Выбрать главу

Podjęła decyzję. Powierzy życie swego nie narodzonego dziecka woli Boga, a nie nożowi chirurga.

Amelia ścisnęła ją za rękę. Szczękała zębami, łzy spływały jej po policzkach:

– Billie! Billie! Boże, co ja zrobiłam!

* * *

Wieczorem, ucałowawszy Maggie na dobranoc, Billie zajrzała do szwagierki.

– Amelio? – szepnęła w ciemność. – Spisz? – Cichutko przemknęła do łóżka. Bojąc się obudzić Randa, który spał w dostawionym łóżeczku po przeciwnej stronie. – Amelio!

– Billie. Billie, jestem bardzo chora.

Dotknęła jej czoła:

– Masz gorączkę.

– I krwawię. Bardzo.

Billie odnalazła pstryczek przy nocnej lampce. W bladej twarzy Amelii uwagę zwracały przede wszystkim sine usta.

– Zadzwonię po doktora Warda…

– Nie, Billie! Nie wolno ci…

– Co zrobimy? Jesteś chora.

– To przejdzie, naprawdę, to przejdzie.

– Nie, nie przejdzie. Coś poszło nie tak jak trzeba. – Odrzuciła kołdrę. Na różowej koszuli nocnej wykwitła wielka czerwona plama. – Krwawisz bardziej, niż sobie z tego zdajesz sprawę. Dzwonię do lekarza…

Amelia złapała ją za rękę:

– Nie wolno ci! Nikt nie może się o tym dowiedzieć! Nie mogę ryzykować! Muszę myśleć o Randzie… gdyby krewni Geoffa się dowiedzieli, wykorzystaliby to przeciwko mnie. A ojciec nie omieszka im o tym powiedzieć, tylko po to, żeby mi dokuczyć.

– Seth to kawał drania, ale przecież nie…

– Popatrz na mnie, Billie. Popatrz na mnie i dokończ, co chciałaś powiedzieć. Nie możesz? Więc nie dzwoń po Warda.

– Dobrze, w takim razie wezwę innego lekarza. Jakiegokolwiek. Albo sama zawiozę cię do Austin, na ostry dyżur. Nikt się o niczym nie dowie.

Amelia uparcie kręciła głową. Nie, nie może się na to zgodzić.

– Posłuchaj, sama mówiłaś, że musisz myśleć o Randzie. Możesz umrzeć z utraty krwi, może wdać się zakażenie. Pomyśl o Randzie!

– Dobrze. Zawieź mnie do szpitala. Tylko nie do Memoriał. Do Clinton General, na drugim końcu miasta.

* * *

Billie prowadziła samochód wśród ciemnej nocy. Wstążka autostrady rozwijała się przed światłami packarda jak długi, wąski język. Amelia odrzuciła głowę do tyłu. Na jej czole lśniły smugi potu. Zegar wskazywał wpół do pierwszej. Zdaniem Billie nikt nie zauważył, że się wymknęły, jednak rano będą się musiały tłumaczyć, kłamać, ukrywać winę. Nie, teraz nie może o tym myśleć. Musi się skoncentrować na prowadzeniu wozu. Limuzyna była długa i szeroka i Billie nie zawsze potrafiła zachować należytą odległość. Co chwila zerkała na licznik. Dwadzieścia mil, trzydzieści, trzydzieści pięć. Jechały już prawie godzinę. Amelia była spokojna, zbyt spokojna i zbyt blada.

Wreszcie rozbłysło przed nimi oświetlone miasto, wzrósł ruch na drodze. Na ulicy wiodącej do szpitala co chwila zatrzymywały je czerwone światła.

– Wytrzymaj, Amelio, jeszcze tylko kilka minut – błagała Billie, modląc się bezgłośnie.

Kiedy zatrzymała się przed szpitalem Clinton General, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Amelię ułożona na noszach, zniknęła błyskawicznie za drzwiami. Pielęgniarka w sztywno wykrochmalonym fartuchu została, żeby porozmawiać z Billie.

– Nazwisko pacjentki?

– Am… Amy Nelson.

– Od jak dawna krwawi? Czy znany jest pani powód krwawienia?

– Nie wiem… nie wiem… gdzie lekarz? Chcę rozmawiać z lekarzem – rzuciła Billie.

– Lekarz ją bada, ale pacjentka nie jest w stanie odpowiadać na pytania.

Billie szukała pomocy w białych ścianach poczekalni. Nie wiedziała, co odpowiadać. Ile może powiedzieć?

