W następnym roku ukraiński ruch nacjonalistyczny na Wołyniu przystąpił do realizacji celu, czyli próby utworzenia samodzielnego ukraińskiego państwa. Za wrogów tego państwa uznano ludność polską zamieszkującą ten obszar. Przystąpiono do eksterminacji a faktycznie do rzezi Polaków. Rzezi takiej dokonał 9 II 1943 r. oddział UPA Piotra Nietowicza w polskiej koloni Parośle w powiecie sarneńskim liczącej 43 domy zamieszkałe przez 143 osoby. Antoni Przybysz wspomina „…Około godziny 5 rano 9 lutego 1943 r. mieszkańcy kolonii Parośli zostali obudzeni szczekaniem psów… Przed każdym domem zatrzymały się jedne sanie i z nich wysiadło po kilku mężczyzn… Do każdego domu weszło od czterech do sześciu „gości”, którzy podali się za partyzantów radzieckich. Cała osada została przez nich otoczona.[…]. Mieszkańcy kolonii zostali powiadomieni, że do wieczora nikt nie ma prawa do opuszczania swojego gospodarstwa. Zobowiązani zostali do całodziennego wyżywienia przybyłych partyzantów i ich koni.[…]. Sotnicy znajdujący się w domach o godzinie 16 wydali rozkazy, żeby wszyscy domownicy położyli się na podłogach, gdyż będą strzelać do rzekomo zbliżających się Niemców, aby ktoś nie został przypadkowo raniony lub zabity. Gdy ludzie leżeli twarzami do podłóg, „partyzanci” siekierami rozrąbywali głowy wszystkim osobom. Małym dzieciom uderzali w główki obuchami siekier lub toporów. Stawiającym opór po obezwładnieniu obcinano nosy, uszy, paznokcie, dłonie, stopy – po kawałku, wypalano oczy, rozpruwano brzuchy…”. Po wymordowaniu ludności obrabowali wszystkie domy. Powiadomiona o tej zbrodni policja niemiecka nie podjęła żadnego dochodzenia.3
Podobnie postąpił stacjonujący Wehrmacht w Janowej Dolinie 23 IV 1943 r. Banda nacjonalistów ukraińskich napadła o godzinie 1.00 w nocy na liczącą wówczas ok. 22 000 mieszkańców tę miejscowość. Ta liczba mieszkańców była wynikiem żywiołowej ucieczki ludności polskiej z okolicznych miejscowości zagrożonych przez Ukraińców. Polacy uważali, że Ukraińcy jej nie zaatakują, bo stacjonował tutaj garnizon niemiecki Wehrmachtu liczący ok. 1 000 żołnierzy. W obawie przed represjami za posiadanie broni nie zorganizowano samoobrony a żywiono przekonanie, iż UPA nie odważy się zaatakować tej miejscowości. Prawdopodobnie Ukraińcy działali w porozumieniu z Niemcami i z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek uderzyli na tę miejscowość. Wspomina tę noc Łucja Tarczyńska, która z rodziną zbiegła do lasu z którego widziała „…jak Ukraińcy, których przyjechało wozami bardzo dużo, okradali podpalone mieszkania, ładując zdobycz na wozy, oraz w okrutny sposób znęcali się nad naszymi wieloletnimi sąsiadami. Ponieważ ten pożar i okrutny mord niewinnych ludzi a także spalenie ojca, którego zwłoki musieliśmy zostawić, nie pozwalały pozostać bezczynnie, w jakimś marazmie, gdy oprawcy byli zajęci, zaczęliśmy uciekać, a raczej kluczyć po lesie ostrożnie, gdyż cała Janowa Dolina była okrążona przez Ukraińców, aż dotarłyśmy do rzeki Horyń. Potem powędrowaliśmy do babci do Żytynia […]. Do dziś nie wiem, kto wówczas się uratował i co się stało z pomordowanymi. Gdzie znaleźli miejsce wiecznego spoczynku. Uratowanie z tej pożogi i miejsca nieludzkiego mordu, traktuję jako cud …”.4
W zaistniałej sytuacji ludność polska przystąpiła do organizowania samoobrony, aby zachować życie i dobytek, bo UPA akcje przeprowadzała z całą bezwzględnością, dążąc do fizycznej likwidacji Polaków. Dowódcy tych oddziałów dokonywali pogromów, bezlitośnie mordowali wszystkich mieszkańców, łącznie z dziećmi, zabudowania palono a mienie i bydło rabowano. Dlatego mieszkańcy Przebraża rozpoczęli przygotowania do odparcia napadu UPA.
Przebraże były dużą kolonią polską w gminie Trościaniec w powiecie łuckim na Wołyniu. Przed II wojną światową liczyła 200 zagród z 1150 mieszkańców. Zbrodnie dokonywane przez nacjonalistów ukraińskich nie tylko w okolicznych miejscowościach przyspieszyły decyzję Polaków o konieczności zorganizowania własnej obrony, aby zbrojnie przeciwstawić się ich napadom. Najpierw spontanicznie a potem z polecenia Polskiego Państwa Podziemnego zaczęto organizować Społeczne Organizacje Samoobrony, zwane ,,samoobroną”. W marcu 1943 r. do jej tworzenia przystąpiono w Przebrażu, którą objęto też okoliczne miejscowości z gminy Trościaniec, jak: Chołopiny, Jazwiny, Mosty, Wydranka, Zagajnik.
