· Wesele i szyickie małżeństwo muta — czyli na próbę. Ku oburzeniu wielu, mamtu’a — tymczasowa żona — nie jest muzułmanką, a zamiast welonu nosi koronę. Jej mąż już wcześniej znalazł się na językach transmarsjańskiego islamskiego duchowieństwa. Lecz poza tym, że są w sobie zakochani, dysponują większą siłą ognia niż XX-wieczne supermocarstwa. Zwinięta u ich stóp kotka wygląda na zadowoloną: to ona pilnuje kryptograficznych kluczy do potężnych laserów.
· Rubinowa iskierka na tle ciemności — przesunięta prawie ku podczerwieni; to sygnał zwrotny płynący z żagla świetlnego Wędrownego cyrku, przekraczającego właśnie próg jednego roku świetlnego, prawie dwanaście bilionów kilometrów za orbitą Plutona. (Chociaż, czy można nazwać go jeszcze kosmolocikiem, gdy jego masa, razem z napędem, dochodzi do stu kilogramów? Kosmolociki to przecież coś małego).
· Upadek transksiężycowej gospodarki: głęboko w rozpalonych od myślenia czeluściach Układu Słonecznego, nowe, potężne umysły wypracowują nową teorię bogactwa, optymalizującą przydzielanie zasobów lepiej niż powszechnie dotąd używany Wolny rynek 1.0. Bez powstrzymującego ekspansję minimum lokalnego, nie potrzebując już po darwinowsku generować, doić i zamykać kolejnych firm, korporacje, umysły zbiorowe i organizacje przyjmujące tę tak zwaną Infrastrukturę Przyśpieszonej Sprzedaży w ramach Ekonomii 2.0, zaczynają handlować ze sobą optymalnie. Przemiana fazowa przyśpiesza coraz bardziej w miarę włączania się coraz to nowych uczestników, dotychczasowy ekosystem zaczyna przegrywać z usieciowionymi graczami. Amber i Sadeq nie załapują się na ten pociąg, bo Sadeq obsesyjnie deliberuje, jak pogodzić IPS z murabaha i mudaraba[17], podczas gdy wokół wali się XXI-wieczna gospodarka. Takie spóźnienie ma poważne skutki — Imperium Pierścienia, licząc netto, zawsze importowało moc umysłową i eksportowało grawitacyjną energię potencjalną. Teraz znalazło się na zadupiu, a szybkość transmisji z przesuniętej ku czerwieni relatywistycznej sondy jest zbyt mała, by zainteresować demony przemysłowego routingu. Innymi słowy, jest biedne.
· Wiadomość zza grobu: podróżnicy kosmolociku dotarli do celu, artefaktu obcej cywilizacji krążącego po chłodnej orbicie wokół zamarzniętego brązowego karła. Lekkomyślnie transferują się do niego, usypiając kosmolocik na wiele lat. Amber i jej mąż nie mają pieniędzy na opłacenie napędowych laserów: resztka energii kinetycznej Imperium — czyli momentu pędu małego księżyca Jowisza — jest wyżerana, błyskawicznie i niemal ze stratą, przez niesłabnące potrzeby egzobiontów i metantropów mnożących się i rozgałęziających w infosferze wysokich orbit wokół gazowych gigantów. Koszty importu mózgów do Imperium Pierścienia stają się zaporowe: bliscy rozpaczy Amber i Sadeq generują dziecko, Pokolenie 3.0, aby zaludnić swe kurczące się królestwo. Wyobraźcie sobie teraz tę obrażoną kotkę, bijącą ogonem obok nieważkiej kołyski.
Niespodzianka i pocztówki z wewnętrznych planet — to matka Amber proponuje pomoc. Przez wzgląd na dziecko Sadeq otwiera jej transmisję i udostępnia bogaty interfejs użytkownika. Dziecko rozwidla się, i to wielokrotnie, gdy zdesperowana Amber bawi się prawdopodobieństwami, symulując różne skutki wychowania. Ani ona, ani Sadeq nie są dobrymi rodzicami — ojciec jest roztargniony i skłonny do zatracania się w intelektualnej dekonstrukcji sur, matka roztrzęsiona po zarządzaniu gospodarką podupadającego królestewka. W dziesięć lat Sirhan przeżywa kilkanaście iteracji życia, zmieniając tożsamości jak rękawiczki. Nie przemawia do niego niepewność życia w zrujnowanym Imperium Pierścienia, irytują go obsesje rodziców, więc kiedy babka oferuje, że sfinansuje mu deltę v oraz późniejszą edukację na jednym z okołotytanowych orbiterów, matka i ojciec, choć niechętnie, wyrażają zgodę.
