Выбрать главу

Tak jak powiedział Tony, stara klempa, która prowadziła biuro, i jej goryl wyszli na parking na tyłach budynku. Mieli ze sobą torbę z forsą. Ona idzie do swego wozu. Ochroniarz stoi tylko i ją obserwuje. Chłopak, którego sprowadziłem, podchodzi do baby, błyskawicznie wyciąga spluwę i wyrywa jej torbę z ręki.

Facet, który miał nad nią czuwać, próbował zgrywać bohatera. Mój chłopak palnął go grzbietem ręki i goryl siadł na tyłku. Mój chłopak potrafił być naprawdę brutalny. Siedzi teraz za jakiś inny numer. Dostał czterdzieści lat.

Uciekał ulicą równoległą do głównego bulwaru. Stoi przy niej kaplica. Czekał tam na niego Ernie Davino. Larry Neuman ubezpieczał go na pobliskim parkingu. Gdy chłopak wskoczył z Erniem do samochodu, Larry siedział już na tylnym siedzeniu. A gdy zjechali z ulicy, ja również to zrobiłem. Staliśmy cztery przecznice dalej, dzieląc forsę, gdy usłyszeliśmy, jak policyjne radiowozy zaczynają pojawiać się na parkingu przed Rose Bowl.

Wracając pamięcią do tamtych lat, widzę, jakimi byliśmy szaleńcami. Znajdowaliśmy się w Las Vegas, które oferowało tysiące sposobów zarobienia w nieuczciwy sposób, a Tony zmuszał nas do włamań, napadów z bronią w ręku i okradania sklepów. To było głupie”.

*

Wszystkie rozwijające się branże tworzą nowe miejsca pracy i branża, w której działał Spilotro, nie była wyjątkiem. Po roku Spilotro zapewniał pracę nie tylko swoim ludziom, ale i dziesiątkom funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości, którzy go śledzili, podsłuchiwali i próbowali schwytać w starannie zastawione pułapki. W pewnym momencie Spilotro obstawiał za trzydzieści tysięcy dolarów tygodniowo w biurze bukmacherskim będącym w rzeczywistości zasadzką zastawioną przez IRS; skusiło go to, że oferowano w nim korzystniejsze warunki niż w innych biurach Vegas. Gdy agent IRS obsługujący biuro miał czelność poprosić Spilotra o zabezpieczenie, ten pogroził mu kijem baseballowym.

„Wiesz kim jestem? – zapytał. – Panem tego miasta”.

Przeniósł swój sklep z biżuterią z Circus Circus na West Sahara Avenue, tuż przy głównym bulwarze Las Vegas. Sklep o nazwie Gold Rush * był piętrowym budynkiem stylizowanym na Dziki Zachód – z podniesionym chodnikiem i słupkami do przywiązywania wierzchowców.

„Najpierw wykazaliśmy prawdopodobieństwo winy, a potem w suficie pokoju na zapleczu sklepu mogliśmy zainstalować mikrofon – wspomina Bud Hall. – Sala od frontu służyła wyłącznie do sprzedaży pierścionków i zegarków. Na piętrze Tony miał urządzenia do wykrywania nadzoru policyjnego: szyfratory telefoniczne, wojskowe lornetki pozwalające sprawdzić z odległości jednej mili, czy ktoś go obserwuje, oraz krótkofalówki, które wyłapywały komunikaty policji, a nawet były w stanie rozszyfrować meldunki nadawane przez FBI. Tony zdobył ich częstotliwości za pośrednictwem paru policjantów miejskiej policji, których opłacał. Zatrudniał także speca od elektroniki, Ronniego «Jajogłowego» DeAngelisa, który co parę tygodni przylatywał z Chicago i szukał u niego podsłuchu. Najlepszą aparaturę podsłuchową instalowaliśmy zawsze tuż po wyjeździe DeAngelisa.

– Jajogłowy twierdzi, że dom jest czysty – oznajmiał dumnie Tony i wszyscy oddychali z ulgą.

Spilotro był człowiekiem szalenie skoncentrowanym. Budził się rano, dokładnie wiedząc, co tego dnia ma zrobić. W Gold Rush przyjmował dziesiątki telefonów. Jednocześnie załatwiał wszelkiego rodzaju sprawy finansowe. Kierował rozmaitymi grupami, setkami ludzi, obmyślał tysiące planów o różnych stopniach zaawansowania. I choć większość z nich nigdy nie została zrealizowana, musiał pracować po szesnaście, osiemnaście godzin, próbując sfinalizować transakcje.

