FRANK ROSENTHAL: – I co my teraz zrobimy? (Oklaski.)
Mańkut był teraz gwiazdą. Geri czuła się coraz bardziej lekceważona.
„Upijała się i znikała na parę dni z domu, a Mańkut gorączkowo zastanawiał się, dokąd pojechała – wspominał były agent FBI, Mike Simon. – Gdy wracała, oskarżał ją o to, że widziała się z Lennym Marmorem. Geri zaprzeczała. Oskarżenia i zaprzeczenia były podstawą ich związku”.
„Wystarczyło, by Lenny pstryknął palcami, a ona już leciała” – mówił Mańkut.
W pewnym momencie tak się wściekł na Geri i Lenny'ego, że zaczął się zadawać z młodą kobietą, która przyjaźniła się z Marmorem. Można wierzyć lub nie, ale miała na imię Pinky.
„Liczyła sobie dwadzieścia lub dwadzieścia jeden lat. Zainteresowałem się nią, żeby upokorzyć Marmora – wyznał Mańkut. – Ta dziewczyna była jego numer jeden. Powiedziałem Geri, że pokażę jej, jak można sprowadzić tę sukę tutaj. I pokazałem. Zmusiłem ją do przyjazdu do Vegas. A potem spotkałem się z nią w Kalifornii.
Próbowałem nawiązać mały romans. Ale chyba nie był to zbyt mądry pomysł. Pinky to wspaniała dziewczyna. Kiedy jednak zadzwoniłem do niej z hotelu w Los Angeles, na wstępie powiedziała: «Musisz mi wysłać tysiąc». Skąd my to znamy, co? Wysłałem. No i oczywiście po paru randkach domagała się dwóch, trzech kawałków.
Rozmawiałem z nią o Lennym. Początkowo myślałem, że udało mi się nawciskać jej kitu. Byłem w błędzie. Wyrolowała mnie. Każde moje słowo nagrywała lub zapamiętywała i od razu donosiła Marmorowi. Wierz mi, ten facet potrafił sobie radzić z dziewczynami pewnego pokroju. To szczera prawda. Miał ją w garści”.
W pewnym momencie Rosenthal popadł w taką frustrację z powodu więzi łączącej jego żonę z Marmorem, że powiedział Geri, iż Marmor został zabity.
„Geri dostała szału – wspomina. – Wpadła w panikę. Podbiegła do telefonu i zadzwoniła do Robin.
– Gdzie jest twój ojciec?! – wołała. – Sprowadź swego ojca! Znajdź go!
Potem usiadła i czekała z godzinę, aż Robin oddzwoni. Nie odzywałem się ani słowem.
Robin zadzwoniła i powiedziała, że Marmor jest cały i zdrowy.
– Ty sukinsynu – warknęła do mnie Geri – dlaczego to zrobiłeś?
– Nigdy się tego nie dowiesz – odparłem. Zrobiłem to, by zobaczyć na własne oczy, jak bardzo jej na nim zależy. Wciąż go kochała”.
W drugiej połowie 1976 roku Geri odnowiła również znajomość ze swym dawnym adoratorem Johnnym Hicksem. Hicks pracował w kasynie Horseshoe i mieszkał naprzeciwko domu Rosenthala.
„Zawsze się nim interesowała” – stwierdził Beecher Avants, szef wydziału zabójstw policji w Las Vegas.
Pewnego dnia Hicks wyszedł ze swojego mieszkania i otrzymał pięć strzałów w głowę. Steven Rosenthal, ośmioletni syn Geri i Mańkuta, natknął się na policjantów, wracając do domu, i powiedział rodzicom, że coś się stało. Geri wyszła z nim sprawdzić, co policyjne radiowozy robią na ich spokojnej ulicy i odkryła, że Hicks został zastrzelony.
„Próbowaliśmy z nią porozmawiać – wspominał Beecher Avants – ale powiedziała, byśmy się odpierdolili”.
„Z furią wpadła do domu – wspomina Mańkut. – Uroiła sobie, że miałem coś wspólnego z tym morderstwem. To było szaleństwo, ale Geri zawsze uważała, że kazałem go sprzątnąć”.
