Gdy tylko ukazano światu możliwości audionu, wszystko w zielonej spokojnej dolinie uległo zmianie.
Uniwersytet Stanforda stał się wylęgarnią inżynierów elektroników, których wielu po ukończeniu uczelni pozostało w dolinie – na przykład David Packard i William Hewlett. Także Russell Varían i Philo Farnsworth, dzięki których badaniom opracowano pierwsze rozwiązania techniczne telewizji, radaru i urządzeń mikrofalowych. Pierwsze komputery takie jak ENIAC i Univac powstały na wschodnim wybrzeżu, lecz ich ograniczenia – ogromne rozmiary i wyjątkowo wysoka temperatura rozgrzanych lamp elektronowych – kazały szukać wynalazcom rozwiązań w Kalifornii, gdzie rozwijały się prace nad maleńkimi urządzeniami, zwanymi półprzewodnikowymi układami scalonymi, które były o wiele mniejsze, chłodniejsze i sprawniejsze od lamp. Kiedy pod koniec lat pięćdziesiątych skonstruowano układ scalony, Świat Maszyn począł się rozwijać w szalonym tempie; powstał IBM, PARC Xerox, Instytut Badań Stanforda, Intel, Apple, a potem tysiące spółek internetowych rozsianych dziś w zielonej dolinie.
Ziemia obiecana, Dolina Krzemowa…
Przez nią jechał teraz Jon Patrick Holloway, Phate, zmierzając zalaną deszczem autostradą 280 na południowy wschód, w stronę szkoły im. św. Franciszka, gdzie miał się spotkać z Jamiem Turnerem, by rozegrać z nim partię gry MUD w Realu.
W odtwarzaczu płyt w jaguarze tkwiło nagranie innej sztuki – ”Hamleta” w wykonaniu Laurence’a Oliviera. Recytując kwestie równocześnie z aktorem, Phate skręcił z autostrady na zjazd San José i pięć minut później znalazł się pod murami z czasów kolonizacji hiszpańskiej – posępnym budynkiem szkoły im. św. Franciszka. Była siedemnasta piętnaście, miał więc ponad godzinę na dokładne obejrzenie kompleksu.
Zaparkował na pokrytej kurzem ulicy ze sklepami, niedaleko bramy północnej, którą Jamie zamierzał wymknąć się ze szkoły. Rozłożywszy schemat z rady planowania przestrzennego i plan terenu z dokumentacji nieruchomości, Phate przez dziesięć minut badał dokumenty. Potem wysiadł z samochodu i powoli okrążył szkołę, przyglądając się wejściom i wyjściom. Wreszcie wrócił do jaguara.
Podkręcił głośność, odchylił oparcie siedzenia i zaczął się przyglądać ludziom spacerującym i jeżdżącym na rowerach po mokrym chodniku. Patrzył na nich zafascynowany. Nie byli dla niego bardziej – lub mniej – rzeczywiści niż znękany duński książę z dramatu Szekspira i Phate przez chwilę nie miał pewności, czy jest w Świecie Maszyn, czy w Realu. Usłyszał głos, może własny, może nie, który recytował nieco inną wersję fragmentu sztuki: „Jak doskonałym tworem jest maszyna! Jak wielkim przez rozum. Jak niewyczerpanym w swych zdolnościach! Jak szlachetnym postawą i w poruszeniach! Działaniem podobnym do anioła, dostępem zbliżonym do bóstwa!” [8].
Sprawdził nóż i plastikową butelkę z miksturą chemiczną o ostrym zapachu, starannie przygotowane w odpowiednich kieszeniach szarego kombinezonu, na którego plecach pieczołowicie wyszył napis „AAA – Czyszczenie i Konserwacja”.
Spojrzał na zegarek, a potem znów przymknął oczy i oparł się o luksusową skórę siedzenia. Myślał: jeszcze tylko czterdzieści minut i Jamie Turner wymknie się na szkolny dziedziniec, żeby spotkać się z bratem.
Jeszcze tylko czterdzieści minut i Phate dowie się, czy wygra, czy przegra tę partię gry.
Ostrożnie przesunął kciuk po ostrym jak brzytwa nożu.
Działaniem podobny do anioła.
Dostępem zbliżony do bóstwa.
Występując jako Renegat334, Wyatt Gillette zaczaił się na kanale #hack, śledząc rozmowy, ale nie odzywając się ani słowem.
