Выбрать главу

Jak papież, uważający się za stróża tegoż prawa, może go jednocześnie odmawiać księżom, zakonnikom i siostrom zakonnym – nakazując im życie w celibacie i czystości, wbrew Boskiemu przykazaniu: „bądźcie płodni i rozmnażajcie się”? [11] Jak Piotrowie naszych czasów mogli usankcjonować życie w samotności i bezżenności (Św. Piotr miał żonę i teściową) [12], skoro sam Bóg powiedział, że – „nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam” i… stworzył dla niego niewiastę?

Celibat jest nie tylko pogwałceniem naturalnego prawa każdego człowieka do małżeństwa, ale również w sposób znaczący uchybia godności związku mężczyzny i kobiety, gdyż Kościół stawia bezżenność (jako doskonalszy stan życia) ponad tym związkiem. Stanowi to naruszenie jednego z głównych przesłań Pisma Świętego, które mówi o świętości i najwyższej randze małżeństwa. Powodem dla którego wprowadzono celibat nie jest czystość, ponieważ nigdy nie potępiano księży za konkubinat. Chodzi tu raczej o kontrolę nad nimi i ich pełną dyspozycyjność, a jednym ze źródeł jest odwieczne deprecjonowanie kobiet przez Kościół.

Nie bierze się przy tym pod uwagę uczuć i pragnień księży, a tym bardziej tego co czują ich konkubiny – nieszczęsne, poniżane, zmuszane często całymi latami do ukrywania swojej miłości i swoich ukochanych. Kto jednak przejmuje się ich losem, skoro każda kobieta, która odbiega od wzoru Matki Najświętszej dostaje do wzoru Ewy – pierwszej grzesznicy i kusicielki. Według nauki Kościoła każde zbliżenie kobiety i mężczyzny, jak również każde poczęcie dziecka (także w małżeństwie) jest grzeszne. Wolne od winy jest jedynie „Dziewicze Poczęcie”, ale to – z przyczyn zrozumiałych – jest już trudne do naśladowania. Przy takim podejściu naturalne jest poniżanie kobiet i ciągłe obstawanie Kościoła przy celibacie.

Czy takie stawianie sprawy przez papieża nie jest stawianiem się człowieka, zwierzchnika instytucji, ponad Bogiem – Najwyższym Prawodawcą? Moje doświadczenia dowodzą, iż życie w celibacie już w seminarium duchownym jest przyczyną wielu frustracji i dewiacji seksualnych.

Dlaczego papieże potępiając zapłodnienie in vitro nie widzą cierpień małżonków, którzy w inny sposób nie mogą mieć potomstwa? Czyż fakt, że mężczyzna musi się wcześniej zonanizować w celu pobrania nasienia albo obumarcie kilku zapłodnionych komórek (które same często giną w ciele kobiety) nie wynagradza po tysiąckroć inny fakt – cud narodzin upragnionego dziecka, przyjście na świat człowieka?! Podczas gdy Królowa Angielska w 1988 r. wyróżniła prekursorów metody sztucznego zapłodnienia Edwardsa i Steptoe'a wielką noworoczną nagrodą – papież uznał metodę, dzięki której urodziło się już kilkanaście tysięcy dzieci, za grzech ciężki i potępił uroczystym dokumentem Świętego Oficjum.

Dlaczego papieże potępiając antykoncepcję, nawet w najbardziej łagodnej formie (pigułki, prezerwatywy), nie widzą tragedii dziewcząt i kobiet, które po prostu „wpadły” i wybierają pomiędzy aborcją a nie chcianym potomstwem? Czyżby nie słyszeli też o milionach dzieci w krajach Trzeciego Świata, które rodzą się tylko po to, aby umrzeć z głodu? Kiedy cały świat ucieszył się z pierwszej pigułki i innych metod antykoncepcji – Kościół potępił je i uznał za grzech śmiertelny chyba tylko z przekory i w poczuciu nieomylnej buty, gdyż takie stanowisko nie ma żadnego uzasadnienia w Biblii. Zgodnie ze wszystkimi prognozami, większa część ludzkości przestałaby istnieć z powodu ogromnego przeludnienia i głodu, gdyby nie „śmiertelne grzechy” zapobiegania ciąży i stosunku przerywanego popełniane nagminnie na całym świecie. Niekwestionowane dobrodziejstwo – antykoncepcja – została określona w doktrynie Kościoła jako „permanentne zło, zawsze i w każdej sytuacji”. Papieżowi bynajmniej nie przeszkadza fakt, iż potępiając antykoncepcję w naturalny sposób sprzyja aborcji tak, jak sankcjonując celibat faktycznie popycha duchownych do konkubinatu.

Dlaczego potępiane są kobiety, które w akcie rozpaczy usuwają ciążę będącą np. następstwem gwałtu albo mając pewność, że dziecko urodzi się kaleką?!

Dlaczego rozwodnikom odmawia się prawa przystępowania do Sakramentów? Praktyka pokazuje, iż brak tego dostępu jest często przyczyną ich prawdziwych rozterek moralnych i upadków. Ludzie żyjący ze sobą bez ślubu kościelnego i rozwodnicy traktowani są przez Kościół jak wyrzutki. Ale czyż Chrystus nie przyszedł przede wszystkim do odrzuconych i grzeszników?!

