Nie wiedziałem, o czym mówi, dopóki nie rzucił na stół raportu agencji detektywistycznej. Okazało się, że detektywi, których wynająłem do obserwowania spotkań u Mańkuta, pracowali również dla Tony'ego Spilotra i dali mu kopie wszystkiego, co przekazali mnie. A Spilotro oddał je Mańkutowi”.
W ciągu paru tygodni członkowie Komisji ds. Nadzoru dowiedzieli się o nocnych spotkaniach Mańkuta i zabawie w podglądanie za pomocą kamer i oświadczyli, że dalsze ignorowanie ich nakazów grozi całej korporacji utratą licencji na prowadzenie gier hazardowych. W rezultacie Mańkut zaczął koncentrować energię na prawnej batalii o przywrócenie na poprzednie stanowisko.
W lutym 1976 roku wraz ze swoim adwokatem, Oscarem Goodmanem, wniósł do sądu federalnego sprawę przeciwko Komisji ds. Gier Hazardowych stanu Newada, twierdząc, że jest ona organem niekonstytucyjnym, a jej decyzja była arbitralna i niekonsekwentna.
Potem wniósł do Sądu Okręgowego w Las Vegas kolejną sprawę przeciwko Komisji ds. Nadzoru, kwestionując jej uprawnienia do pozbawienia go możliwości zarabiania na życie. Mańkut stwierdził w pozwie, że w Newadzie ma czystą kartotekę i już dawno spłacił wszelkie zobowiązania wobec społeczeństwa. Jego plan polegał na prawnym zakwestionowaniu decyzji Komisji ds. Gier Hazardowych i zmuszeniu jej członków do przyznania mu licencji lub złagodzenia postępowania wykonawczego; do podobnych ustępstw zmusił Hannifina i Komisję ds. Nadzoru w 1971 roku, gdy Shannon Bybee chciał mu odebrać pozwolenie na pracę.
Przewodniczący Komisji ds. Gier Hazardowych był oburzony faktem, że Mańkut kwestionuje w sądzie kompetencje władz nadzorujących hazard. Powiedział, że jeśli o niego chodzi, Rosenthal nigdy nie powinien otrzymać licencji. „W ciągu trzech i pół roku przewodniczenia komisji nie spotkałem kandydata, którego przeszłość była równie odrażająca” – oświadczył. Wyjaśnił, że Mańkutowi odmówiono licencji z powodu „powszechnie znanej przeszłości i powiązań,” a sam fakt „spłacenia zobowiązań wobec społeczeństwa nie uprawnia do otrzymania licencji w stanie Newada”.
Oscar Goodman zrewanżował się twierdzeniem, że Echeverria i Komisja ds. Nadzoru „naruszyli prawie wszystkie zasady określone w odpowiednich klauzulach procesowych”.
Zdaniem Goodmana Frank Rosenthal był „współczesnym Horatio Algerem *, któremu w tej branży nikt nie jest w stanie dorównać”. Zaznaczył, że jego klient dowiedział się o zarzutach przeciwko sobie dopiero na sześć dni przed rozpoczęciem przesłuchań.
„Pan Rosenthal nie miał okazji stawić czoła żadnemu naocznemu świadkowi. Stanął wobec zarzutów sformułowanych w raportach, sprzed piętnastu lat. Nadszedł czas, by człowiek znajdujący się w takim jak on położeniu był w Newadzie traktowany bezstronnie”.
Teraz, gdy Mańkut spędzał więcej czasu w domu, atmosfera stała się bardzo napięta. Mańkut i Geri bez przerwy ujadali na siebie; ich już i tak kruchy związek oscylował pomiędzy awanturami, podczas których w powietrzu latały talerze, a okresami lodowatej rezerwy, gdy prawie nie odzywali się do siebie. Jej picie – które zdaniem Geri nie było żadnym problemem – pogarszało sytuację.
„Frank zawsze był bardzo hojny – wspomina siostra Geri, Barbara Stokich. – Teraz zaczął krytykować wszystko, co robiła. Nie przyrządzała mu kotletów jagnięcych tak jak trzeba – chciał, żeby robiła je w specjalny sposób. Geri nie poświęcała dostatecznej uwagi dzieciom. Nie była święta, to fakt, ale Frank również potrafił zaleźć człowiekowi za skórę”.
„Geri zaczęła odstawiać teatr – wspomina Mańkut – a mnie się to nie podobało. Jeżeli, na przykład, wyprawiała przyjęcie urodzinowe któremuś z dzieci, nie robiła tego, jak dawniej, w domu. Teraz urządzała je w Jubilation bądź w klubie i szastała pieniędzmi. Cieszyły mnie rodzinne uroczystości, ponieważ chodziło o moich bliskich, ale nie lubiłem rozrzutności”.
