– Staramy się po prostu zachować zdrowy rozsądek.
– Ja też! Posługuję się rozsądkiem nieustannie. Rozsądek jest nieoceniony, jeśli chodzi o zdobycie pożywienia, ubrania i schronienia. Rozsądek to najlepszy ekwipunek. Nic tak nie pomaga, jak racjonalne rozumowanie, kiedy trzeba poskromić tygrysa i trzymać go od siebie z daleka. Ale kiedy człowiek jest zbyt racjonalny, wylewa kosmos z kąpielą.
– Spokojnie, panie Patel, proszę się nie denerwować.
Pan Chiba: – Z kąpielą? Co tu ma do rzeczy kąpiel?
– Jak mogę się nie denerwować? Szkoda, że nie widzieliście Richarda Parkera!
– Tak, tak, oczywiście.
– Olbrzym. Takie zębiska! Pazury jak jatagany!
Pan Chiba: – Co to są jatagany?
Pan Okamoto: – Lepiej byś mi trochę pomógł, zamiast zadawać głupie pytania słownikowe. Ten chłopiec to twardy orzech do zgryzienia. Zrób coś.
Pan Chiba: – Proszę spojrzeć! Batonik!
Pi Pateclass="underline" – Cudownie!
[długie milczenie]
Pan Okamoto: – Zupełnie jakby nie zeżarł nam już całego lunchu. Zaraz zażąda tempury.
[długie milczenie]
Pan Okamoto: – Tracimy z oczu cel tego dochodzenia. Przyjechaliśmy tu w związku z zatonięciem frachtowca. Pan jeden ocalał z katastrofy. I był pan tylko pasażerem. Nie ponosi pan odpowiedzialności za to, co się stało. Nie zamierzamy…
– Ta czekolada jest pyszna!
– Nie zamierzamy pana o nic oskarżać. Jest pan niewinną ofiarą tragedii na oceanie. Próbujemy tylko dociec, dlaczego i jak utonął „Tsimtsum”. Wydawało nam się, że może nam pan pomóc, panie Patel.
[milczenie]
– Panie Patel?
[milczenie]
Pi Pateclass="underline" – Tygrysy istnieją, szalupy istnieją, oceany istnieją. A wy wszystko to negujecie tylko dlatego, że nie potraficie w swoich ciasnych umysłach połączyć tych trzech rzeczy w jedno. Tymczasem prawda wygląda tak, że w przypadku „Tsimtsuma” te trzy elementy się połączyły, a potem statek zatonął.
[milczenie]
Pan Okamoto: – A co z tym Francuzem?
– To znaczy?
– Dwóch niewidomych spotyka się w dwóch szalupach na Pacyfiku – czy taki zbieg okoliczności nie wydaje się panu mało prawdopodobny?
– Oczywiście.
– My uważamy, że zbyt nieprawdopodobny.
– Tak samo jak wygrana w totalizatora, a jednak ktoś zawsze wygrywa.
– Uważamy to za coś wyjątkowo nieprawdopodobnego.
– Ja też.
– Mówiłem, żeby wziąć dzień wolnego. Rozmawialiście o jedzeniu?
– Owszem.
– Francuz znał się na tym doskonale.
– O ile można to w ogóle nazwać jedzeniem.
– Kucharz na „Tsimtsumie” był Francuzem.
– Francuzów jest na świecie pełno.
– Ale może Francuz, którego pan spotkał, to był ten kucharz?
– Może. Skąd mam wiedzieć? Nigdy go nie widziałem. Byłem ślepy. A potem Richard Parker pożarł go żywcem.
– Ach, jak się dobrze dla pana złożyło.
– Wcale nie. To było straszne i odrażające. A przy okazji: jak wytłumaczycie obecność kości surykatek w łodzi?
– Owszem, były tam kości jakiegoś zwierzątka…
– Nie jednego!
– …jakichś zwierzątek. Pewnie pochodziły ze statku.
– Nie mieliśmy w zoo surykatek.
– My nie mamy dowodów na to, że to kości surykatek.
Pan Chiba: – Może to kości bananów! Ha, ha, ha, ha, ha!
– Zamknij się, Atsuro!
– Najmocniej przepraszam, Okamoto-san. To ze zmęczenia.
– Przynosisz hańbę naszej służbie państwowej. Kompromitujesz nasz urząd!
– Najmocniej przepraszam, Okamoto-san.
Pan Okamoto: – To mogą być kości jakiegoś innego zwierzątka.
– To były surykatki.
– Mogły to być mangusty.
– Naszych mangust z zoo nie sprzedaliśmy. Zostały w Indiach.
