Выбрать главу

Pan Okamoto: – Czuję, że czeka nas kolejny ciężki dzień.

[szurgot odsuwanego krzesła, odległy szum wody cieknącej z kranu]

Pi Pateclass="underline" – No i co się dzieje? Nic stąd nie widzę.

Pan Okamoto [z daleka]: – Napełniam umywalkę.

– Włożył pan już banany?

[głos z daleka] – Nie.

– Już?

[glos z daleka] – Włożyłem.

– No i?

[milczenie]

Pan Chiba: – Pływają?

[głos z daleka] – Pływają.

– No więc jak, pływają?

[głos z daleka] – Pływają.

– A nie mówiłem?

Pan Okamoto: – Tak, tak. Ale trzeba by było masy bananów, żeby utrzymać orangutana.

– I było ich dużo. Około tony. Do dziś aż mnie skręca, jak sobie pomyślę o tej tonie bananów, które się zmarnowały. A były w zasięgu mojej ręki…

– Rzeczywiście, szkoda. A teraz wróćmy do…

– Czy mógłby mi pan oddać moje banany?

Pan Chiba: – Ja je wyjmę.

[szurgot odsuwanego krzesła]

[głos z daleka] – No proszę, naprawdę pływają.

Pan Okamoto: – A co z tą wyspą z alg, na którą podobno pan natrafił?

Pan Chiba: – Proszę, oto pańskie banany.

Pi Pateclass="underline" – Dziękuję. Słucham?

– Przepraszam, że powiem brutalnie; nie chciałbym pana urazić, ale chyba pan nie sądzi, że panu uwierzymy? Mięsożerne drzewa? Produkujące słodką wodę algi, które pożerają ryby? Wodne gryzonie żyjące na drzewach? Coś takiego nie istnieje.

– Tylko dlatego, że pan ich nie widział?

– Otóż to. Wierzymy w to, co widzimy.

– Jak Kolumb. A co się dzieje, kiedy jest ciemno?

– Pańska wyspa jest nieprawdopodobna z punktu widzenia botaniki…

– …powiedziała mucha, lądując na rosiczce.

– Dlaczego nikt inny na nią nie natrafił?

– Ocean jest wielki, statki szybkie. Ja dryfowałem powoli, mogłem wiele zaobserwować.

– Żaden naukowiec panu nie uwierzy.

– Nie uwierzą mi tacy jak ci, którzy negowali teorie Kopernika i Darwina. Czy proces odkrywania nowych gatunków roślin już się zakończył? Na przykład tych z dorzecza Amazonki?

– Nie odkryto roślin, które zaprzeczałyby prawom natury.

– Które to prawa zna pan oczywiście na wylot. – Wystarczająco dobrze, żeby odróżniać to, co możliwe, od niemożliwego.

Pan Chiba: – Mam wuja, który zna się nieźle na botanice. Mieszka na wsi pod Hita-Gunem. Jest mistrzem bonsai.

Pi Pateclass="underline" – Czego?

– Bonsai. No wie pan, takie miniaturowe drzewka.

– Mówi pan o krzewach?

– Nie, o drzewkach. Bonsai to drzewka. Nie mają nawet dwóch stóp wysokości. Można je nosić w rękach. Żyją bardzo długo. Mój wujek ma jedno takie, które liczy sobie ponad trzysta lat.

– Trzystuletnie, wysokie na dwie stopy drzewko, które można nosić w rękach?

– Tak. Są bardzo delikatne. Wymagają wielkiej troski.

– Kto słyszał o takich drzewach? Z punktu widzenia botaniki coś takiego jest niemożliwe.

– Ale zapewniam pana, że takie drzewka istnieją. Mój wujek…

– Wierzę tylko w to, co widzę.

Pan Okamoto: – Chwileczkę, panowie. Atsuro, z całym szacunkiem dla twojego wuja, który mieszka na wsi koło Hita-Gunu: nie jesteśmy tu po to, żeby prowadzić jałowe rozmówki o botanice.

– Próbuję tylko pomóc…

– Czy bonsai twojego wuja żywi się mięsem?

– Nie sądzę.

– Czy któreś drzewko kiedyś cię ugryzło?

– Nie.

– W takim razie bonsai twojego wuja niewiele nam pomoże. Na czym skończyliśmy?

Pi Pateclass="underline" – Opowiadałem o wysokich drzewach z solidnymi korzeniami.

– Odłóżmy je na razie na bok.

– To może być trudne. Nigdy nie próbowałem ich wyrywać i nosić w rękach.

– Jest pan zabawny, panie Patel. Ha, ha, ha!

Pi Pateclass="underline" – Ha, ha, ha!

Pan Chiba: – Ha, ha, ha! To wcale nie było śmieszne.