Amber i Sadeq rozstają się skłóceni. Sadeq, porzuciwszy studia w obliczu narastających wtrętów świata, jaki jest, we wszechświecie, jaki być powinien, poświęca się samotnym studiom, dołącza do kosmicznej sufickiej sekty, otorbionej macierzą ceramizujących się nanobotów daleko w obłoku Oorta, gdzie zamierza czekać na lepsze czasy. Jego instrument testamentalny — prawny mechanizm wyzwalający wskrzeszenie — oczekuje na powrót Ukrytego Dwunastego Imama.
Amber natomiast przez jakiś czas przeszukuje wewnętrzny układ pod kątem wieści o ojcu, ale na próżno. Samotna, wyalienowana, ścigana przez oskarżenia o długi, rzuca się w otchłań borganizacji, odrzucając te aspekty charakteru, które sprowadziły ją na dno; z prawnego punktu widzenia zobowiązania finansowe są przywiązane do tożsamości. W końcu oddaje swoją osobowość komunie przegranych, przyjmując nową w zamiana za całkowite odcięcie od przeszłości.
Pozbawione królowej i dworu Imperium Pierścienia — bezludne, z wyciekającą atmosferą, chodzące na automatycznym sterowaniu — powoli schodzi z orbity w jowiszowy mrok, wypromieniowując energię ku zewnętrznym księżycom, aż w końcu wybija dziurę w pokrywie chmur i spala się w pożegnalnym rozbłysku światła. Czegoś tak jasnego nie widziano od czasów zderzenia z kometą Shoemakera-Levy’ego 9.
Sirhan, zajęty saturnaliami, czuje wstyd, że rodzicom nic się w życiu nie udało. Postanawia, że zrobi to za nich — choćby nieszczególnie miało się to im podobać.
— Bo rozumiesz, liczę, że mi pomożesz w moim historycznym projekcie — mówi młodzieniec o poważnej twarzy.
— Historycznym. — Pierre idzie za nim po krętej galerii, dłonie ma zaciśnięte za plecami, żeby nie okazywać rosnącego poruszenia. — A o jaką historię chodzi?
— Historię dwudziestego pierwszego wieku — odpowiada Sirhan. — Pamiętasz go, prawda?
— Czy ja… Mówisz poważnie?
— Tak. — Sirhan otwiera boczne drzwi. — Proszę tędy. Wszystko wytłumaczę.
Drzwi wychodzą na coś, co niegdyś było jakąś boczną galerią, pełną interaktywnych eksponatów mających wyjaśniać hiperaktywnym dzieciakom i ich pobłażliwym jednostkom rodzicielskim podstawowe prawa optyki. Tradycyjna optyka jest dawno przestarzała — sterowalna materia potrafi zatrzymywać fotony w miejscu, teleportować je gdzie zechce, grać w ping-ponga spinem i polaryzacją — a poza tym, głupia materia ścian została wymieniona na niskoenergetyczne komputronium, głęboko pod podłożem habitatu-nenufaru dyndają sobie radiatory rozpraszające nieliczne odpadowe fotony. Teraz cała sala jest pusta.
— Odkąd zostałem tutaj kustoszem, przerobiłem elementy konstrukcyjne muzeum na składy pamięciowe o wysokiej gęstości. Taka dodatkowa korzyść z kierowniczego stanowiska. Mam tu z miliard awabitów pojemności, wystarczyłoby na pamięć sensoryczną i wspomnieniową całej ludności dwudziestowiecznej Ziemi, gdyby to mnie interesowało.
Ściany i sufit powoli ożywają, jaśnieją, dając oszałamiająco żywy i barwny widok znad krawędzi krateru Barringera w Arizonie. A może to centrum Bagdadu?
— Kiedy zdałem sobie sprawę, że matka roztrwoniła rodzinną fortunę, przez pewien czas szukałem rozwiązania tego problemu — ciągnie Sirhan. — I któregoś razu olśniło mnie, że jest tylko jeden towar, który z biegiem czasu będzie zyskiwał na wartości: odwracalność.
— Odwracalność? To nie ma sensu. — Pierre wciąż ma zawroty głowy od niedawnego wybudowania. Obudził się zaledwie godzinę temu i wciąż przyzwyczaja się do narowów wszechświata, który nie chce naginać reguł pod naciskiem jego stanowczej woli. Do tego niepokoi się o los Amber, po której nie ma śladu w zbiornikach hodowlanych. — Przepraszam, wiesz może, gdzie jest Amber?
17
Murabaha — zgodna z szariatem transakcja kupna/sprzedaży, w której marża sprzedawcy jest jawna i znana kupującemu; mudaraba — zgodna z szariatem pożyczka, w której przedsiębiorca dzieli się później zyskami z bankiem w ustalonym stosunku, aż do spłacenia zobowiązania.