Mańkut nie przejmował się domowymi problemami. Kierował czterema kasynami, a w dodatku musiał udawać, że wcale nimi nie kieruje. Prowadził także program telewizyjny. Po paru zaledwie miesiącach emisji miał tak duże powodzenie, że Rosenthal postanowił przenieść go ze studia telewizyjnego do samego hotelu Stardust. „Po raz pierwszy w dziejach Las Vegas – stwierdzał w oświadczeniu dla prasy – cykliczny program telewizyjny będzie nadawany na żywo z kasyna”. Program Mańkuta w rzeczywistości nie był cykliczny – w ciągu pierwszych pięciu miesięcy pojawił się na antenie tylko pięć razy. Prasowa zapowiedź obfitowała jednak w obietnice: w pierwszym programie miał zadebiutować Frank Sinatra. Mieli się także pojawić Jill St. John i Robert Conrad. W hotelu wybudowano specjalne studio i 27 sierpnia 1977 roku o siódmej trzydzieści wieczorem tysiąc osób zasiadło w nim, by oglądać nagranie programu. Gdy Sinatra wyraził swoje zdanie na temat wzbudzający nieprzeciętne zainteresowanie, mieszając z błotem NCAA * za przyjęcie drużyny koszykówki Uniwersytetu w Las Vegas do rozgrywek na dwuletni okres próbny, rozległy się oklaski.
O dwudziestej trzeciej widzowie przełączyli swe telewizory na Channel 13, stację KSHO, by oglądać program Mańkuta, zamiast niego ujrzeli małą rysunkową postać z planszą z napisem: PROSIMY O CHWILĘ CIERPLIWOŚCI. Chwila zmieniła się w minuty i trwała ponad godzinę. Sprzęt magnetowidowy w stacji uległ awarii. Wiele godzin później KSHO wznowiła nadawanie filmem „Upadek cesarstwa rzymskiego”.
„Nie wiemy, co dokładnie się stało – twierdzi dyrektor naczelny Channel 13, Red Gilson. – To szalenie rzadki wypadek. Jest rzeczą prawie niemożliwą, by dwa magnetowidy zepsuły się w tym samym momencie”.
Frank Rosenthal trafił na pierwsze strony miejscowych gazet. Następnego dnia pojawił się na nich znowu, skarżąc stację KSHO o odszkodowanie w wysokości co najmniej dziesięciu tysięcy dolarów i twierdząc, że awaria katastrofalnie nadszarpnęła reputację „The Frank Rosenthal Show”. Mańkut i jego ludzie przez kilka dni odgrażali się publicznie, że przeniosą się z programem do innej stacji telewizyjnej; jeden z miejscowych felietonistów sugerował nawet sabotaż. Kiedy jednak żadna inna stacja nie połknęła przynęty, program znowu pojawił się na antenie Channel 13. Stał się zdumiewającą lokalną osobliwością: stwarzał wrażenie, że Rosenthal nie opuszcza bitewnych okopów.
Tymczasem trwały jego nie kończące się batalie prawne z Komisją ds. Gier Hazardowych. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych postanowił nie rozpatrywać pozwu Mańkuta i członkowie komisji ponownie zażądali, by Glick zwolnił go z zajmowanego stanowiska i nie dopuścił do dalszej emisji programu telewizyjnego z sali klubowej Stardustu. Mańkut i Goodman natychmiast zwrócili się do sądu federalnego o nakaz ograniczający żądania komisji i 3 stycznia 1978 roku Frank Rosenthal otrzymał spóźniony prezent gwiazdkowy. Sędzia Federalnego Sądu Okręgowego, Carl Christensen, stwierdził, że Komisja ds. Gier Hazardowych może co prawda uniemożliwić Mańkutowi uzyskanie licencji, nie ma jednak prawa zakazać mu pracy w Starduście w innym charakterze.
Dlatego też Glick szybko mianował Rosenthala dyrektorem ds. rozrywki. Uważano, że obowiązki na tym stanowisku są na tyle nie związane z działalnością kasyna, że często służyło ono za bezpieczne schronienie ludziom mającym problemy z otrzymaniem licencji – na przykład Joemu Agosto w Tropicanie.
„Nikt w całym stanie nie dał się na to nabrać – wspomina Murray Ehrenberg, który pozostał menedżerem kasyna – więc w kasynie przez całą noc kręcili się agenci obserwujący Franka, mnie i wszystkich pozostałych. Próbowali przyłapać go na wydawaniu poleceń. Ale Frank nie musiał robić tego, co robił, na oczach wszystkich. Rozmawialiśmy z nim później. O różnych sprawach. Mogliśmy pytać o wiarygodność jakiegoś gościa, jedząc kanapkę. Mogliśmy oglądać jego program i przy okazji dowiadywać się, kogo chce zatrudnić lub zwolnić. Czego mu jeszcze brakowało, żeby być bossem? Niczego”.