Najbardziej zawzięte starcia zwykle kończyły się tym, że albo on, albo ona wychodzili z domu, trzaskając drzwiami.
„Gdy Mańkut balował, wiedziało o tym całe miasto – wspomina Murray Ehrenberg, menedżer w jego kasynie. – Po Vegas szła fama. Mańkuta widywano z różnymi kobietami, a Geri raz po raz dowiadywała się o kolejnej tancerce, która dostała od niego bransoletkę za tysiąc dolarów lub nawet samochód. Kazała mu za to słono sobie płacić.
Wydaje mi się, że to szczodrość, z jaką Mańkut obdarowywał swoje przyjaciółki, doprowadzała Geri do największego szału, a nie fakt, że w ogóle je miał. Tak jakby te drobne prezenty należały się wyłącznie jej, a nie jakiejś solistce lub chórzystce. Dowiadywała się o jego wyczynach u manikiurzystki. U fryzjera. Słyszała od przyjaciół. Nie były żadną tajemnicą.
Robił to tak otwarcie chyba po to, by doprowadzać ją do szału. Ale potem godzili się ze sobą, Mańkut dawał jej następny naszyjnik z brylantów lub pierścionek i przez pewien czas był spokój”.
Gdy Geri wypadała z domu jak burza i znikała na noc lub na parę dni, Frank nie wiedział, gdzie się podziewała. Podejrzewał, że wyjeżdżała do Beverly Hills, by spotkać się z człowiekiem, którego uważał za jej Svengalego, Lennym Marmorem. Podejrzewał również, że widywała się z dawną sympatią, Johnnym Hicksem, bandytą z Las Vegas, z którym Mańkut wdał się w bijatykę na parkiecie klubu Flamingo w 1969 roku.
Barbara Stokich uważa, że Geri nie odeszła od Franka wyłącznie z obawy utraty prawa do opieki nad Stevenem. Chodziło także, rzecz jasna, o jej biżuterię. Geri ceniła swoje klejnoty tak bardzo, jakby były jej dziećmi. Ilekroć popadała w przygnębienie, jechała do filii Las Vegas Valley Bank i prosiła o przyniesienie zawartości trzech swoich skrytek.
W zaciszu małego pomieszczenia mogła oglądać swoje skarby, sztuka po sztuce. Mogła je liczyć. Przymierzać. W skrytkach miała ponad milion dolarów w klejnotach; były to pieniądze obiecane jej przez Mańkuta przed ślubem. Do ulubionych okazów tej kolekcji należały: nieskazitelnie czysty brylant wart ćwierć miliona dolarów, duży rubin gwiaździsty wart sto tysięcy, pierścionek z dużym sześciokaratowym brylantem w kształcie gruszki wartości dwustu pięćdziesięciu tysięcy, zestaw pierścionków z diamentami, wyceniony na siedemdziesiąt pięć tysięcy dolarów, dwa wysadzane diamentami i opalami zegarki firmy Piaget po dwadzieścia tysięcy dolarów każdy, oraz diamentowe kolczyki Freda wartości dwudziestu pięciu tysięcy dolarów.
Oprócz banku i domu siostry Barbary było jeszcze jedno miejsce, w którym Geri szukała pocieszenia w tym okresie: dom Spilotra. Razem z Nancy piły tam wódkę i dzieliły się rodzinnymi niedolami. Geri skarżyła się na Mańkuta. Nancy narzekała na Tony'ego.
Geri skarżyła się również jedynemu człowiekowi, który jej zdaniem miał wpływ na Franka – Tony'emu Spilotrowi. Spotykała się z nim w Villa d'Este, restauracji, której właścicielem był Joseph Świński Joe Pignatelli.
„Siadywali przy barze lub w boksie – wspomina Frank Cullotta. – Geri zawsze piła wódkę z lodem. Widziałem, jak Tony kiwał głową i próbował ją do czegoś przekonać. Siedziałem po drugiej stronie sali i obserwowałem. Czasami rozmawiali przez godzinę, potem Geri wstawała i wychodziła. Wiedziałem, ile trwała ich rozmowa, bo miałem sprawę do Tony'ego i mogłem z nim pogadać dopiero wtedy, gdy Geri sobie poszła”.
W lutym 1976 roku, wkrótce po tym, jak Mańkut został wygryziony ze stanowiska, rewidenci zadzwonili ponoć do Franka Mooneya, skarbnika w kasynie Stardust, z informacją, że wagi zliczające monety z automatów do gier losowych zaniżają wyniki o jedną trzecią. Mooney powiedział później członkom Komisji Papierów Wartościowych, że nie przypomina sobie takiego telefonu, ale był to pierwszy sygnał, że count room w kasynie ma kłopoty.