Выбрать главу

– Raczej sam środek nocy – przerwał Riordan. – Kto mógł wiedzieć, że rodzisz? – Obserwował przez chwilę, jak dziewczyna zmaga się z odpowiedzią. – Katie – rzekł zdecydowanym głosem – co się stało z tym dzieckiem?

Na oczach Ellie w jednej chwili Katie rozkleiła się zupełnie: drżące usta, oczy pełne łez, dygoczące ramiona. Potrząsając bez przerwy głową, Katie raz po raz zaczęła powtarzać, że to nie ona, wypierając się odpowiedzialności karnej. Ellie spodziewała się, że Riordan spróbuje ją jakoś uspokoić, ale szybko się zorientowała, że on wstąpił już w inne szeregi. Zaangażowała go prokuratura, zatem pocieszanie oskarżonej byłoby sprzeczne z etyką zawodową, skoro sprowadzono go tutaj po to, aby pomógł wsadzić ją do więzienia.

Ellie przyklękła obok krzesła swojej klientki.

– Możemy prosić o chwilę przerwy? – zapytała i nie czekając na odpowiedź Riordana, objęła Katie ramieniem. Starała się przy tym nie zwracać uwagi na zwinięty w kłąb fartuch, który dziewczyna tuliła do siebie, tak jak tuli się dziecko.

Brian Riordan zatrzepotał powiekami i zaczął mówić napiętym, płomiennym falsetem:

– Katie Fisher nie była obecna przy śmierci tego dziecka. Ciałem – być może, lecz na pewno nie duchem. Kiedy maleństwo oddawało ostatnie tchnienie, dziewczyna miotała się zamknięta w więzieniu własnego umysłu, pod strażą wyrzutów sumienia. – Wyszczerzył zęby do prokuratora okręgowego. – Albo coś w ten deseń – dodał już zwyczajnym głosem.

George wybuchnął śmiechem.

– I to się sprawdza na rozprawach? Takie psychoanalityczne pierdoły?

Riordan poczęstował się miętówką ze słoika stojącego na biurku.

– Jeśli tylko ja zabiorę głos, to nie.

– Jesteś pewien, że Hathaway chce dowodzić niepoczytalności, powołując się na zaburzenie dysocjacyjne?

– Uwierz mi, to jest wymarzona linia obrony dla zabójczyń noworodków. Z punktu widzenia psychologii, rozbieżności pomiędzy zeznaniem Katie a dowodami dostarczonymi przez lekarza sądowego można wyjaśnić tylko na dwa sposoby: albo dziewczyna cierpi na zaburzenie dysocjacyjne, albo kłamie w żywe oczy. Nietrudno się chyba domyślić, którą drogą pójdzie obrona. Niemniej jednak krótkie okresy dysocjacji nie dowodzą jeszcze niepoczytalności. – Riordan wzruszył ramionami i wrzucił cukierek do ust. – Poza tym stany dysocjacyjne mają to do siebie, że adwokat może łatwo wpaść we własne sidła. Jeśli pani Hathaway poczuje się zbyt pewnie w temacie, to już po niej. Jej ekspert w żaden sposób nie zdoła udowodnić, że obciążenie umysłowe, które wywołało dysocjację, było skutkiem porodu, nie zaś popełnienia morderstwa. Co było pierwsze, jajko czy kura? Nie wiadomo.

– No, dobrze. Widzę, że ta sprawa da się poprowadzić. – George błysnął uśmiechem, rozsiadając się wygodnie w fotelu.

– Prosto do więzienia stanowego. Prokurator przytaknął.

– A czy to, że dziewczyna pochodzi z amiszów, ma jakieś konsekwencje psychologiczne? – zapytał. – Nie powinniśmy się jakoś przygotować z tej strony?

Riordan wstał, zapinając guziki marynarki.

– Po co? – odpowiedział pytaniem. – Morderstwo to morderstwo.

Gdy ją pocałował, drzewa obsypały ich deszczem liści, klony plamiąc jego plecy bogatą czerwienią, dęby – dukatowym złotem. Za koc służył im jej szal, rozpostarty w ostrej, szorstkiej trawie na wzór skrzydeł olbrzymiego czarnego jastrzębia. Katie wyplątała palce z włosów Adama, zaciskając je na jego ramionach, a on zaczął rozpinać jej sukienkę. Każdą szpilkę wbijał pieczołowicie w pień rosnącego za nimi drzewa, a ona kochała go za tę troskliwość, za to, że myślał o tym, jak ona się będzie czuła już po wszystkim.

Fartuch zsunął się z jej bioder, a sukienka rozchyliła jak kwitnący pąk. Katie zamknęła oczy, zawstydzona, ale po chwili poczuła, jak Adam pochyla się do jej piersi, kreśląc wzory na jej ciele przez cienką bawełnę spodniej koszuli. Przytrzymała jego głowę w tym miejscu, wyobrażając sobie, że on pije prosto z czary jej serca.