Takie pytania można mnożyć?! Księża sami nie zgadzają się z wieloma naukami które głoszą. Znam misjonarza, który z pobudek humanitarnych po kryjomu rozdawał środki antykoncepcyjne swoim parafianom w Środkowej Afryce. Niestety, w Kościele nie ma miejsca dla demokracji i wymiany poglądów tak, jak to bywało za czasów pierwszych chrześcijan. Ksiądz niesubordynowany, nieprawomyślny – nie może być księdzem.

Wydaje się, iż powodu takiego stanu rzeczy należy doszukiwać się przede wszystkim w autokratywnych rządach papieży. Namiestnicy Chrystusa powinni – obok rządzenia i reprezentowania Kościoła – wsłuchiwać się w głos Ludu Bożego, przyglądać znakom czasu i zmieniającej się ciągle rzeczywistości. Kto sam nie słucha, nigdy nie będzie słuchany! Papieże i biskupi muszą się zastanawiać – jak Kościół, którym kierują, może lepiej pomagać w realizacji Bożych planów; jak je najlepiej rozeznać, zrozumieć i wprowadzić w życie. Bez wątpienia trudno to czynić, gdy można wszystko rozstrzygnąć jedną bullą czy encykliką. Takie autokratywne rządy mszczą się jednak w końcu na tych, którzy je sprawują. Przez swoją nieomylną butę papieże sami popadają w pułapki – muszą potwierdzać niedorzeczne wyroki swoich poprzedników.

Papieży należy również obarczyć winą za to, iż na obecnym etapie niemożliwe jest zjednoczenie Kościołów Chrześcijańskich. Na drodze do tego zjednoczenia zawsze będzie stał prymat ojca świętego, Boga – człowieka. Jednym z podstawowych błędów, zadufanych w swoją potęgę kościelnych ustawodawców, jest nakładanie kar, potępień i sankcji grzechów śmiertelnych na wszystkich, którzy zgrzeszyli z mocy prawa. Potępia się ludzi bez uwzględnienia ich indywidualnych sytuacji i uwarunkowań konkretnych przypadków.

Co powiedziałby Jezus, gdyby dziś przyszedł na ziemię i zobaczył swoją Owczarnię? Ten, który był zawsze najbliżej ludzi niechcianych, ochraniał biednych i potrzebujących przebaczenia? Dlaczego nie czynią tego Jego namiestnicy?

Kościół współczesny na obecnym etapie zdolny jest tylko do masówek, przesłań, apelów i akcji – takich jak np. Akcja Katolicka. Ale Zbawiciel mówi do inicjatorów tych pustych, bezdusznych imprez „lud ten czci mnie tylko wargami, ale sercem swym daleko jest ode mnie”. Przekazywanie wiary w sposób powierzchowny i benefisowy doprowadziło do tego, że Kościół jest obecny w telewizji i radiu; ma swoje czasopisma, wpływ na ustawy parlamentarne i politykę, ale równocześnie Boga nie ma w ludzkich sercach. Liczy się jeszcze jeden wydany tygodnik katolicki, jeszcze jedna stacja radiowa, kolejna wybudowana świątynia, liczba zgromadzonych na spotkaniu z papieżem. Najważniejsze są wpływy, splendor, finanse, statystyki – tym dzisiaj żyje Kościół i do tego dąży. Stało się to, przed czym tak bardzo przestrzegał Chrystus – Kościół upodobnił się do świata. Papieże, kardynałowie, biskupi, prałaci i inni dostojnicy kościelni hołubieni i rozpieszczani przez szeregowych kapłanów i ludzi świeckich – zbudowali potężną instytucję materialną, zamiast duchownego Królestwa Bożego w sercach wiernych.

Ta instytucja oparta na ogromnych finansach i bezwzględnym posłuszeństwie księży, otoczona zewnętrzną szatą świętości i nieomyślności – skazana jest na rychły upadek! Człowiek współczesny, zagubiony jak nigdy dotychczas w bezwzględnym, brutalnym świecie, w którym rządzi ten kto ma wpływy, splendor, finanse i korzystne statystyki – człowiek XXI wieku szuka Boga żywego! Pragnie potwierdzenia sensu swojego życia – swoich starań, wysiłków, pracy nad sobą i codziennego zmagania ze złem. Zahukane, samotne dzieci Boże pragną prawdy, sprawiedliwości i miłości, a nie pustosłowia i obłudy!

Na szczęście oprócz władzy hierarchów Kościoła istnieje również władza Ludu Bożego, stworzonego przez Boga i odkupionego Krwią Chrystusa. Ludu Bożego, wśród którego przebywa Duch Święty. Ten Lud Boży może powiedzieć NIE!!!

Głos ludzi wierzących, zatroskanych o swój własny Kościół, z trudem przebija się przez mury pałaców biskupich, kardynalskich i papieskich rezydencji. Nie pragnę, aby te mury runęły, ale by ich lokatorzy wyszli wreszcie do swoich owiec i przygarnęli je tak, jak je przygarniał Jezus Najlepszy Pasterz. Wierzę głęboko, że nadejdzie dzień w którym wyznawcy Chrystusa połączą się w jedno Ciało Kościoła Świętego i będą czcili Jednego Boga w Duchu i Prawdzie, a prowadzeni przez swoich gorliwych pasterzy – wprowadzą swój Kościół w Nowe Tysiąclecie Chrześcijaństwa.

вернуться

[11] Patrz Rodź. l, 28.

вернуться

[12] Pata Ew. ML 8, 14-15