Выбрать главу
Oh, hear us when we cry to Thee For those in peril on the sea![1]

Ale nawet śpiewając, zdawał sobie sprawę z milczącej obecności Ateny, obecności, której nie zdradzał nawet oddech.

36. Zachód słońca (III)

Tego ostatniego wieczoru Siobhan McGorran była w swoim małym gabinecie w Euroigle. Nerwowo chodząc po pokoju, spoglądała co chwilę na pogrążony w ciemności Londyn.

W mieście pod zamkniętą już Kopułą zapadła noc. Ale ulice były jasno oświetlone. Siobhan zastanawiała się, co mogłaby usłyszeć, gdyby nie dźwiękoszczelne okno: śmiechy, krzyki, klaksony samochodów, syreny, brzęk tłuczonego szkła? Była to gorączkowa noc, to pewne; niewielu ludzi zaśnie tej nocy.

Do pokoju wpadł Toby Pitt. Trzymał małą kartonową tacę z dwoma wielkimi polistyrenowymi kubkami kawy i herbatnikami.

Siobhan przyjęła kawę z wdzięcznością.

— Toby, jesteś niedocenianym bohaterem.

Toby usiadł i wziął herbatnika.

— Jeśli moim jedynym wkładem w kryzys, jaki przeżywa Ziemia, jest dostarczanie Astronomowi Królewskiemu herbatników, będę to robił do ostatka, nawet jeśli będę je musiał przemycać. Skąpi ci eurokraci. Na zdrowie!

Toby wydawał się równie niewzruszony jak zawsze. Siobhan pomyślała, że okazuje osobliwie brytyjską siłę charakteru: kawa i herbatniki w obliczu nadchodzącego końca świata. Ale uderzyło ją, że nigdy dotąd nic jej nie mówił o swoim prywatnym życiu.

— Czy nie powinieneś być gdzieś indziej, Toby? Z kimś, z kim chciałbyś teraz być…

Wzruszył ramionami.

— Mój partner jest w Birmingham, z rodziną. Jest równie bezpieczny lub zagrożony jak ja tutaj.

Siobhan pomyślała, że niewiele wie na jego temat.

— Nie masz rodziny? — zapytała.

— Mam siostrę w Australii. Razem z dziećmi jest pod kopułą w Perth. Nic nie mogę dla nich uczynić. Poza tym jesteśmy sierotami. W rzeczywistości mogłaby cię zainteresować jej praca. Jest inżynierem ze specjalnością w dziedzinie przestrzeni kosmicznej. Opracowywała projekty windy kosmicznej. Wiesz, to taka kolejka wiodąca do orbity geostacjonarnej — jako sposób podróżowania w kosmosie. Oczywiście na razie to wszystko jest tylko na papierze. Ale zapewnia mnie, że to jest technicznie wykonalne. — Zrobił minę. — Szkoda, że teraz nie mamy takiej windy, oszczędziłaby wiele lotów rakietowych. A co z twoją rodziną? Twoja matka i córka — są tutaj, w Londynie?

Zawahała się, po czym potrząsnęła głową.

— Znalazłam dla nich miejsce w obserwatorium neutrin.

— Gdzie?… Och.

Była to w rzeczywistości opuszczona kopalnia soli w Cheshire. Wszystkie tego rodzaju obserwatoria znajdują się głęboko pod ziemią.

— Dostałam cynk od Michaiła Martynowa na Księżycu. Oczywiście nie byłam jedyną osobą, która chciała z tego skorzystać. Musiałam użyć wpływów, żeby tam umieścić je obie.

Było to dokładnie wbrew zasadom eurokracji.

Premier Europy pozwolił swemu zastępcy, by ten ukrył się w bunkrze w Liverpoolu, tak więc istniały co najmniej dwa niezależne punkty dowodzenia. Ale nalegał, aby cała jego administracja, w tym takie osoby jak Siobhan, pozostała w Euroigle, nad ziemią. Uważał, że to kwestia morale; nie może być tak, że tego pamiętnego dnia członkowie rządu wykorzystają swoją władzę, żeby znaleźć sobie jakąś kryjówkę.

Z tego co Siobhan wiedziała, premier mógł mieć rację co do morale, nie była politykiem. Ale zasada, by nie pomagać swojej rodzinie, stanowiła nadmierne ograniczenie i mimo wewnętrznej walki nie była w stanie się do niej zastosować. Wskutek tego czuła się gorzej niż kiedykolwiek, bo musiała stanąć twarzą w twarz z Budem i jego bohaterami przebywającymi na terenie tarczy, którzy ulegli identycznemu impulsowi.