Pan Okamoto: – Śmiej się. Ha, ha, ha!

Pan Chiba: – Ha, ha, ha!

Pan Okamoto: – Co do tygrysa: też nie jesteśmy pewni…

– Co pan ma na myśli?

– Trudno nam w to uwierzyć.

– To nieprawdopodobna historia.

– Otóż to.

– Nie wiem, jak udało mi się przeżyć.

– Musiało to być dla pana trudne.

– Zjadłbym jeszcze jedno ciasteczko.

– Już nie ma.

– A co jest w tej torbie?

– Nic.

– Mogę zajrzeć?

Pan Chiba: – Już po naszym lunchu.

Pan Okamoto: – Wracając do tygrysa…

Pi Pateclass="underline" – Straszna sprawa. Pyszne te kanapki.

Pan Okamoto: – Rzeczywiście, wyglądają apetycznie.

Pan Chiba: – Jestem głodny.

– Nie znaleziono śladu tego tygrysa. Trochę trudno w to uwierzyć, prawda? W Ameryce nie ma tygrysów. Czy nie sądzi pan, że gdyby pojawił się dziki tygrys, dowiedziałaby się już o nim policja?

– Przypomnę panu o czarnej panterze, która uciekła z zoo w Zurychu w środku zimy.

– Panie Patel, tygrys to niesamowicie groźne dzikie zwierzę. Jak udało się panu przeżyć w jednej szalupie z taką bestią? To…

– Nie uświadamia pan sobie tego, że to my jesteśmy dla dzikich zwierząt istotami obcymi i groźnymi. Wywołujemy w nich lęk. Unikają nas, jak mogą. Upłynęły całe wieki, zanim udało nam się wykorzenić ten strach z niektórych bardziej uległych zwierząt – udomowić je, jak to się mówi – ale wiele z nich nie może tego lęku przezwyciężyć i wątpię, czy kiedykolwiek im się to uda. Jeśli dzikie zwierzęta nas atakują, to robią to z czystej desperacji. Walczą, kiedy czują, że nie ma innego wyjścia. To dla nich ostateczność.

– W szalupie? No nie, panie Patel, to niewiarygodne!

– Niewiarygodne? A co pan wie o niewiarygodnym? Chce pan niewiarygodnego? Bardzo proszę: właściciele ogrodów zoologicznych w Indiach utrzymują w głębokiej tajemnicy to, że w 1971 roku z zoo w Kalkucie uciekła polarna niedźwiedzica Bara. Słuch o niej zaginął, nie znalazła jej ani policja, ani myśliwi, ani kłusownicy – nikt. Podejrzewamy, że żyje na swobodzie nad rzeką Hugli. Jeśli pojedziecie kiedykolwiek do Kalkuty, strzeżcie się, szanowni panowie. Bo jak zwietrzy, że wasz oddech pachnie sushi, możecie zapłacić wysoką cenę! Gdyby wziąć Tokio, odwrócić je do góry nogami i potrząsnąć nim porządnie, to bylibyście panowie zdumieni, ile wysypałoby się z tego miasta zwierząt: borsuków, wilków, wężów boa, waranów, krokodyli, strusi, pawianów, kapibar, dzików, lampartów, manatów i niezliczonych innych przeżuwaczy. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że powtórnie zdziczałe żyrafy i hipopotamy od pokoleń bytują w Tokio, przez nikogo nie widziane. Możecie kiedyś porównać to, co przylepi się wam na ulicy do butów, z tym, co leży w klatkach w tokijskim zoo – a wtedy radzę wam rozglądać się uważnie. I wy macie nadzieję znaleźć tygrysa w meksykańskiej dżungli! To śmieszne, po prostu śmieszne! Ha, ha, ha!

– Zgoda, w Tokio mogą być zdziczałe żyrafy i hipopotamy, a w Kalkucie żyjąca na swobodzie niedźwiedzica polarna. Nie wierzymy tylko w tygrysa w pańskiej szalupie.

– Oto arogancja wielkomiejskich zarozumialców! Uważacie, że w waszych metropoliach mogą być wszystkie zwierzęta raju, ale mojej skromnej wiosce odmawiacie jednego marnego tygrysa bengalskiego!

– Spokojnie, panie Patel.

– Jeśli potykacie się już na kwestii wiary, to po co żyjecie? Czy łatwo uwierzyć w miłość?

– Panie Patel…

– Niech pan mnie nie prowokuje swoją uprzejmością! Miłość to coś, w co też trudno uwierzyć: niech pan zapyta któregokolwiek zakochanego. Samo życie jest czymś niewiarygodnym, wystarczy zapytać naukowca. Trudno uwierzyć w Boga, zapytajcie któregokolwiek wierzącego. Jaki macie problem z wiarą?