Zanim zastosuje się wobec kogoś socjotechnikę, trzeba się jak najwięcej dowiedzieć o tej osobie, żeby wybrać najbardziej wiarygodnie brzmiące oszustwo. Gillette głośno przekazywał swoje spostrzeżenia Patricii Nolan, która notowała wszystkie wnioski na temat Trzy-X, do jakich doszedł. Czując ładny zapach perfum, Gilllette zastanawiał się, czy to też część planu nowej stylizacji.
Jak dotąd wydedukował tyle:
Trzy-X był w tej chwili w strefie czasowej Pacyfiku (wspomniał o zniżce na drinki w pobliskim barze; na zachodnim wybrzeżu dochodziła 17.50).
Prawdopodobnie był w północnej Kalifornii (narzekał na deszcz – a według supernowoczesnego źródła informacji meteorologicznych w CCU, telewizyjnego Weather Channel, deszcze na zachodnim wybrzeżu koncentrowały się przede wszystkim nad zatoką San Francisco).
Był Amerykaninem, starszym i zapewne z ukończonym college’em (interpunkcja i gramatyka jak na hakera były bardzo dobre – za dobre jak na cyberpunka ze szkoły średniej – poza tym poprawnie używał slangu, co wskazywało, że nie jest typowym hakerem z Europy, którzy często próbują robić wrażenie na innych, rzucając idiomami i zawsze myląc ich znaczenie).
Prawdopodobnie znajdował się w jakimś centrum handlowym, łącząc się z IRC-em z komercyjnego miejsca dostępu do Internetu, zapewne z kawiarenki (wspomniał, że widział dwie dziewczyny wchodzące do sklepu Victoria’s Secret; komentarz o zniżkowych drinkach też na to wskazywał).
Był poważnym, potencjalnie niebezpiecznym hakerem (stąd wybór publicznie dostępnego komputera w centrum handlowym – większość ludzi zajmujących się ryzykownym hakowaniem raczej unika wchodzenia do Internetu z własnych maszyn, decydując się na publiczne komputery).
Miał dość wysokie mniemanie o sobie, uważając się za czarodzieja i starszego brata małolatów w grupie (niestrudzenie objaśniał trudniejsze sprawy hakowania nowicjuszom na kanale, ale nie miał cierpliwości do mądrali).
Wiedząc mniej więcej, z kim ma do czynienia, Gillette był już prawie gotów do namierzenia pana Trzy-X.
Łatwo zlokalizować kogoś w Błękitnej Pustce, jeżeli poszukiwana osoba nie ma nic przeciwko temu, by ją znaleźć. Jeśli jednak postanowi pozostać w ukryciu, namierzenie jej staje się mozolnym zadaniem zwykle skazanym na niepowodzenie.
Odnalezienie komputera połączonego z Siecią wymaga narzędzia do lokalizacji w Internecie – takiego jak napisany przez Gillette’a HyperTrace – ale czasem trzeba skorzystać z pomocy operatora telefonicznego.
Gdyby komputer Trzy-X miał połączenie z dostawcą usług internetowych przez światłowód lub inny kabel dużej szybkości zamiast linii telefonicznej, HyperTrace mógł im podać dokładną długość i szerokość geograficzną centrum handlowego, gdzie znajdował się komputer hakera.
Gdyby jednak Trzy-X miał tradycyjne połączenie modemowe przez linię telefoniczną – jak większość domowych komputerów osobistych – HyperTrace doprowadziłby ich tylko do dostawcy usług internetowych i ani kroku dalej. Wówczas miejsce, gdzie znajduje się komputer, musieliby ustalić ludzie od zabezpieczeń operatora.
Tony Mott pstryknął palcami, spojrzał na partnerów znad telefonu z szerokim uśmiechem i powiedział:
– Dobra, Pac Bell rusza na poszukiwania.
– No to zaczynajmy – powiedział Gillette. Wstukał wiadomość i wcisnął ENTER. Na ekranach wszystkich zalogowanych w tym momencie na kanale #hack wyświetlił się komunikat:
Renegat33M: Hej Trzy co u ciebie.
Gillette wcielił się w rolę. Postanowił udawać siedemnastoletniego hakera, który ma niewielką wiedzę, ale sporo odwagi i typowe dla nastolatka nastawienie do świata – jak większość gości na kanale tego rodzaju.
Trzy-X: Dobrze, Renegat. Widziałem jak sie czaisz.