– Mogły się zalęgnąć na statku, tak jak szczury. Mangusty są w Indiach bardzo pospolite.
– Mangusty jako plaga?
– A czemu nie?
– Kto przeniósłby kilkanaście mangust do szalupy na wzburzonym oceanie? Przyzna pan, że to mało prawdopodobne.
– Bardziej prawdopodobne niż pewne rzeczy, o których usłyszeliśmy od pana w ciągu ostatnich dwóch godzin. Może mangusty były już w szalupie, tak jak szczur, o którym pan opowiadał.
– Zdumiewająca jest ta liczba zwierząt w szalupie.
– Istotnie, zdumiewająca.
– Prawdziwa dżungla.
– Owszem.
– Te kości to kości surykatek. Oddajcie je do przebadania specjalistom.
– Nie zostało ich wiele. I nie było łebków.
– Używałem ich jako przynęty.
– Wątpliwe, żeby jakikolwiek specjalista potrafił określić, czy to kości surykatek, czy mangust.
– To znajdźcie biegłego sądowego w zakresie zoologii.
– No dobrze, panie Patel! Wygrał pan. Nie potrafimy wytłumaczyć obecności kostek surykatek w szalupie – jeśli są to rzeczywiście kości surykatek. Ale nie to jest przedmiotem naszego zainteresowania. Jesteśmy tu dlatego, że japoński frachtowiec, własność Oika Shipping Company, pływający pod panamską banderą, utonął na Oceanie Spokojnym.
– Nigdy tego nie zapomnę, nawet na chwilę. Straciłem całą swoją rodzinę.
– Bardzo nam przykro.
– Nie tak jak mnie.
[długie milczenie]
Pan Chiba: – No i co dalej?
Pan Okamoto: – Nie wiem.
[długie milczenie]
Pi Pateclass="underline" – Może ciasteczko?
Pan Okamoto: – Bardzo chętnie. Dziękuję.
Pan Chiba: – Dziękuję.
[długie milczenie]
Pan Okamoto: – Piękny mamy dzień.
Pi Pateclass="underline" – Tak. Słoneczny.
[długie milczenie]
Pi Pateclass="underline" – Panowie pierwszy raz w Meksyku?
Pan Okamoto: – Tak, pierwszy.
– Ja też.
[długie milczenie]
Pi Pateclass="underline" – A więc nie podobała się panom moja opowieść?
Pan Okamoto: – Ależ nie, bardzo nam się podobała. Prawda, Atsuro? Będziemy ją bardzo długo pamiętać.
Pan Chiba: – O, tak.
[milczenie]
Pan Okamoto: – Jako prowadzący dochodzenie, chcielibyśmy się jednak dowiedzieć, co się naprawdę zdarzyło.
– Co się naprawdę zdarzyło?
– Tak.
– Więc chce pan usłyszeć inną opowieść?
– Hmm… nie. Chcielibyśmy się tylko dowiedzieć, co zdarzyło się naprawdę.
– Ale czy mówienie o czymś nie przekształca się zawsze w jakąś opowieść?
– Może tak to wygląda w języku angielskim. W japońskim słowo „opowieść” zawiera w sobie element zmyślenia, fikcji. A my nie chcemy żadnej fikcji. Chcemy, jak to wy mówicie, suchych faktów.
– A czy opowiadanie o czymś za pomocą słów, obojętne, angielskich czy japońskich, nie jest samo w sobie wymyślaniem?
– Hmm.
– Słowo samo w sobie nie ma jednego określonego znaczenia. Jego znaczenie zależy od tego, jak je rozumiemy, prawda? Rozumiejąc coś w określony sposób, nadajemy temu czemuś znaczenie. Czy wobec tego życie nie jest rodzajem opowieści?
– Ha, ha, ha! Jest pan bardzo inteligentny, panie Patel.
Pan Chiba: – O czym on mówi?
– Nie mam pojęcia.
Pi Pateclass="underline" – Chce pan słów, które odzwierciedlają rzeczywistość?
– Tak.
– Słów, które nie zaprzeczają rzeczywistości?
– No właśnie.
– Ale tygrysy nie zaprzeczają rzeczywistości.
– Och, błagam, skończmy z tygrysami.
– Wiem, czego pan chce. Chce pan opowieści, która nie będzie pana zaskakiwać. Która potwierdzi to, co pan już wie. Która nie zmusi pana do patrzenia wyżej, dalej czy inaczej. Chce pan banalnej historyjki. Pozbawionej dynamiki. Chce pan suchych, jałowych faktów.
– Hmm…
– Chce pan opowieści bez zwierząt.
– Tak!
– Bez tygrysów i orangutanów.
– Właśnie.
– Bez hien i zebr.
– Otóż to.