To, co robił, byłoby trudne nawet wtedy, gdyby miał do dyspozycji sekretarki, archiwum, kserokopiarki i telefon. Ale on działał spontanicznie i wszystko miał w głowie. Jedno, co zapisywał, to numery telefonów; drobniutkimi cyframi, nie do odczytania bez szkła powiększającego. Gdy weszliśmy w ich posiadanie, stwierdziliśmy, że zmieniał kolejność cyfr albo zapisywał pół bądź trzy czwarte każdego numeru na opak.

Codzienne podsłuchiwanie kogoś różni się od stałego przebywania w jego towarzystwie. Wytwarza dziwną relację pomiędzy podsłuchującym a podsłuchiwanymi. Słuchasz relacji z ich życia i dość szybko okazuje się, że tkwisz w nim po uszy. Nie chcę przez to powiedzieć, że zaczynasz ich lubić, ale po pewnym czasie potrafisz określić po ich głosie, w jakim są nastroju i w której części pokoju się znajdują. Bywa, że wypowiadasz bezgłośnie to, co za chwilę powiedzą. Poznajesz ich tak dokładnie, że stajesz się niemal częścią podsłuchiwanej osoby.

Tony to najinteligentniejszy gangster, jakiego znałem. Myślę, że był geniuszem. Jego największy problem polegał na tym, że otaczał się ludźmi, którzy stale nawalali. To właśnie bez przerwy nam powtarzał. Narzekał na niekompetencję swych pracowników i na to, że nie ma innego wyboru i musi załatwiać wszystko sam, jeżeli chce, by było załatwione porządnie.

Jeżeli rozmawiałeś z nim telefonicznie, wystarczyło parę słów, by Tony zrozumiał, po co dzwonisz. I lepiej było nie narażać mu się telefonami w sprawach innych niż interesy i to interesy korzystne dla niego.

Tony zupełnie nie umiał prowadzić rozmów o niczym. Potrafił być sympatyczny, serdeczny, miły. Ale nie można było marnować jego czasu. Denerwował się szybciej niż wszystkie znane mi osoby. Wybuchał błyskawicznie. W ciągu sekundy z sympatycznego rozmówcy zmieniał się we wrzeszczącego, gwałtownego maniaka. Człowiek nie miał szans, by przygotować się do starcia. Myślę, że nagłość ataków Tony'ego była równie przerażająca, co fakt, że wściekł się na ciebie. Ale gdy wściekłość przechodziła, to już na dobre. Zapominał o wszystkim. Wracał do interesów.

Z Nancy łączył go ich syn, Vincent, i nic więcej. Tony spał w swoim pokoju na parterze domu, za zamkniętymi na klucz stalowymi drzwiami. Gdy wstawał rano, o dziesiątej trzydzieści lub jedenastej, Nancy nie wchodziła mu w drogę. Robił sobie kawę, a gdy podnosił gazetę z chodnika, rozglądał się po Belfour Avenue w poszukiwaniu policyjnych szpicli.

Gdy wychodził, nie było żadnych «do widzenia» ani «do zobaczenia na kolacji». Po prostu wsiadał do błękitnej sportowej corvetty i odjeżdżał. Zwykle okrążał parę razy sąsiedztwo domu, sprawdzając, czy jest śledzony. Jazda z domu do sklepu, która zabierała najkrótszą drogą dziesięć minut, mogła trwać trzy kwadranse, ponieważ Tony automatycznie pozbywał się ogonów, przejeżdżając przez centra handlowe, zatrzymując się na zielonych światłach, przejeżdżając skrzyżowania na czerwonych, łamiąc zakazy zawracania i sprawdzając w lusterku wstecznym, czy ktoś za nim jedzie.

Po tych wszystkich chwilach, które spędziłem, podsłuchując jego rozmowy w Gold Rush i w domu, doszedłem do wniosku, że Tony ma coś, co w piechocie morskiej nazywaliśmy «naturą dowódcy». Gdy mówił, ludzie słuchali. Gdy wchodził do pokoju, zawsze przejmował kierownictwo. Nad czym? To właśnie był jego problem.

Pewnego dnia usłyszeliśmy, że Joe Ferriola, jeden z szefów ulicznych gangów z Chicago, próbował załatwić krewniaczce posadę krupiera w kasynie Stardust. Tony poprosił Joeya Cusumano, by się tym zajął. Cusumano, jeden z kumpli Spilotra, tak często kręcił się po kasynie, przekazując wiadomości od Tony'ego, że wielu pracowników kasyna sądziło, iż tam pracuje.

Minął tydzień i ludzie Ferrioli zadzwonili do Tony'ego z pretensjami, że dziewczyna nadal jest bez pracy. Tony wpadł w szał. Cusumano sprawdził, co jest grane, i dowiedział się, że kasyno nie zatrudni dziewczyny jako krupiera, ponieważ brak jej doświadczenia. Musiałaby pójść na sześciotygodniowy kurs dla krupierów.

вернуться

* Gorączka złota (przyp. tłum.)