Przebraże nie było łatwe do obrony, bo rozciągało się na znacznej długości a wraz z miejscowymi wsiami obejmowało obszar o długości ok. 6 km i szerokości 5 km. Dlatego jego system obrony był rozbudowany a następnie doskonalony przez cały okres okupacji. Członkowie samoobrony czuwali dniami i nocami, ogłaszali alarm w przypadku zagrożenia ukraińskiego i podejmowali obronę, którą wzmacniały pododdziały. Tym samym unikano zaskoczenia. Początkowo warty, liczące po kilkadziesiąt osób uzbrojone były w kosy, widły itd. a następnie w broń palną, którą pozyskiwano w różny sposób. Jej zalegalizowanie mogło być realne, gdyby miejscowe władze niemieckie przydzieliły broń dla Przebraża. Prośba delegacji mieszkańców została pozytywnie rozpatrzona, bo Kreislandwirt Kiwerc Jeske przekazał 15 starych karabinów.
Samoobroną dowodził podoficer WP Henryk Cybulski ,,Hart” [ od 20 kwietnia 1943 r.] a jego zastępcą został Franciszek Żytkiewicz, zaś jej komendantem cywilnym był Ludwik Malinowski ,,Lew”, stojący też na czele Rady Starszych. Najpierw zorganizowano cztery plutony dowodzone przez: Władysława Cybulskiego, Franciszka Malinowskiego, Tadeusza Mielnika, Marcelego Żytkiewicza, które latem 1943 r. przekształcone zostały w cztery kompanie wspomagane m.in. przez zwiad pieszy i konny oraz terenowe komórki AK. Kompanie były w stałej gotowości bojowej, tak w ciągu dnia, jak i nocy. Samoobrona w Przebrażu liczyła ok. 500 uzbrojonych osób.
Dowództwo samoobrony przystąpiło wiosną 1943 r. do tworzenia obrony okrężnej, opierając ją na rowach strzeleckich i zasiekach z drutu kolczastego. Początkowa linia obrony przebiegała przez centrum wsi, która otoczona została kilkumetrowym pasem zasieków. Z upływem czasu linia ta była przesuwana w celu rozszerzenia obszaru dla ludności przybywającej z sąsiednich miejscowości. Przy linii obrony stała uzbrojona straż dniem i nocą. W przypadku zagrożenia ludność chroniła się za linią obrony a pododdziały podejmowały walkę z przeciwnikiem. W szczytowym okresie przebywało w Przebrażu ok. 10,5 tys. ludzi, bo wielu Polaków z okolicznych miejscowości tutaj szukało schronienia, jak rodzina Karabiniewiczów z Ostrowy, czy też Kowalskich z Dębiny. Zabierano z sobą najczęściej podstawowe rzeczy. Dlatego utworzono m.in. komórkę aprowizacyjną i szpital.
Do drobnych potyczek z UPA [upowcami] dochodziło ciągle. Natomiast 5 lipca 1943 r. Przebraże zostało otoczone rano przez ich uzbrojone bojówki, które ostrzelały z moździerzy i zaatakowały poszczególne odcinki obrony polskiej. Walka trwała do godzin popołudniowych. Pod wieczór upowcy wycofali się. Zginęło 10 osób – strat UPA nie ustalono, ale były znaczne. Natomiast prace polowe prowadzono pod osłoną uzbrojonych członków samoobrony, którzy nieraz staczali potyczki z upowcami.
31 lipca 1943 r. upowcy powtórnie zaatakowali Przebraże. Ubezpieczenia zaalarmowały o grożącym niebezpieczeństwie. Walka zacięta trwała kilka godzin, w której udział wzięli wszyscy niemal mężczyźni, uzbrojeni nie tylko w broń palną, ale kosy, siekiery itd. Pomimo ogromnej przewagi-ponad 3500 upowców- nie osiągnęli celu i wycofali się, ponosząc wysokie straty. Obrońcy mieli 1 rannego ( Zdziaław Gletkier ).
W początkach 1943 r. do wsi polskich na Wołyniu często przychodzili członkowie UPA i podawali się za partyzantów sowieckich. Na czapkach mieli czerwone gwiazdy. Celem ich było ustalenie, czy dane wsie polskie organizują samoobronę, jeśli tak to jakim dysponuje uzbrojeniem.
12 II 1943 r. Polacy z sąsiednich miejscowości z inspiracji wójta gminy Jana Muzyka z Załawiszcz pochowali zamordowanych we wspólnej mogile.
Relacja Antoniego Przybysza [w:] Okrutna przestroga. Opr. Jerzy Dębski, Leon Popek. Lublin 1997, s. 253-255.
Zamordowano ok. 600 Polaków. Część ludności polskiej wywieziona została do pracy przymusowej w III Rzeszy, zaś wielu jej mieszkańców przeniosło się do innych miejscowości na Wołyniu. O mordzie tym czytamy w Litopysie UPA, t. V [s.20] „…Przy zdobywaniu silnego polskiego gniazda, a raczej centrum Polaków, Janowej Doliny w pow. kostopolskim, spalono dwie trzecie zabudowań. Bój trwał kilka godzin. Polacy podają liczbę swoich strat na 500 ludzi. Liczba zabitych Niemców niewiadoma. Nasze straty niewielkie…”.