– A pani nazwisko?

– Ames. Willa Ames. – Kłamstwo przyszło jej z łatwością. – Jestem jej przyjaciółką.

– Panno Ames. – W tej chwili pielęgniarka dostrzegła jej obrączkę. – Pani Ames, wiemy, że wystąpiło krwawienie pochwowe. Musimy wiedzieć, czy panna Nelson jest w ciąży. Tak czy nie?

Billie potrząsnęła głową.

– Poroniła? Czy miała zabieg? Musi mi pani to powiedzieć. Od tego zależy jej życie.

– Nie, nie poroniła. – Tylko tyle była w stanie wykrztusić. Ta druga opcja była zbyt straszna, by o niej mówić. Przed oczyma stanął jej znowu poobijany emaliowany garnek.

– A więc usunęła ciążę, tak? Czy zna pani jej krewnych? Kogoś, z kim mogłabym się skontaktować?

– Nie! Ona nie ma nikogo prócz mnie.

Pielęgniarka wstała; towarzyszył temu szelest fartucha.

– Proszę tutaj poczekać, pani Ames. Porozmawiam z lekarzem.

Billie czekała i czekała, a z każdą chwilą wzrastał jej niepokój i wątpliwości. Mijały minuty, potem godziny. Siódma. Przez oszklone drzwi sączyło się światło poranka. Na korytarzu śpieszyli ludzie, lekarze i pielęgniarki. Biegali z sali do sali. Nadal nie wiedziała nic o Amelii.

O siódmej trzydzieści w Sunbridge rozpęta się piekło. Rand się zbudzi i będzie szukał matki. Agnes zejdzie na śniadanie i nie będzie miała pojęcia, gdzie przepadła córka. Carlos pójdzie do garażu i odkryje, że samochód zniknął. Billie nie wahając się podeszła do telefonu i wykręciła odpowiedni numer. Na szczęście słuchawkę podniosła Agnes.

– Billie? Skąd dzwonisz? Nie jesteś w pokoju?

– Nie, mamo. Nie zadawaj żadnych pytań. Niech pani Jenkins zajmie się Randem. Powiedz Carlosowi, że Amelia i ja zabrałyśmy samochód wczoraj wieczorem i że wkrótce go odstawię.

– Amelia? Czy ona jest z tobą? Co to znaczy, że go niedługo odstawisz? Amelia z tobą nie wraca? Billie, chcę wiedzieć, co się stało?

Westchnęła ciężko. Nie ma rady, musi jej powiedzieć:

– Mamo, jestem z Amelią w szpitalu. Jej migrena pogorszyła się w nocy. Straciła przytomność.

– Nie wierzę w ani jedno słowo, Billie. Czy zrobiłaś coś… głupiego? Wiem, że jesteś w ciąży. Powiedz, dobrze się czujesz?

– Tak, i dziecko też. Żadnych pytań, mamo. – Nie sposób było nie usłyszeć groźby w jej głosie. – A skoro wiesz, że jestem w ciąży, zapewne wiadomo ci także, że doktor Ward odradza mi donoszenie tego dziecka?

– Billie, o czym ty mówisz? – Agnes najwyraźniej wpadła w panikę.

– Mówię, mamo, że masz kryć Amelię i mnie przed Sethem. On się nie może dowiedzieć, gdzie i dlaczego jesteśmy. Zajmij się dziećmi. Wrócę samochodem, kiedy to będzie możliwe. Nie zawiedź mnie, mamo, a i ja ciebie nie zawiodę. Czy dobrze się zrozumiałyśmy?

Agnes otworzyła usta ze zdumienia. Czy naprawdę rozmawia ze swoją córką? Czy Billie jej grozi? Ale chyba nie skrzywdziłaby własnego dziecka? Jednak wewnętrzny głos podpowiadał, że rozmawia z nową, inną Billie.

– Wracaj do domu jak najszybciej – szepnęła cicho do słuchawki. – Zajmę się wszystkim.

– Słuszna decyzja, mamo. Słuszna decyzja.

Za piętnaście dziewiąta nerwowo spacerowała po niewielkiej poczekalni na drugim piętrze. Co mniej więcej trzydzieści sekund spoglądała na zegar. Co oni robią z Amelią? Dlaczego nikt jej niczego nie mówi?

– Pani Ames? – usłyszała kobiecy głos. – Pani Ames?

– Tak, jestem tutaj. – Billie zamarła w pół kroku.