Nie wyznał jej miłości, ale to nie miało znaczenia. To, co robił, jak się do niej odnosił – to była miara prawdziwa, dokładniejsza niż jakiekolwiek słowo, które mógłby jej powiedzieć. Dla ludzi jej podobnych dowodem uczucia były czyny, nie zaś te trzy krótkie sylaby, które nie znaczą kompletnie nic. Usłyszy je zresztą od niego, później, po wszystkim, kiedy nie zdołają one już umniejszyć wartości tego, co działo się teraz pomiędzy nimi.

Adam zrzucił własne ubranie – i nikt już nie potrafiłby zobaczyć w nich pary z dwóch różnych kompletów. To była ostatnia świadoma myśl Katie, bo wtedy Adam przywarł do niej całym ciałem, a palący żar jego skóry odebrał jej mowę i rozwiał wszelkie obawy.

Pomiędzy udami czuła jego wezbrany ciężar. Wolną ręką uniósł jedno jej kolano, a ciało Katie posłusznie otworzyło się przed nim. Spojrzał jej w oczy i powiedział bardzo poważnie, choć szeptem:

– Możemy przestać. W tej chwili, jeśli tylko chcesz. Katie przełknęła ślinę.

– A ty chcesz?

– Wolałbym wpaść pod kombajn.

Uniosła biodra zapraszającym gestem i poczuła go, jak się w niej zatraca, gubi, rozpierając jej ciało tak, że aż zapiekły ją oczy, które nagle otworzyły się szeroko. Przyszli jej na myśl turyści, którzy zatrzymywali się przy drogowskazie na rozdrożu mniej więcej osiem kilometrów stąd i zanosząc się śmiechem, robili sobie zdjęcia pod napisem INTERCOURSE, PA *. A potem myślała o tym, jak jej ciało rozstępuje się przed Adamem, składając mu dar najwspanialszej uległości. A potem on sięgnął ręką pomiędzy nich oboje i dotknął jej.

– Dojdźmy tam razem – szepnął.

Pomyślała, że chodzi mu o jutrzejszy wyjazd do Szkocji. Pomyślała, że chce być razem z nią na zawsze. Ale w tej chwili poczuła, jak jej ciało skręca się w coraz ciaśniejsze pierścienie, a potem rozpada jak biała kula dmuchawca. Kiedy wreszcie udało jej się złapać oddech, zobaczyła błogosławieństwo: drzewo znów obsypało ich swymi liśćmi. Adam leżał obok, uśmiechając się i gładząc ją po biodrze.

– Dobrze się czujesz?

Katie skinęła głową, bez słów, bo gdyby się odezwała, musiałaby powiedzieć mu prawdę: że wcale nie czuje się dobrze z tą pustką zrodzoną z wiedzy o tym, jak to jest być pełną po brzegi.

Adam przykrył ją szalem, ale zrobiło jej się okropnie, jakby nagle dotknęła ją jakaś choroba.

– Nie. – Odepchnęła jego ręce, uciekając rozdygotanym ciałem przed cienką wełną. – Nie chcę.

Adam wyczuł zmianę w jej nastroju, przygarnął ją do siebie.

– Posłuchaj mnie – powiedział dobitnie. – Nie zrobiliśmy nic złego.

Ale Katie wiedziała, że to był grzech, wiedziała to już wtedy, gdy podjęła decyzję, że odda się Adamowi. Grzechem tym nie była wszakże miłość cielesna nie uświęcona sakramentem małżeństwa, ale to, że po raz pierwszy w życiu Katie postawiła siebie na pierwszym miejscu. Własne potrzeby i zachcianki były dla niej ważniejsze niż inni ludzie i wszystko dookoła.

– Katie – powiedział Adam ochrypłym głosem. – Powiedz coś.

Ale ona wolała, żeby to on mówił. Pragnęła, żeby zabrał ją gdzieś daleko, znów do siebie przytulił, żeby jej powiedział, że dwa światy można połączyć mostem zbudowanym ze spojrzenia, z dotyku. Chciała usłyszeć, że należy do niego albo że on należy do niej i że w wielkim planie wszechrzeczy liczy się tak naprawdę tylko to, nic więcej.

Chciała od niego usłyszeć, że kiedy kocha się kogoś tak mocno, tak gorąco, to można zrobić coś, czego robić nie wolno.

Adam milczał, badając wzrokiem jej twarz. Katie czuła, jak pomiędzy jej udami ścieka strużką jego płomień – ich wspólny płomień. Zrozumiała, że nie pojadą razem do Szkocji. Że nigdzie razem nie dojdą. Zgarnęła z ziemi swój szal i naciągnęła go na ramiona, zawiązując końce w węzeł tuż poniżej tego miejsca, gdzie czuła swoje pękające serce.

вернуться

* Intercourse (ang.) – stosunek (płciowy); PA (skr. ang.) – Pensylwania (przyp. tłum.).