Jednak było mało prawdopodobne, aby Toby ją sypnął.

— Nie wyobrażaj sobie, że jesteś jedyną taką osobą. Ale szkoda, że nie możesz być teraz z rodziną. — Usadowił się wygodnie na krześle i zapalił papierosa. Wyglądało na to, że jest to dzień łamania przepisów.

* * *

W ostatnich miesiącach i tygodniach można było zauważyć wzmożoną aktywność zarówno na Ziemi, jak i w przestrzeni kosmicznej.

Większość głównych miast była osłonięta kopułami podobnymi do tej w Londynie albo prymitywnymi balonami zaporowymi. Zabezpieczono wszystkie podstawowe systemy, kable światłowodowe zakopano głęboko pod ziemią i zgromadzono zapasy żywności i wody. Siobhan była pewna, że jeśli tarcza nie zadziała, żaden z tych środków ostrożności nie będzie miał najmniejszego znaczenia, ale jeśli, używając słów prezydent Alvarez, tarcza sprawi, że zdarzenie niosące śmierć stanie się zdarzeniem, które można przeżyć, liczy się każde istnienie, które można ocalić.

W każdym razie rządy musiały udowodnić obywatelom, że próbują coś uczynić, że próbują zrobić wszystko, co w ludzkiej mocy. Z psychologicznego punktu widzenia zapewne odniosło to skutek. Społeczeństwo prawie do końca funkcjonowało w sposób zdyscyplinowany, przecząc przewidywaniom o anarchii, które formułowali niektórzy komentatorzy, patrzący pesymistycznie na swych współobywateli.

Ale mimo to sprawy wymknęły się spod kontroli. Łatwo było zastosować się do apeli nie porzucania pracy, kiedy do katastrofy pozostawało jeszcze kilka lat. Ale kiedy to już były tylko tygodnie, rosnący niepokój ogarnął prawie wszystkich. Było coraz więcej absencji i rozmaitej samowoli, a chmary uchodźców, które płynęły z niezabezpieczonych okolic wiejskich w kierunku miast, w końcu zmusiły większość rządów do wprowadzenia stanu wyjątkowego. Policja, straż pożarna, siły zbrojne i służby medyczne były zmuszone do maksymalnego wysiłku, mówiono, że są na granicy wyczerpania jeszcze przed nadejściem prawdziwego kryzysu.

Z informacji napływających z sieci danych i na podstawie własnych obserwacji Siobhan wiedziała, że na całym świecie sytuacja jest podobna. Każde święte miejsce, od wód Gangesu po Jerozolimę, było wypełnione po brzegi pielgrzymami, wielu niedawno nawróconymi; nawet w kraterze, gdzie kiedyś stał Rzym, została zbudowana prymitywna, odkryta katedra. Wzywano także innych bogów. W Roswell i innych tradycyjnych miejscach lądowania UFO gromadzili się ludzie, spontanicznie organizując uroczystości, podczas których błagali swych ulubionych obcych, aby przybyli i uratowali ich przed nadchodzącym nieszczęściem. Siobhan zastanawiała się, jakie wnioski wysnułaby Bisesa na podstawie takich scen; cóż to byłaby za ironia, gdyby się miało okazać, że Bisesa miała rację co do udziału tych Pierworodnych!

Zaskoczyły ją nastroje panujące w Ameryce. Minęło zaledwie parę dni od ostatniej wizyty Siobhan w Stanach Zjednoczonych, którą odbyła na żądanie premiera. Ludzie zakończyli wszystkie specjalne przygotowania, jakie byli w stanie wykonać; wzniesiono i zamknięto kopuły osłaniające miasta, w przydomowych ogródkach wykopano kryjówki, otwarto bunkry z czasów zimnej wojny i uzupełniono ich zaopatrzenie. Teraz ludzie zajęli się tym, co przedstawiało jakąś wartość. Pojawiło się silne dążenie do ochrony skarbów narodowych, od amerykańskich orłów i nasion sekwoi po stojące na terenach NASA statki księżycowe sprzed siedemdziesięciu lat. Ludzie gromadzili się w parkach narodowych i innych ulubionych miejscach, nawet tam, gdzie nie było żadnego zabezpieczenia przed burzą słoneczną, jak gdyby podczas kataklizmu chcieli być w miejscu, które kochali.