– On twierdzi, że nie ma pojęcia, o czym pani mówi. Poszła za nim do salonu.
– Przecież nie jestem ślepa! Widziałam kilkakrotnie tę furgonetkę już wcześniej. Na tej ulicy.
– Ten kierowca twierdzi, że nigdy przedtem tutaj nie był.
– A kim jest ten kierowca? Katzka wyciągnął notes.
– John Doherty, trzydzieści sześć lat, mieszkaniec Massachusetts. Hydraulik. Twierdzi, że to jego pierwsze wezwanie na Brewster Street. Furgonetka jest zarejestrowana na firmę hydrauliczną „Back Bay”. Jest pełna narzędzi. – Zamknął notatnik i wsunął go do kieszeni płaszcza. Potem spojrzał na Abby z pozorną obojętnością.
– Byłam pewna, że to ta sama furgonetka – mruknęła Abby.
– A więc ciągle pani twierdzi, że jest jakaś furgonetka?
– Tak, do cholery! – krzyknęła. – Tak twierdzę!
Na jej wybuch zareagował lekkim uniesieniem brwi. Abby wzięła głęboki oddech, starając się zapanować nad sobą. Krzyki na tego rodzaju mężczyznę z pewnością nie działały. Kierował się logiką i rozumem.
Abby odezwała się tym razem spokojnie.
– Nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego. To nie moja fantazja.
– Jeżeli jeszcze raz będzie się pani wydawało, że widzi furgonetkę, proszę zapisać numer rejestracyjny.
– Jeżeli będzie mi się wydawało, że widzę?
– Zadzwonię do firmy Back Bay, żeby potwierdzić to, co mówił ten facet. Wygląda jednak na to, że rzeczywiście jest hydraulikiem. – Katzka spojrzał przez okno. Rozległ się dzwonek telefonu. – Odbierze pani? – Detektyw sięgał już do klamki.
– Proszę nie wychodzić. Jeszcze nie. Muszę porozmawiać z panem o kilku rzeczach.
Zatrzymał się w pół drogi i patrzył, jak Abby podnosi słuchawkę.
– Halo? – powiedziała. Jakiś kobiecy głos zapytał cicho:
– Doktor DiMatteo?
Abby znacząco spojrzała na detektywa. Wydawało się, że to spojrzenie wystarczy mu, żeby zrozumiał, że to był ważny telefon.
– Pani Voss?
– Dowiedziałam się czegoś – powiedziała Nina. – Nie wiem, czy to w ogóle ma jakieś znaczenie.
Katzka podszedł do Abby i stanął blisko niej. Zrobił to tak szybko i bezszelestnie, że nie zauważyła, w którym momencie znalazł się przy niej. Pochylił głowę w kierunku słuchawki, żeby słyszeć rozmowę.
– Czego się pani dowiedziała? – spytała Abby.
– Zadzwoniłam w kilka miejsc. Do banku i do naszego księgowego. Dwudziestego trzeciego września Wiktor przekazał dużą sumę na konto firmy o nazwie „Amity Corporation”. Z Bostonu.
– Jest pani pewna co do daty?
– Tak.
Dwudziesty trzeci września – pomyślała Abby. Dzień przed operacją Niny Voss.
– Co pani wie o Amity?
– Nic. Wiktor nigdy nie wspominał tej nazwy. Przy tak dużych transakcjach zazwyczaj omawiał to z… – W słuchawce zapadła cisza. Abby usłyszała jakieś głosy w tle, później szybkie słowa wyjaśnienia. Potem Nina znowu się odezwała. Jej głos był spięty. Mówiła ciszej. – Muszę kończyć.
– Mówiła pani, że to duża transakcja. Jak duża?
Przez chwilę Nina nie odpowiadała. Abby zastanawiała się nawet, czy nie odłożyła słuchawki. Potem usłyszała szept.
– Pięć milionów – powiedziała Nina. – Przekazał pięć milionów dolarów.
Gdy Nina rozłączyła się, usłyszała kroki Wiktora, ale nie podniosła głowy, kiedy wszedł do sypialni.
– Z kim rozmawiałaś? – zapytał.
– Z Cynthią. Zadzwoniłam, żeby podziękować jej za kwiaty.
– Które to były?
– Orchidee.
Spojrzał na wazon na toaletce.
– Ach tak. Bardzo ładne.
– Cynthia mówi, że wybierają się na wiosnę do Grecji. Chyba znudziły się im Karaiby. – Jak łatwo przyszło jej to kłamstwo. Kiedy to się zaczęło. Kiedy przestali mówić sobie prawdę?
Usiadł obok i czuła, że jej się przygląda.
– Kiedy poczujesz się lepiej – powiedział – może też wrócimy do Grecji. Może nawet z Cynthią i Robertem. Chciałabyś?
Skinęła głową i spojrzała na swoje dłonie, na palce cieńsze i bardziej przezroczyste z każdym dniem. Ja już nigdy nie będę czuła się lepiej. Oboje o tym wiemy – pomyślała.
Wysunęła stopy spod przykrycia.
– Muszę pójść do łazienki – powiedziała.
– Pomóc ci?
– Nie. Poradzę sobie. – Wstając, przez chwilę czuła zawroty głowy. Ostatnio często je miewała, zawsze kiedy wstawała albo po najmniejszym nawet wysiłku. Nie mówiła o tym Wiktorowi, w takich wypadkach czekała, aż niemiłe uczucie przejdzie. Teraz powoli ruszyła do łazienki. Usłyszała, jak podnosi słuchawkę telefonu.
Dopiero kiedy zamknęła drzwi, zdała sobie nagle sprawę, jaki popełniła błąd. Ostatni numer, na jaki zadzwoniła, ciągle jeszcze był w pamięci aparatu telefonicznego. Wystarczyło, żeby Wiktor przycisnął guzik wywołujący ostatni numer, a dowiedziałby się, że kłamała. Było to coś, czego mogła się po Wiktorze spodziewać. Nie dzwoniła do Cynthii. Na pewno dowie się, że rozmawiała z Abby DiMatteo.
Nina stała, opierając się plecami o drzwi łazienki i nasłuchiwała. Usłyszała, jak odkłada słuchawkę.
– Nina? – dobiegł ją głos Wiktora.
Kolejna fala zawrotów głowy. Pochyliła się, walcząc z ciemnością przesłaniającą jej wzrok. Miała wrażenie, że nogi rozpływają się pod nią. Poczuła, jak osuwa się na podłogę.
Mocno zastukał do drzwi.
– Nina, muszę z tobą pomówić.
– Wiktor – szepnęła, ale wiedziała, że nie mógł jej usłyszeć. Nikt jej nie słyszał. Leżała na podłodze w łazience, nie miała siły poruszyć się ani zawołać go. Czuła, że serce w jej piersi trzepoce się jak skrzydła motyla w siatce.
– To nie może być tutaj – powiedziała Abby.
Ona i Katzka siedzieli w samochodzie zaparkowanym przy ulicy w Roxbury, obok zakratowanych sklepowych witryn i jakichś zakładów na skraju bankructwa. Jedynym jako tako idącym interesem była siłownia znajdująca się o kilka budynków dalej. Przez jej otwarte okna słychać było szczęk ciężarów od czasu do czasu przerywany męskim śmiechem. Obok siłowni znajdował się opuszczony budynek z napisem „Do wynajęcia”. Następna z kolei była siedziba Amity, czteropiętrowy barak z brązowego kamienia. Ponad wejściem widniała tablica:
Sprzęt Medyczny
Amity Medical Supplies