– Oczywiście. Po co ci one?
– Sprawdzę ich zgodność z rejestrem zgonów w Burlington. Dowiem się, kto zmarł w danym dniu. Może uda nam się odnaleźć nazwiska tych czterech dawców i dowiedzieć się, w jaki sposób wszyscy zakończyli życie.
– Nie wszystkie rejestry podają przyczyny śmierci.
– Będziemy więc musiały sprawdzić świadectwa zgonu. Oznacza to, że jedna z nas będzie musiała odbyć wycieczkę do Burlington. Nie jest to bynajmniej miejsce, do którego bardzo chciałabym pojechać. – Głos Vivian brzmiał wojowniczo, ale zarazem nie potrafiła ukryć swoich obaw.
– Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? – spytała Abby.
– Jeżeli zrezygnujemy, Wiktor Voss będzie mógł świętować swoje zwycięstwo. Przegrani będą wtedy ludzie tacy, jak Josh O’Day. – Vivian przerwała na chwilę, a potem cicho spytała: – A czy ty również chcesz to zrobić, Abby?
Abby zasłoniła dłońmi twarz.
– Chyba nie mam już wyboru.
Samochód Marka stał na podjeździe.
Abby zaparkowała za nim i wyłączyła silnik. Dość długo siedziała, zbierając energię na to, by wysiąść z samochodu, wejść do domu i stanąć z nim twarzą w twarz.
W końcu wstała z siedzenia, zamknęła wóz i podeszła do drzwi frontowych.
Był w salonie. Oglądał wieczorne wiadomości. Jak tylko weszła, wyłączył telewizor.
– Jak się miewa Vivian? – zapytał.
– W porządku. Spadła na cztery łapy. Zamierza załatwić sobie praktykę w Wakefield. – Abby powiesiła w szafie płaszcz. – A jak tobie minął dzień?
– Mieliśmy pękniętą tętnicę. Gość stracił sporo krwi. Dopiero po siódmej skończyliśmy operować.
– Pacjent przeżył?
– Nie. Straciliśmy go.
– Przykro mi. – Zamknęła drzwi szafy. – Jestem zmęczona. Chyba pójdę na górę i wezmę kąpiel.
– Abby.
Zatrzymała się i spojrzała na niego. Dzieliła ich przestrzeń salonu, ale wydawało się, że przepaść między nimi jest o wiele większa.
– Co się z tobą stało? – zapytał Mark. – Czy coś jest nie tak?
– Sam wiesz, co jest nie tak. Martwię się o pracę.
– Mam na myśli nas. Co się stało z nami? Nie odpowiedziała.
– Rzadko cię widuję. Częściej jesteś u Vivian niż tutaj, a kiedy już tu jesteś, to zachowujesz się tak, jakbyś była nieobecna.
– Nie mogę przestać się tym przejmować. Chyba rozumiesz, dlaczego? Opadł z powrotem na kanapę, nagle wydał jej się bardzo zmęczony.
– Muszę wiedzieć, Abby. Czy spotykasz się z kimś innym? Patrzyła na niego zdumiona. Ze wszystkich rzeczy, jakie mogła usłyszeć od Marka, tej spodziewała się najmniej. Mało brakowało, a zaczęłaby śmiać się z jego podejrzeń. Gdyby to było tak proste. Gdybyśmy mieli tylko takie problemy, jakie mają inne pary.
– Nie mam nikogo innego – powiedziała. – Możesz mi wierzyć.
– Dlaczego więc nie rozmawiasz już ze mną?
– Rozmawiamy przecież teraz.
– To nie jest rozmowa! To tylko ja próbuję odzyskać dawną Abby. Gdzieś po drodze zgubiłem ją. Zgubiłem ciebie. – Pokręcił głową i spojrzał w bok. – Chcę cię odzyskać.
Podeszła do kanapy i usiadła obok niego. Nie za blisko, tak by go nie dotykać, ale na tyle, żeby poczuć jakąś więź, choćby daleką.
– Porozmawiaj ze mną, Abby. Proszę. – Patrzył na nią i nagle Abby zobaczyła w nim dawnego Marka. To była ta sama twarz, która uśmiechała się do niej ponad stołem operacyjnym. Twarz człowieka, którego kochała. – Proszę – powtórzył cicho. Wziął ją za rękę, a ona jej nie cofnęła. Pozwoliła objąć się. Ale w jego ramionach, w których kiedyś czuła się tak bezpiecznie, teraz nie potrafiła się odprężyć. Sztywno i niepewnie przytulała się do niego.
– Powiedz mi – powiedział Mark. – Co się między nami stało? Zamknęła oczy, czując pod powiekami piekące łzy.
– Nic się nie stało – odparła.
Poczuła, jak otaczające ją ramiona znieruchomiały. Nawet nie patrząc w jego twarz, wiedziała, że domyślał się, iż było to jej kolejne kłamstwo.
O siódmej trzydzieści następnego ranka Abby zatrzymała samochód na swoim zwykłym miejscu na parkingu szpitala Bayside.
Przez chwilę siedziała za kierownicą, patrząc, jak krople deszczu rozpryskują się o płyty chodnika. Jest dopiero połowa października – myślała – a już aura ma okropny przedsmak zimy. Tej nocy znowu nie spała zbyt dobrze. Nie pamiętała, kiedy ostatnio porządnie mogła się wyspać. Jak długo człowiek może wytrzymać bez porządnego snu? Ile czasu trzeba było, aby zmęczenie zmieniło się w psychozę. Z lusterka spoglądała na nią obca, zmęczona twarz. W ciągu dwóch tygodni postarzała się o dziesięć lat. W tym tempie około listopada będzie już starszą panią.
Nagle w lusterku mignął jej brązowy kolor.
Gwałtownie odwróciła głowę w porę, aby dostrzec cofającą się za następnym rzędem samochodów furgonetkę. Czekała, aż brązowy wóz pojawi się raz jeszcze, ale furgonetka zniknęła.
Abby szybko wysiadła z wozu i zaczęła iść w stronę szpitala. Miała wrażenie, że teczka jej jest wypełniona kamieniami. Na prawo od niej nagle zaryczał jakiś motor. Obejrzała się, sądząc, że zobaczy furgonetkę, ale był to tylko szpitalny ambulans.
Serce waliło jej w piersi. Uspokoiło się dopiero, kiedy weszła do budynku. Zeszła schodami w dół do archiwum. To miała być jej ostatnia wizyta; chciała sprawdzić ostatnie cztery nazwiska z listy. Podeszła do biurka i powiedziała.
– Przepraszam, czy mogłabym dostać pozostałe karty? Urzędniczka odwróciła się w jej stronę. Abby miała wrażenie, że kobieta na chwilę znieruchomiała. Przecież widywały się już wcześniej i odnosiły do siebie przyjaźnie. Dzisiaj tamta nawet się nie uśmiechnęła.
– Chciałabym dostać ostatnie cztery karty – powtórzyła Abby. Archiwistka spojrzała na wypisane przez Abby zamówienie.
– Przykro mi, pani doktor. Nie mogę ich pani dać.
– Dlaczego nie?
– Nie ma do nich dostępu.
– Ale przecież nawet pani nie sprawdziła.
– Zakazano mi wydawania pani jakichkolwiek akt. To zarządzenie doktora Wettiga. Powiedział, że jeżeli pani się pojawi, to mam natychmiast odesłać panią do jego biura.