o Nadii. Co lubi, co zjadła na lunch, o wszystkim, co jej dotyczyło, ile mogła mieć lat, albo jaką bieliznę nosiła pod swoimi szarymi sukienkami. Zastanawiali się, czy Gregor, którego nie lubili, był jej kochankiem i jednogłośnie zdecydowali, że to niemożliwe. Starsi chłopcy wyjaśniali młodszym wszystkie szczegóły o anatomii kobiety, po co są tampony, jak i gdzie się je wkłada. Im więcej dowiadywali się o świecie dorosłych, tym bardziej rosło ich zainteresowanie i fascynacja Nadią.